Reklama

Reklama

Piotr Żyła nie może doczekać się konkursów w Sapporo

Ósme miejsce na mamuciej skoczni w Oberstdorfie wprawiło Piotra Żyłę w świetny humor, choć na twarzy skoczka z Wisły prawie zawsze rysuje się wyraz zadowolenia. Dzisiaj "Wiewiór" miał co najmniej dwa dodatkowe powody do radości.

- W konkursie oddałem bardzo dobry skok. Jestem z niego naprawdę zadowolony. Trochę gorszy był ten w kwalifikacjach, bo miałem problem z równowagą - powiedział Żyła przed kamerą TVP i ze zrozumieniem przyjął decyzję jury, które postanowiło przerwać konkurs lotów narciarskich po pierwszej serii, z powodu wiejącego wiatru. 

Reklama

- Nie wiem, czy nie dało się skakać, bo my siedzieliśmy w środku. Jak widać, teraz zrobiło się jeszcze gorzej, zaczął padać mokry śnieg. Więc chyba podjęto dobrą decyzję - ocenił reprezentant Polski.

Za naszymi Orłami udana próba przed przyszłorocznymi mistrzostwami świata w lotach narciarskich, właśnie w Oberstdorfie, a już w najbliższy weekend tournee po Japonii i Korei Południowej. Tydzień na kontynencie azjatyckim karawana skoczków rozpocznie w Sapporo, czego Żyła już nie może się doczekać. - No pewnie, że się cieszę na myśl o tej wyprawie. Co najbardziej lubię? Kibel - wypalił skoczek i parsknął śmiechem. Nie mogąc powstrzymać chichotu, dodał: - Jest cieplutki...

Ciekawie było także podczas spotkania z Robertem Lewandowskim, który gościł na skoczni. "Lewy" wyjechał na górę mamuta, po czym z uznaniem mówił o odwadze zawodników. Sam nie okazał się aż takim śmiałkiem, choć otrzymał szaloną propozycję. - Chcieliśmy mu dać narty, żeby jechał, ale stwierdził, że za bardzo wieje. Powiedział, że może następnym razem, jak będzie mniej wiało. Robert to fajny, sympatyczny gościu - zakończył Żyła.

AG

Dowiedz się więcej na temat: Piotr Żyła | Robert Lewandowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje