Polscy skoczkowie zagrali va banque na igrzyskach? Kluczowe wyznanie trenera
To był słaby sezon polskich skoczków narciarskich w Pucharze Świata. Żaden z naszych zawodników nie stanął na podium indywidualnie. W rywalizacji duetów dokonali tego Kacper Tomasiak i Dawid Kubacki. Biało-Czerwoni kompletnie nie poradzili sobie z kwestiami sprzętowymi, co zresztą wiele razy podkreślali, a szczególnie widoczne to było w finałowych zawodach PŚ w Planicy, kiedy nasi zawodnicy osiągali bardzo niskie prędkości na najeździe. To jednak nie przeszkodziło w tym, by Polska przywiozła trzy medale zimowych igrzysk olimpijskich. Skąd taki przeskok? To wszystko tłumaczy w rozmowie z Interia Sport Łukasz Kruczek, były trener kadry polskich skoczków i skoczkiń, który ostatnio był w sztabie Kamila Stocha.

Nie ma co ukrywać, że nienajlepiej ze zmianami sprzętowymi poradzili sobie Polacy, co było widać szczególnie w Pucharze Świata. Teraz wszyscy ludzie związani z naszymi kadrami są mądrzejsi o pewne doświadczenie.
- To jest kwestia dywagacji, gdzie można było zrobić coś lepiej - mówił Łukasz Kruczek, były trener kadry polskich skoczków i skoczkiń, w rozmowie z Interia Sport.
Polakom zabrakło odwagi w Pucharze Świata w skokach? "To był punkt wyjścia"
Szkoleniowiec nie chciał początkowo zbyt wiele mówić o tym, w jaki sposób Polacy polegli, jeśli chodzi o sprzęt. Był jednak w sztabie Kamila Stocha, więc miał na co dzień do czynienia z tym, z czym borykała się cała nasza kadra.
Jeśli chodzi o sprzęt, to można było chyba trochę odważniej zadziałać na początku sezonu. Mam tu na myśli podjęcie trochę większego ryzyka. To był taki punkt wyjścia do tego, co działo się później. Nawet ryzyko nieprzejścia wstępnej kontroli, dopuszczającej kombinezon, nie było duże, bo było w czym skakać. Na początku sezonu jednak lepiej być od razu blisko czołówki, niż potem gonić
Polacy zagrali va banque na igrzyskach? "To wszystko jest dosyć wytłumaczalne"
Nie ma co ukrywać, że to był bardzo ciekawy sezon. Nie tylko pod względem sportowym, ale też patrząc na to, co działo się ze sprzętem. Początkowo problemy miało wiele krajów. Austriacy dominowali, ale i oni dostali zadyszki. Bywały konkursy, w których nie dawali szans rywalom, a potem zajmowali niższe lokaty. Zaskoczeniem były same igrzyska, na których ten kraj miał wielkie problemy. Wielkimi wygranymi igrzysk byli z kolei Polacy, którzy jednak słabiej spisywali się w Pucharze Świata.
- To wszystko jest dosyć wytłumaczalne. Igrzyska ograniczają możliwość używania sprzętu, który jest używany przed i po nich. To wszystko ma związek z reklamami na strojach. Na igrzyska trzeba było mieć czyste kombinezony i było nowe ich sprawdzanie przed dopuszczeniem do startu dla wszystkich ekip. To był kolejny punkt zero. Po igrzyskach z kolei wszystko wróciło do normy, bo można było wrócić do kombinezonów, w których skakało się wcześniej - wyjaśniał nasz trener.
Zapytany o to, czy zatem część ekip - w tym także polska - zagrały va banque na igrzyskach, odparł:
Albo inne były trochę ukrócone. W całej kwestii dotyczącej kontroli wciąż najsłabszym ogniwem jest człowiek. Chodzi mi tu o egzekwowanie pewnych rzeczy, a nie samą kontrolę.
"To jest mrzonka i utopijny pomysł"
Ciekawym przypadkiem była dyskwalifikacja Austriaka Daniela Tschofeniga na igrzyskach. Został on ukarany za nieprzepisowego buta, który był za duży o cztery milimetry, a - jak się okazało po przeanalizowaniu raportu FIS - w czasie zawodów dopuścił się też manipulacji.
Miała ono dotyczyć niewłaściwego zachowania przed skokiem, kiedy to Austriak miał naciągać kombinezon. Już w inauguracyjnych zawodach w Lillehammer wokół Tschofeniga było gorąco, kiedy to Norwegowie domagali się dyskwalifikacji za manipulowanie przed skokiem przy zamkach kombinezonu. Na igrzyskach Austriak został wraz z trenerem Andreasem Widhoelzlem wezwany na dywanik. Obaj musieli się tłumaczyć z zachowania skoczka.
"Stwierdzono, że takie zachowanie jest niezgodne z regulaminem zawodów i kodeksem postępowania sportowego, ponieważ może mieć wpływ na równe warunki dla wszystkich zawodników" - czytamy w oficjalnym komunikacie na stronie FIS.
Poza żółtą kartką za nieprzepisowe buty Tschofenig otrzymał także oficjalne ostrzeżenie za niewłaściwe obchodzenie się ze sprzętem w czasie zawodów. Obaj Austriacy zgodnie podkreślali, że to samo robią wszystkie inne nacje.
Mieliśmy zatem do czynienia nie z jedną, a z wieloma manipulacjami, a jednak Tschofenig został ukarany tylko żółtą kartką.
- Takich przypadków w sezonie pewnie było wiele, ale o nich nie wiemy. Doskonale wiem, jak wygląda to z drugiej strony. Trzeba to teraz złapać w ryzy. W FIS ciągle mówią, że musi się zmienić kultura podejścia do rywalizacji. To jest mrzonka i utopijny pomysł. Od trenerów i skoczków wymaga się w końcu zwycięstw - zakończył Kruczek.
Zobacz również:














