Reklama

Reklama

Piotr Żyła: Ten drugi skok, to jak małe dziecko

Prezes PZN Apoloniusz Tajner liczył na przełamanie polskich skoczków w Engelbergu. Nic takiego nie miało jednak miejsca. "Biało-czerwoni" w Szwajcarii zaprezentowali się słabo.

Najbliżej dobrego wyniku był w niedzielę Piotr Żyła. 27-letni zawodnik w pierwszej serii oddał znakomity skok na odległość 138 metrów, co dało mu 7. miejsce. W drugiej skoczek z klubu KS Wisła szansy na miejsce w ścisłej czołówce nie wykorzystał. Żyła uzyskał zaledwie 123,5 i spadł w klasyfikacji na 15. miejsce. W niedzielnym konkursie tylko on z reprezentantów Polski wystąpił w serii finałowej. Jan Ziobro, Klemens Murańka i Stefan Hula odpadli po pierwszej serii. Dawid Kubacki, Aleksander Zniszczoł i Bartłomiej Kłusek nie przebrnęli przez kwalifikacje.

"Z pierwszej próby jestem zadowolony. To był normalny skok, trochę powietrza było i fajnie, przyjemnie można było sobie przelecieć. Ten drugi, to jak małe dziecko tak naprawdę. Chyba znowu trochę za dużo napięcia. Pojawiła się taka chęć, żeby było dobrze i znowu wyszło nie do końca tak, jakbym chciał. Kroczek naprzód jest. Wiem, że stać mnie na dobre skoki" - skomentował Żyła dla skijumping.pl

W sobotnim konkursie nie było wcale lepiej. W finale oglądaliśmy trzech Polaków, którzy jednak zajęli odległe lokaty: Ziobro był 20., Żyła 24, a Kubacki 28. Na pierwszej serii swój występ zakończył Murańka. W "50" zabrakło Huli, Zniszczoła i Kłuska.

"Brakuje lidera, perełki w osobie Kamila Stocha, który zamazywałby te niepowodzenia. Piotrek Żyła skacze na dobrym poziomie, ale nie jest to powtarzalne. Próby Piotrka nie są na takim poziomie, żeby liczyć się w czołowej dziesiątce" - powiedział odkrywca talentu Adama Małysza i jego pierwszy trener Jan Szturc.

Reklama


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje