Polacy zrezygnowali z treningu, trudne warunki w Lillehammer
Kilkanaście stopni mrozu. Tak przywitało nas w czwartek Lillehammer, gdzie od piątku do niedzieli (21-23 listopada) rozegrane zostaną inauguracyjne zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich. Organizatorzy do ostatnich godzin borykali się z problemami na skoczni. Początkowo obiekt miał być gotowy w poniedziałek, ale oddany został dopiero w czwartek, a jego stan wciąż jeszcze pozostawiał wiele do życzenia. - Warunki na skoczni nie były idealne. Był problem szczególnie w przejściu na zeskoku. Nie był tam zbyt równo - mówił Maciej Maciusiak, trener kadry polskich skoczków. Ostatecznie Biało-Czerwoni nie pojawili się na oficjalnym treningu, choć pierwotnie zapisali się w grafiku. Mieli skakać w godzinach 17.00 - 18.30. Czy to znaczy, że czują się tak pewnie?

Kiedy dotarłem do hotelu Scandic w Lillehammer nieopodal skoczni, gdzie jest baza wszystkich ekip, akurat polska drużyna kończyła trening na "sucho". O tej porze - według wstępnej rozpiski - Biało-Czerwoni mieli być na skoczni.
Część ekip skorzystała z możliwości pierwszych skoków na śniegu. Trenowała też nasza kobieca kadra. Warunki jednak były dalekie od idealnych i jak donosił Michał Chmielewski z TVP Sport, paskudny upadek miała Amerykanka Paige Jones.
Polacy mieli trenować, ale zmienili zdanie. Zdecydowały warunki
Dla kadry naszych skoczków najważniejsze w czwartek było zaczipowanie kombinezonów. Ostatecznie Polacy nie zdecydowali się na skakanie i wybrali trening w hotelowej salce.
Swoje wytrenowaliśmy w ostatnich dwóch tygodniach. Jesteśmy dobrze przygotowani
Czy to znaczy, że Polacy czują się tak pewnie przed inauguracją? Na pewno tym, że nie pojawili się na skoczni w czwartek, mogli zaskoczyć rywali. Część ekip przyjechała już bowiem pod koniec ubiegłego tygodnia, by poskakać na Lysgardsbakken, która miała być dostępna od poniedziałku (17 listopada). Nieoficjalne treningi zaplanowano do środy. Potem przesunięto je na termin od wtorku do czwartku, a ostatecznie skocznia została przygotowana dopiero w czwartek.
- Wstępnie planowaliśmy udział w nieoficjalnym treningu. Mieliśmy zarezerwowane miejsce. Było jednak tłoczno na skoczni, a do tego była niska temperatura. Byłoby zatem długie oczekiwanie na oddanie swojej próby, co w tych warunkach nie byłoby korzystne. Mieliśmy w ostatnim czasie dwa bardzo dobre zgrupowania w Wiśle i Zakopanem. Plan treningowy wykonaliśmy zatem w stu procentach. Nie było więc tak dużego ciśnienia na to, by na siłę poskakać na śniegu. Tym bardziej że organizatorzy mierzyli się z warunkami - przyznał Wojciech Jurowicz, kierownik polskiej drużyny oraz konsultant do spraw sprzętu i przepisów FIS, w rozmowie z Interia Sport.
Na piątek, 21 listopada, zaplanowane zostały oficjalne sesje treningowe kobiet i mężczyzn, a także konkurs mikstów (godz. 16.00), który otworzy sezon.
Z Lillehammer - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:













