Piotr Żyła przyjechał na igrzyska i się zaczęło. Takie słowa o Kacprze Tomasiaku
Piotr Żyła nie zakwalifikował się do kadry na zimowe igrzyska olimpijskie w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo (6-22 lutego), ale pojawił się w poniedziałek na skoczni w Predazzo. Wiślanin przyjechał i się zaczęło. Polska zdobyła pierwszy medal w tej imprezie. Po srebro w konkursie na normalnej skoczni sięgnął Kacper Tomasiak, którego 39-latek, pełniący we Włoszech rolę eksperta stacji Eurosport, typował właśnie do zajęcia drugiej lokaty.

Przed poniedziałkowym konkursem olimpijskim na normalnej skoczni Piotr Żyła w szybkim typowaniu stawiał na: Norwega Mariusa Lindvika, Kacpra Tomasiaka i Philippa Raimunda. Pomylił się tylko w jednym wypadku.
Nie dziwi zatem fakt, że stacja Eurosport wzięła naszego siedmiokrotnego mistrza świata jako eksperta, bo widać, że 39-latek zna się na rzeczy.
Piotr Żyła po drugiej stronie lustra. "Jest całkiem inaczej"
Tomasz Kalemba, Interia Sport: Zimowe igrzyska olimpijskie widzisz z innej perspektywy. Jest inaczej?
Piotr Żyła: - Całkiem inaczej. Przyjechałem na luzie i bez presji. Nie mam też wobec siebie żadnych oczekiwań, bo nic też od ciebie nie zależy. Jeszcze w niedzielę mieliśmy w Kranju zawody, więc poniedziałek był dla mnie dniem regeneracyjnym. Skorzystałem z sauny i basenu i czułem się bardzo wypoczęty. Normalnie, jak jadę na skocznię, to jest pełna koncentracja. Odcinam się wtedy od rzeczywistości. A teraz totalny luz. Jest duża różnica.
Lepiej jest być razem z dziennikarzami, czy jednak lepiej w roli zawodnika. Myślę tu o sferze organizacyjnej?
- Pewnie, że macie lepiej, bo nie ma takich restrykcji, jak w przypadku sportowców. Przyjeżdża się na skocznię incognito. Nikt od ciebie nic nie chcę, oczywiście poza tym, co jest do zrobienia w pracy. Chociaż zdarzyło mi się, że kibice zrobili sobie ze mną zdjęcie. Jest jednak inaczej. Luźniej. Można robić to, na co się ma ochotę. Nie ma tego rytmu przygotowania do zawodów. A tym człowiek żyje już dzień wcześniej.
Kiedy wszedłeś na skocznię i poczułeś atmosferę igrzysk, to nie zrobiło ci się trochę przykro?
- Chciałem tu wystąpić. Wciąż jestem sportowcem i wolałbym być jednak w tej roli na igrzyskach. Jak popatrzyłem na skocznię, to się rozmarzyłem. Wyglądała naprawdę fajnie, a do tej były super warunki. Skoczyłbym. Poza tym to są zawody w Europie. W poprzednich igrzyskach, ze względu na restrykcje pandemiczne, człowiek czuł się jak w więzieniu. We Włoszech wioska olimpijska jest w środku miasta. Można z niej wyjść i coś zjeść.
Na igrzyska przyjechałeś prosto z zawodów Pucharu Kontynentalnego w Kranju, gdzie zajmowałeś miejsca dopiero w trzeciej "10". Chyba cię zaskoczyła ta skocznia?
- Oj, strasznie. W szoku byłem, co tam się działo. To obiekt kompletnie nie pode mnie. Męczyłem się tam bardzo. Potrzebowałbym kilku skoków, żeby wyczuć skocznię, tymczasem nie pozwolili nam tam skakać w piątek, bo nie było śniegu. Pojechaliśmy zatem poskakać do Planicy, ale na zupełnie innej skoczni od tej w Kranju. Nie wiem czemu, ale ten obiekt w Planicy mi pasuje. Tam przecież zostałem mistrzem świata.
"Kacper jest rewelacyjny pod tym względem"
Kacper Tomasiak dokonał wielkiej rzeczy. Został wicemistrzem olimpijskim.
- Zasłużył, bo już na treningach skakał fest. On jest rewelacyjny pod tym względem, że potrafi się na skoczni odciąć od wszystkiego, jak mało kto. Przed konkursem widziałem go w gronie kandydatów nawet do złota i się nie myliłem. Wszystko dlatego, że on w zawodach zazwyczaj skacze dużo lepiej niż w treningach. Nie każdy zawodnik potrafi to, by w rywalizacji dodać jeszcze to coś do swoich skoków. On to ma w sobie. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że choć dla niego wszystko w tym sezonie jest nowe, to on robi po prostu swoje.
W Predazzo - rozmawiał Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:














