Reklama

Reklama

Piotr Żyła: Nie chce mi się o tych skokach nawet gadać

Piotr Żyła zawiódł w ostatnim konkursie 63. Turnieju Czterech Skoczni w austriackim Bischofshofen. Reprezentant Polski swój występ zakończył na pierwszej serii. "Wiem, co było źle w tych skokach, ale nie chce mi się o nich nawet gadać, a tym bardziej ich pamiętać" - skomentował Żyła.

"To były złe, a nawet bardzo złe próby. Problem jest we mnie. Tak się stało i tyle. Jadę teraz na loty do Bad Mitterndorf, ale najważniejsze dla mnie jest teraz po prostu zapomnieć o skakaniu na dwa dni. Muszę się odciąć i nie myśleć. Loty z kolei to coś bardzo fajnego i zawszę chcę na nie jechać" - stwierdził Żyła.

"Po trzech konkursach byłem na całkiem wysokim miejscu w klasyfikacji generalnej, ale spadłem na 19. Takie życie. Było, minęło. Znowu mam nowe, cenne doświadczenie i postaram się w przyszłym roku nie popełniać już tych samych błędów" - dodał.

Reklama

"Generalnie ten turniej w moim wykonaniu był bardzo spokojny. Najspokojniejszy w karierze. Miałem fajne podejście do zawodów. Tylko w kilku skokach nie mogłem sobie poradzić - chociażby w tych właśnie dwóch wtorkowych. Nie było jednak żadnych nerwowych ruchów, kombinowania. Starałem się robić od początku do końca swoje. Poza ostatnim konkursem, wyszłoby całkiem nieźle" - stwierdził Żyła. Słabo spisał się także Aleksander Zniszczoł, który zajął ostatnie 50. miejsce. "Niestety to był mój najsłabszy występ w Turnieju Czterech Skoczni. Nie chciałem, żeby tak wyszło. Tym razem się nie popisałem. Zepsułem całkowicie. Nic nie wyszło tak, jak miało wyjść. Nie ma się czym chwalić. Na pewno nie jestem zmęczony i nie można tego na to zwalić. Każdy z nas ma też prawo popełniać błędy. W grupie jest tak, że idzie fala. Jak komuś nie wyjdzie, to potem psują kolejni. Trzeba trzymać się swoich dobrych skoków i nie wgłębiać się też w te gorsze" - podkreślił.

"Ogólnie oceniam turniej całkiem nieźle. Był najlepszy w mojej karierze. Dotrwałem w tym sezonie do końca i skakałem fajne, równe skoki. Zdobyłem też punkty. Widzę, że moje treningi się nie marnują i wszystko idzie cały czas do przodu. Cieszę się, że jadę teraz na mamuci obiekt Kulm, by sobie trochę polatać. Prawda jest jednak taka, że na każdym obiekcie należy trzymać się swoich dobrych skoków. Technika się nie zmienia, dlatego nie ma znaczenia, gdzie rywalizujemy. Trenowałem ciężko latem, doskonale wiem, co mam robić na zawodach i myślę, że to dobra decyzja, by startować, a nie trenować" - mówił Zniszczoł.

"Myślałem trochę o tym potknięciu, co mi się przydarzyło dzień wcześniej przy belce startowej. Bałem się, by znowu nie popełnić błędu. To na pewno nie jest przyjemne uczucie, gdy jedzie się rękoma po rozbiegu w dół" - zakończył Zniszczoł.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL