Polska sensacja na skoczni w Trondheim. Robert Mateja walczył o medal
Trondheim po raz pierwszy zorganizowało mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym w 1997 roku. Wówczas naszą największą nadzieją na medalową zdobycz był Adam Małysz. Tymczasem o podium walczył inny z naszych skoczków. To był Robert Mateja, dla którego impreza w Trondheim była debiutem w mistrzostwach świata. Była też okazją na to, by wyrwać się z wojskowej jednostki.

W sezonie 1995/1996 eksplodował talent Adama Małysza. Wiślanin już w 1995 roku na mistrzostwach świata w narciarstwie klasycznym w Thunder Bay był dziesiąty na normalnej skoczni, pokazując próbkę swojego wielkiego talentu. We wspomnianym sezonie Małysz już szalał w Pucharze Świata.
Cztery razy stawał na podium, a w finałowych zawodach w Oslo wygrał. To była jego pierwsze z 39. zwycięstw w Pucharze Świata. W sezonie 1996/1997 również błyszczał. W styczniu 1997 roku był drugi w Bischofshofen, a zaraz potem trzeci w Engelbergu. Niezwykle udana dla niego była eskapada do Japonii. Tam wygrał w Sapporo i w próbie przedolimpijskiej w Hakubie. I nagle - tuż przed mistrzostwami świata - zgasł.
Robert Mateja zaskoczył świat. W Trondheim walczył o medal na skoczni
Mimo wszystko liczyliśmy na to, że odrodzi się w Trondheim. Tam jednak błysnął inny z naszych skoczków. Dla 22-letniego Roberta Matei to był debiut w mistrzostwach świata.
To był też przełomowy dla niego sezon. W końcu zdobył punkty Pucharu Świata. Mało tego. W grudniu w Harrachovie zajął piąte miejsce. Wysłał sygnał, że może być mocnym punktem naszej kadry w Trondheim.
Nie jechałem na te mistrzostwa świata z jakimiś wielkimi nadziejami na dobry wynik, ale raczej na dobre skakanie. To był czas, kiedy byłem w wojsku, a wtedy jeszcze była zasadnicza służba wojskowa. Dla mnie zatem każdy wyjazd był atrakcją. Byleby tylko nie siedzieć w jednostce. To, że byłem w wojsku, nie utrudniało mi treningów. W WKS Zakopane była wówczas jednostka sportowa
Niesamowity skok Matei. Wielka ekscytacja Włodzimierza Szaranowicza
Już na treningach w Trondheim skoczek ten pokazywał się z dobrej strony. W pierwszej serii konkursowej uzyskał 94,5 metra i to był 14. wynik. Był najwyżej sklasyfikowany z Polaków.
W drugiej pofrunął daleko. To było aż 98,5 m.
- Piękny skok. Nienaganny w powietrzu. Ależ odważnie poleciał - ekscytował się Włodzimierz Szaranowicz, który ten konkurs komentował w TVP razem z Krzysztofem Miklasem.
Ale też było się czym ekscytować. Dalej od Matei w tym konkursie skoczyli tylko Japończyk Masahiko Harada, który w pierwszej serii uzyskał 99 m i Niemiec Dieter Thoma. Ten w drugiej pofrunął na 100. metr, ale zaliczył upadek.
Rezultat Matei był trzecim wynikiem drugiej serii. I tylko żal, że wtedy nie było telemarku. 22-latek wylądował na obie nogi. Gdyby nie to, miałby medal. Sędziowie bowiem obniżyli wyraźnie jego noty.
- Trafiliśmy w tej drugiej serii na dobre warunki. Szkoda tylko tego, że zabrakło telemarku. Gdybym go zrobił, to miałbym srebrny medal. To było wielkie zaskoczenie, bo przed startem zakładałem, że miejsce w "20" byłoby wynikiem, który by mnie satysfakcjonował. Tymczasem byłem w grze o medale - wspominał Mateja.
Dzień wcześniej byliśmy w mieście i była tam ceremonia medalowa biegów. Pomyślałem sobie wówczas, że fajnie byłoby tu być po konkursie na normalnej skoczni. I byłem, bo wówczas dekorowano sześciu najlepszych zawodników w każdej konkurencji
Był wyczulony na warunki
Mateja w całej swojej karierze oddał wiele skoków, o których mówi się "plomba". Nigdy jednak nie potrafił utrzymać wysokiej formy na stabilnym poziomie. Niemal przez całą karierę, to było falowanie w jego wypadku.
- Nie wiem. Może to była głowa. Na pewno byłem wyczulony na warunki. Nie potrafiłem skakać, kiedy wiało w plecy. Za to doskonale wykorzystywałem wiatr pod narty. Wtedy nie było przeliczników i wiele znaczyło szczęście do warunków. Wiele osób przypomina mi konkurs w Zakopanem, kiedy prowadziłem po pierwszej serii. Tyle że ja byłem wówczas gotowy na skakanie w "15". W tej drugiej serii na Wielkiej Krokwi trafiłem na zdecydowanie gorsze warunki - mówił 50-letni obecnie Mateja.
Mistrzem świata został wówczas Fin Janne Ahonen, który był ósmy po pierwszej serii. O pięć punktów wyprzedził on Haradę. Trzeci - ze stratą 6,5 pkt. - był Austriak Andreas Goldberger. Mateja do tego ostatniego stracił trzy punkty.
W drugiej serii wyraźnie poprawili się też Małysz i Wojciech Skupień. Ten pierwszy z 25. pozycji awansował na 14. Miał czwarty wynik drugiej serii. Skupień z kolei przesunął się z 28. na 18. miejsce.
Zobacz również:














