On odkrył Kacpra Tomasiaka dla skoków. Nie zgadza się na burzę wokół zasług trenerów
- Kacper był tym zawodnikiem, który od razu wykazywał się dobrymi możliwościami do skoków narciarskich - mówił w rozmowie z Interia Sport Jarosław Konior, wiceprezes Polskiego Związku Narciarskiego i pierwszy trener Kacpra Tomasiaka w LKS Klimczok Bystra. Nasz wicemistrz olimpijski z Predazzo ma jeszcze trzech młodszych braci, z których dwóch już skacze. Szkoleniowiec, który odkrył Tomasiaka, liczy na to, że kiedyś wystąpi drużyna złożona tylko z samych Tomasiaków. - Mogą być, jak bracia Prevc - przyznał Konior, który odniósł się też do debaty, jaka przetacza się przez kraj, a dotyczy tego, który z trenerów najbardziej przyczynił się do sukcesu.

W skrócie
- Jarosław Konior, pierwszy trener Kacpra Tomasiaka, podkreśla znaczenie wszystkich szkoleniowców w drodze do sukcesów zawodnika.
- Konior wskazuje na dobre przygotowanie i wyjątkowe predyspozycje Kacpra Tomasiaka do skoków narciarskich już od najmłodszych lat.
- Trener wyraża nadzieję na przyszłe sukcesy całej rodziny Tomasiaków oraz wyraża wsparcie dla obecnego trenera kadry, Macieja Maciusiaka.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Kacper Tomasiak rozsławił LKS Klimczok Bystra. Od teraz ten mały klub koło Bielska-Białej może się chwalić medalistą olimpijskim. 19-latek wywalczył bowiem w Predazzo srebrny medal w konkursie na normalnej skoczni.
O drodze do sukcesu i o tym, jakim był zawodnikiem, mówił w rozmowie z Interia Sport Jarosław Konior, który jest pierwszym trenerem Tomasiaka.
Jarosław Konior dumny. "Kacper jest moim pierwszym olimpijczykiem"
Tomasz Kalemba, Interia Sport: Gratulacje, bo to pan był pierwszym trenerem, który kształtował Kacpra Tomasiaka. To musi być teraz ogromna satysfakcja?
Jarosław Konior: - Oczywiście, że jest duża satysfakcja, ale taką mają chyba wszyscy trenerzy, którzy stanęli na drodze sportowej Kacpra. Od pierwszego po tego ostatniego, czyli Macieja Maciusiaka.
To prawda, ale jednak mówi się, że wiele zależy od tego pierwszego trenera, który kształtuje zawodnika. Kacper trenował u pana, gdy był dzieciakiem. Na tym etapie można już wiele zrobić z takim skoczkiem?
- Podstawa to nauka dobrych nawyków, dobrych manier, właściwego podejścia do treningu i do sportu. W tych najmłodszych kategoriach wiekowych zwracamy przede wszystkim uwagę na technikę skoku. Na tym etapie nie pracujemy nad motoryką i siłą.
Technika jednak ewoluuje i już na tym etapie staracie się zwracać na to uwagę?
- Jak najbardziej. Technika zmienia się wraz ze zmianą profili skoczni. Zmienia się też sprzęt i właśnie do nich trzeba dostosować technikę. Na początku trzeba jednak zająć się podstawową techniką.
Od pierwszego wejścia na skocznię było widać, że Kacper ma to coś?
- Tak. Jak trener popatrzy na zawodników, to od razu widzi pewne rzeczy. Są zawodnicy, którym robienie wyniku przychodzi łatwo. Inni muszą przyłożyć się bardziej do pracy, bo nie mają tyle talentu. To wszystko widać po kilku treningach. Kacper był tym zawodnikiem, który od razu wykazywał się dobrymi możliwościami do skoków narciarskich.
W jakich latach pan go trenował?
- Zaczynał chyba w 2013 roku w pierwszej albo drugiej klasie szkoły podstawowej. Początkowo trenował ze mną w klubie LKS Klimczok Bystra. Potem chwilę prowadził go Bartek Kłusek i Sławek Hankus w Szkole Mistrzostwa Sportowego. Tam był chyba od siódmej klasy. Pracowałem zatem z Kacprem przez cztery - pięć lat. Później w SMS prowadził go jeszcze Robert Mateja. Kacper jest moim pierwszym olimpijczykiem. To świetna sprawa, że nasz mały klub ma medalistę olimpijskiego.
To wam pomoże finansowo?
- Myślę, że to się może przełożyć na wsparcie finansowe, ale też na nabór, choć na ten nie narzekam. Mamy wielu chętnych w klubie. Mamy bardzo fajną atmosferę. Jest nas dwóch trenerów - ja i Bartek Kłusek. Mamy też do pomocy mojego syna Kacpra Koniora. Niebawem będziemy oddawać w Bystrej wyremontowane skocznie. Trzeba trzymać poziom, by dorastały nam kolejne Tomasiaki. Przecież u nas trenują też młodsi bracia Konrad i Filip, a w kolejce jest mały Jasiek, który ma chyba dwa lata. Może być zatem czwórka Tomasiaków do konkursu drużynowego. Kiedy Jasiu będzie miał 18 lat, to Kacper będzie miał 35. Mogliby zatem spokojnie być w jednej drużynie.
Bracia Tomasiak mogą być jak bracia Prevc
Bracia Tomasiak mogą być jak bracia Prevc? Mają jakieś genetyczne uwarunkowania?
- Mogą być jak bracia Prevc, bo mają coś, co ich wyróżnia. Widać to po Kacprze i Konradzie. Młodszy brat Kacpra jest zupełnie innym mentalnie zawodnikiem, ale nie mniej utalentowanym. Filip też ma papiery na dobrego skoczka. Nie ma siostry, która by skakała. Ta poszła w inny sport. Jest ich piątka dzieciaków i wszystkie są naprawdę świetne.
Duża w tym zasługa rodziców.
- Zdecydowanie. Oni pełnią bardzo ważną rolę. Mama jest psychologiem i pedagogiem. Wojtek był trenerem od biegów, a w tej chwili zajmuje się też skokami. Nigdy nie wtrącał się do szkolenia synów. Potrafił Kacpra przyprowadzić na trening i - mimo że sam jest trenerem - to odsuwał się na bok. Nie dawał żadnych rad. Nie komentował. To jest bardzo dobre podejście, ale nie wszyscy rodzice takie mają.
To chyba przyjemne, kiedy ludzie pamiętają o pierwszym trenerze?
- Otrzymałem mnóstwo telefonów. Nie jestem jednak w stanie jechać gdzieś na wywiad, bo jestem na zwolnieniu lekarskim. Miałem niedawno zatorowość płucną. Oczywiście, jak ktoś do mnie przyjedzie albo zadzwoni, to nie ma problemu. Miałem zresztą być w Predazzo, bo miałem bilety i noclegi, bo jestem też wiceprezesem Polskiego Związku Narciarskiego, ale musiałem zrezygnować.
To trochę pan przeszedł w ostatnich miesiącach, bo widzę, że zmienił się dyrektor SMS?
- Po 15 latach przestałem być dyrektorem SMS. Poświęciłem temu kawał życia. Przez 35 lat nie byłem na zwolnieniu lekarskim. Ciągle tylko praca i w końcu zdrowie się posypało.
"Nie można nic ujmować Maćkowi Maciusiakowi. Nie zgadzam się"
Po sukcesie Kacpra Tomasiaka w Polsce trwa debata, co mi się bardzo nie podoba, czy do sukcesu doprowadził go Wojciech Topór, czy Maciej Maciusiak. Wiele osób stara się deprecjonować rolę tego ostatniego. Jak się pan na to zapatruje?
- Absolutnie nie zgadzam się z tym. Każdy z tych trenerów ma udział w tym sukcesie, podobnie, jak poprzedni trenerzy Kacpra. Ostatni szlif robił jednak z nim Maciej Maciusiak. Od października Kacper trenuje pod jego skrzydłami. Nie można zatem nic ujmować Maćkowi Maciusiakowi. On obronił się wynikiem i uważam, że dalej powinien prowadzić kadrę. Wprawdzie trener zapowiadał, że wszyscy będą w "30" na igrzyskach. Nie osiągnęli tego, ale jednak medal nam to wszystko wynagrodził.
To, co zrobił Kacper, doda skrzydeł jego rówieśnikom?
- Tak. mamy naprawdę dobrze rokującą młodzież. Jestem spokojny o przyszłość polskich skoków. Mamy dobrze zorganizowany system w Polsce. Jeśli chodzi o dzieciaki, to wcale nie mamy mniej skaczących niż w innych krajach. Gorzej jest z obiektami, bo u nas jest 20 skoczni, a w Austrii jest 160.
Rozmawiał - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:














