Polacy darzą go dużą sympatią. Cierpliwość przyniosła efekty. "To połączenie wielu rzeczy"
Gregor Deschwanden w ostatnich sezonach coraz mocniej zaznacza swoją obecność w światowej czołówce. Na największe sukcesy musiał czekać latami, ale cierpliwość przyniosła efekty. W minionym sezonie odniósł pierwsze w karierze zwycięstwo i sięgnął po brązowy medal igrzysk olimpijskich. - Ktoś kiedyś zażartował, że przez całą karierę byłem tak miły, że nawet trzecie miejsce musiałem dzielić, żeby dobrze się z tym czuć - przyznał w rozmowie z Interią Sport. Szwajcar zyskał dużą sympatię polskich kibiców, m.in. ze względu na swoje życie prywatne. Opowiedział także o doświadczeniach i wrażeniach związanych z Polską.

Natalia Kapustka, Interia Sport: Czy cierpliwość to jedna z najważniejszych cech w skokach narciarskich?
Gregor Deschwanden: W pewnym sensie tak. W moim przypadku musiałem być bardzo cierpliwy w tym sezonie. Chociaż nikt nie lubi się zmagać z trudnościami ani tak długo czekać, aż coś zacznie działać, to ostatecznie opłaciło się to podczas najważniejszych zawodów. Od tamtej pory większość rzeczy zaczęła układać się znacznie lepiej niż wcześniej.
Zapytałam o to, ponieważ twój debiut w Pucharze Świata był 16 lat temu, więc na swoje największe sukcesy musiałeś trochę poczekać. Co było dla ciebie najtrudniejsze w tym czasie?
- Myślę, że najtrudniejsze jest to, kiedy znasz swoje błędy i wiesz, co robisz źle. W pewnym sensie znasz też rozwiązanie, ale nie jesteś w stanie przenieść tego na skocznię. Poza skocznią, na treningach i w ćwiczeniach, wszystko wychodzi dobrze, ale na skoczni nigdy nie układa się tak, jak powinno. To było bardzo frustrujące i stanowiło duży problem. Każdy profesjonalny sportowiec poświęca bardzo dużo czasu swojej dyscyplinie. Każdy kocha to, co robi, ale jeśli nigdy nie zdołasz osiągnąć tego, to nawet mimo ogromnej pasji trudno jest nadal czerpać z tego radość.
Co się zmieniło, że teraz twoje skoki wyglądają lepiej?
Myślę, że to połączenie wielu rzeczy. Kiedy byłem młodszy, miałem dużo siły, ale brakowało mi elastyczności. Moja pozycja też nie była idealna. W tamtym czasie, oglądając Puchar Świata, można było od razu rozpoznać Gregora Deschwandena po jego technice. W ostatnich latach wszystko się poprawiło. Jak wiadomo, to sport aerodynamiczny. W 2015 roku byłem jednym z najwolniejszych zawodników w stawce, a teraz jestem jednym z najszybszych
Jednym z najważniejszych wydarzeń sezonu były igrzyska olimpijskie. Czy medal ma już szczególne miejsce w twoim domu?
- Nie miałem jeszcze czasu, żeby znaleźć dla niego odpowiednie miejsce, ale na pewno je dostanie. Chciałbym też jakoś go oprawić, żeby móc powiesić go na ścianie. Muszę to jeszcze przemyśleć, ale mam na to dużo czasu.
Co dla ciebie znaczyło dzielenie tego medalu z Renem Nikaido?
Ktoś zażartował, że przez całą karierę byłem tak miłym człowiekiem, że nawet trzecie miejsce musiałem dzielić, żeby dobrze się z tym czuć. Ale tego dnia po prostu miałem szczęście zdobyć medal. Myślę, że jeśli cztery osoby mają medale, to jest to fajniejsze niż gdy mają je tylko trzy. To był naprawdę świetny dzień, kiedy wszystko się ułożyło i mogłem dzielić ten medal z Renem. On na to zasłużył i myślę, że ja również
Przed zawodami była dość szalona sytuacja, bo nagle potrzebowałeś nowego sprzętu, a twój serwismen musiał przejechać wiele kilometrów, żeby go przywieźć.
- Tak, to była jedna z takich sytuacji. Przez cały sezon czegoś nie potrzebujesz, zostawiasz to w domu, a nagle okazuje się, że jednak jest potrzebne. Dokładnie tak było. Na szczęście nasz serwismen poświęcił czas, żeby po to pojechać i to przywieźć. Ostatecznie było warto.
Po tym sukcesie i całym sezonie czujesz, że coś w twoim życiu się zmieniło?
- Tak, zdecydowanie. Igrzyska olimpijskie to coś, co w Szwajcarii oglądają wszyscy. Już w ostatnich tygodniach poczułem, że moje życie trochę się zmieniło. Mam nadzieję, że nadal będę odbierał to jako coś pozytywnego. Wcześniej byłem raczej w cieniu i prowadziłem dość prywatne życie. Teraz trochę się to zmieniło. Ale kiedy chcesz osiągać sukcesy w sporcie i masz dobre wyniki, to jest częścią tego i jest to coś pozytywnego.
Polka skradła serce szwajcarskiego skoczka. "Myślę, że rozumiem coraz więcej"
Rozmawiamy w Planicy, która co roku jest wyjątkowa z innego powodu. Dla Polaków była szczególna ze względu na koniec kariery Kamila Stocha. Jak go zapamiętasz jako skoczka i człowieka?
- Od 2014 roku, kiedy ja zmagałem się z problemami, on przez wiele lat był wyznacznikiem poziomu w skokach narciarskich. Widać było, jak bardzo jest skupiony na sporcie i że naprawdę żyje jak profesjonalny sportowiec. To było bardzo imponujące. Ma za sobą niesamowitą karierę - właściwie wygrał już wszystko, co było do wygrania. Myślę, że to świetne, że może zakończyć ją na dobrych warunkach. Mam nadzieję, że będzie szczęśliwy na emeryturze.
A ty myślisz o tym ile lat jeszcze chciałbyś kontynuować karierę?
- U mnie to działa to na zasadzie krok po kroku. Na pewno jeszcze jeden rok. A potem zobaczymy. Nie jestem już najmłodszy i nie widzę siebie skaczącego tak długo jak niektórzy inni zawodnicy. Teraz wszystko działa bardzo dobrze, ale to może się szybko zmienić. Następny sezon znów będzie ciekawy, z mistrzostwami świata, a potem podejmę decyzję, kierując się tym, co czuję. Na ten moment taki jest plan
Dla polskich kibiców muszę zapytać - jak teraz radzisz sobie z językiem polskim?
- Niestety trochę utknąłem w nauce, ale naprawdę staram się poprawić. Myślę, że rozumiem coraz więcej - zwłaszcza pojedyncze słowa, także w różnych formach. Ale jeśli chodzi o mówienie, to jak w każdym języku, trzeba to ćwiczyć, a ja nie robiłem tego wystarczająco dużo. To będzie więc kolejny krok. Mam nadzieję, że znajdę na to więcej czasu i pewnego dnia mi się uda. To nie jest niemożliwe.
Czy często odwiedzasz Polskę, nie tylko przy okazji zawodów?
Tak, staram się. Zimą jest trochę trudniej podróżować prywatnie, ale latem próbujemy przyjeżdżać. Bardzo mi się tam podoba - szczególnie Kraków, gdzie mieszkają znajomi mojej dziewczyny. To świetne miasto na weekend albo nawet dłuższy pobyt. Bywamy tam około trzy–cztery razy w roku
Masz już plany na odpoczynek po tym sezonie?
- Tak, zaplanowałem już wakacje, chociaż musiałem je zmienić z powodu wojny, jak wiele osób. Teraz wybieram się w innym kierunku - na Hawaje. Zobaczymy, jak będzie. To nie było pierwotnie w planach, ale myślę, że będzie świetnie.















