PKOl wypłacił nagrody medalistom. Tomasiak pominięty, mama skomentowała
Polscy sportowcy oraz trenerzy, którzy zdobywali medale zimowych igrzysk olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo w końcu otrzymali obiecane przez Polski Komitet Olimpijski nagrody. I to jest bardzo dobra wiadomość. Gorzej, że wszystko odbywało się w takiej atmosferze. Na koniec Radosław Piesiewicz, prezes PKOl, kiedy ogłaszał tę dobrą nowinę, pominął największą gwiazdę naszej kadry na tych igrzyskach - Kacpra Tomasiaka. To zapewne ma związek z tym, że mama skoczka - Kinga Tomasiak ujawniła mediom dziwną propozycję szefa PKOl. Teraz sama dotrzymała słowa.

Jeszcze przed zimowymi igrzyskami olimpijskimi w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo Radosław Piesiewicz, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, ogłosił wielkie nagrody dla polskich medalistów, a także dla sportowców, którzy zajmą miejsca 4-8.
I trzeba przyznać, że pomysł nagradzania także tych zawodników, którzy przyczynili się do powiększenia dorobku punktowego reprezentacji Polski, był zacny. Wszyscy poza pieniędzmi mieli otrzymać też tokeny Zondacrypto. O ile sportowcy z miejsc 4-8 nie mieli problemu z tym, by je zamienić na pieniądze, o tyle taki problem pojawił się w przypadku medalistów i trenerów.
Tajner łączy funkcję posła i prezesa PZN. Ma plany wobec Horngachera i Małysza
Dziwna propozycja Radosława Piesiewicza, a potem pominięcie Kacpra Tomasiaka
PKOl zarzekał się, że on swoje zrobił i obiecane środki wypłacił. Ostatecznie poszukał sponsorów i znalazł pieniądze na wypłaty nagród, co z radością Piesiewicz ogłosił na poniedziałkowym (15 czerwca) briefingu prasowym, choć jeszcze kilka dni temu sprawa nie była taka jasna.
Kinga Tomasiak, mama Kacpra Tomasiaka, ujawniła w rozmowie z WP Sportowe Fakty, że prezes PKOl zaproponował trzykrotnemu medaliście olimpijskiemu spłatę zaległości w ratach po kilka tysięcy złotych, a zgodnie z tą propozycją ostatnia transza trafiłaby na jego konto za... siedem lat. Podczas spotkania z medalistami olimpijskimi i ich trenerami Piesiewicz miał zasugerować, by podziękowali mu w mediach za pomoc w załatwieniu sprawy.
Z kolei na poniedziałkowym briefingu sam dziękował sportowcom i trenerom za cierpliwość.
- Chciałem serdecznie podziękować Władkowi (Siemirunnemu - przyp. TK), Pawłowi Wąskowi i dwóm trenerom. Rozmowa z nimi i ich zrozumienie było niesamowite. Dziękuję im za to, że wytrzymali to - podkreślił Piesiewicz, pomijając przy tym kompletnie Tomasiaka, którego na igrzyskach nazywał Tomasikiem.
Mama Kacpra Tomasiaka rozbawiona słowami prezesa PKOl. Dotrzymała słowa
Kinga Tomasiak, mama naszego skoczka, zapytana o to, czy poczuła się urażona, że prezes PKOl pominął jej syna w tej wypowiedzi, odparła: - Raczej rozbawiona. Takie wypowiedzi nie mają dla nas większego znaczenia.
Jeszcze tego samego dnia, kiedy odbywała się konferencja szefa PKOl, przelewy dotarły na konta sportowców i trenerów.
Jesteśmy zatem rozliczeni. Trochę nam ulżyło, że nie trzeba będzie się już zajmować tą sprawą, która była dużą niewiadomą. Dotrzymując słowa, bardzo serdecznie dziękujemy panu prezesowi Radosławowi Piesiewiczowi, że wypłacił Kacprowi wszystkie nagrody, które mu obiecał
Ona dzielnie walczyła w imieniu syna o "swoje". Skoro były zapowiedzi, że takie środki sportowcy otrzymają, to trzeba było wyegzekwować to, co im się należało. PKOl wziął w końcu odpowiedzialność też na siebie, przedstawiając propozycje nagród. Do końca nie było oczywiste, że jednak obiecane środki trafią na konta.
- Nawet jak usłyszałam, że przelewy poszły, to podeszłam do tego sceptycznie. Byłam zaskoczona tym, że znalazły się na koncie - przyznała mama naszego skoczka, co tylko świadczy o tym, jak niewielkim zaufaniem w tym momencie cieszy się PKOl.
Zobacz również:














