Podwójne zatrudnienie Alexandra Stoeckla. "Małysz i PZN na pewno poczuli się oszukani"
Dla polskich skoków narciarskich było to bez dwóch zdań jedno z największych "trzęsień ziemi" w bieżącym sezonie - w połowie lutego media obiegła informacja, że z posady w PZN rezygnuje Alexander Stoeckl, który dał do zrozumienia w specjalnym komunikacie, że nie spodobała mu się publiczna krytyka jego pracy ze strony prezesa związku Adama Małysza. Szybko też atmosfera wokół tego zamieszania została podgrzana przez informacje, że Stoeckl równolegle z piastowaniem stanowiska w PZN był zatrudniony w... norweskiej firmie z branży budowlanej. Portal Sport.pl ujawnił dodatkowe kulisy tej sprawy.

Alexander Stoeckl w sierpniu ubiegłego roku dołączył do Polskiego Związku Narciarskiego w roli dyrektora ds. skoków narciarskich oraz kombinacji norweskiej. Ta - początkowo przynosząca wiele nadziei na sukces - współpraca okazała się jednak relatywnie krótka.
Już w połowie lutego doszło bowiem do rozbratu Austriaka i PZN. 51-latek w specjalnym komunikacie, w którym wyjaśniał swoją decyzję, wyraźnie zasugerował, że nie spodobała mu się publiczna krytyka jego działań ze strony szefa federacji, Adama Małysza.
Atmosferę podgrzewał tu fakt, że Stoeckl równolegle z pracą w Polsce zatrudniony był w... norweskiej firmie z branży budowlanej - jako ekspert ds. rozwoju kadry kierowniczej, o czym zresztą informowały skandynawskie media. Ciekawe informacje w tym kontekście przekazał Jakub Balcerski, dziennikarz portalu Sport.pl.
Dwa stanowiska Alexandra Stoeckla. PZN nie od razu się o tym dowiedział
"Czy PZN wiedział o pracy Stoeckla w Norwegii? Oczywiście, zgodził się na jego dolatywanie do Polski z Norwegii, by dać mu komfort i przestrzeń, ale bardziej dla rodziny i jego spokoju niż dorabiania w firmie budowlanej. Ze związku słyszymy, że o posadzie Stoeckla dowiedzieli się kilka dni przed tym, jak sprawa pojawiła się w mediach" - czytamy w tekście Balcerskiego.
"Od Austriaka mieli słyszeć, że może im zaproponować niekomercyjne współprace przy pewnych norweskich projektach, ale miał to przedstawiać lakonicznie, na pewno nie wspomniawszy o tym, że w Norwegii ma na boku regularną pracę. W takiej sytuacji Małysz i związek na pewno poczuli się oszukani" - wskazano.
Alexander Stoeckl będzie mieć kłopoty? Wszystko zależy od konstrukcji umowy z PZN...
W materiale podkreślono też, że Alexander Stoeckl niespecjalnie krył się z tą swoistą grą na dwa fronty, natomiast jeśli w kontaktach z Polskim Związkiem Narciarskim nie zakomunikował jasno opisywanego wyżej stanu rzeczy, to może mieć kłopoty - oczywiście o ile jego umowa z PZN zawiera klauzulę dotyczącą wyłączności świadczenia usług dla federacji, niezależnie od branży. Te wszystkie okolicznością są jednak cokolwiek nietypowe.











