Ogłoszono powrót Horngachera. Były trener Stocha nie jest zachwycony
- Normalnie biłbym brawo, bo Horngacher to duże, poważne nazwisko, które na dokładkę w polskich skokach już było. Dwie rzeczy mi jednak nie dają spokoju. Mnie też kiedyś zrobili koordynatorem, to szybko się zwolniłem. Nie chciałem brać pieniędzy za nic. Na horyzoncie widzę też poważne konflikty - mówi Interii Krzysztof Sobański, pierwszy trener Kamila Stocha.

Dariusz Ostafiński, Interia: Stefan Horngacher wraca do polskich skoków.
Krzysztof Sobański, pierwszy trener Kamila Stocha: A w jakiej roli?
Koordynatora systemu szkolenia.
- Ze mnie kiedyś też zrobili koordynatora. Miałem jeździć i nic nie robić i jeszcze brać za to pieniądze. Tak to traktowałem. Dlatego szybko się zwolniłem. Dla mnie to takie trochę płynne stanowisko. Może coś znaczyć, ale równie dobrze może nie znaczyć nic.
Pierwszy trener Stocha o Horngacherze. "Normalnie biłbym brawo"
To jednak Horngacher.
- I normalnie biłbym brawo, bo to postać wybitna. Świetny skoczek i bardzo dobry trener. Kilka miesięcy temu myślałem, że mógłby znów być naszym trenerem, ale polscy skoczkowie odpalili na igrzyskach. Medale tam zdobyte bronią Macieja Maciusiaka. Dobrze, że ta jedna impreza nam wypaliła, bo jakby nie to, byłaby tragedia. W sumie to i tak mamy tragedię, ale z tymi nagrodami, tokenami i zondacrypto.
No dobrze, ale mówiąc poważnie, to przecież Horngacher może się przydać. Nowinki ma w jednym palcu.
- On zawsze był na bieżąco. I ja nie mówię, że się nie przyda. Będzie podpórką dla trenera Maciusiaka. Jak coś nie wyjdzie, to Horngacher pierwszy straci pracę. A jak się gdzieś mocno postawi trenerowi, to też będą zgrzyty i nie wiadomo, jak to się skończy.
Maciusiak może się szybko pokłócić z Horngacherem
Jednak trener Maciusiak chce Horngachera, był za tym, żeby go zatrudniono.
- Był i jak będzie się wszystko układało, to pewnie się to sprawdzi. Ta miłość może się jednak szybko skończyć. Wystarczy, że pojawią się jakieś niepowodzenia. Już to przerabialiśmy.
Kiedy?
- Jak był Alexander Stoeckl. On miał robić cuda niewidy, a skończyło się na tym, że przejechał się po umiejętnościach niektórych osób i odszedł w niesmaku. Pamiętam, że wtedy też wiele się mówiło o tym, co to nie będzie, a potem krążyły różne historie. I w sumie wyszło na to, że Stoeckl niewiele robił. Nie wiem, może jak Tajner wróci na fotel prezesa, to jakoś nad tym zapanuje. On to potrafi.
Wiele wskazuje na to, że Tajner wróci.
- Więc jest szansa, że do pewnego stopnia to ogarnie. Ale też nie do końca. Doskonale pamiętamy, co się działo, jak Horngacher poprzednio trenował skoczków. Ile wtedy było tarć z działaczami. A teraz może być podobnie. Austriak jest bezwzględny, a ludzie w związku też są trudni we współpracy. Ta nominacja otwiera kilka pól minowych. Zaiskrzyć może na linii trener - koordynator i koordynator - zarząd.
Know-how Horngachera. To tak nie działa
Nie mamy jednak wiele do stracenia.
- Zważywszy na to, co widzieliśmy w Pucharze Świata, to nie. Dobrze, że ten Tomasiak się objawił, bo jakby nie to, byłoby całkiem tragicznie.
To jak do tego, co mamy dołożymy ten cały know-how Horngachera, to może polskie skoki znowu będą wielkie.
- To tak nie działa. Nie ma czegoś takiego, że przychodzi Horngacher a wraz z nim jakieś cudowne buty, narty czy kombinezony. Jak każda współpraca, także ta będzie potrzebowała czasu. Jednak całe to towarzystwo może być skłócone, zanim przyjdą efekty. Horngacher nie lubi, jak ktoś mu się wtrąca, jest bezkompromisowy, a w PZN to się nie sprawdzi. Powiem wprost, do mnie to nie przemawia.
Jakby to jednak dobrze poukładać?
- Jak powiedziałem, Tajner może to zrobić, ale też nie daje stuprocentowej gwarancji, że tak się stanie. Dla mnie ten cały układ z Horngacherem koordynatorem jest pisany palcem po wodzie. A szkoda, bo roboty w związku jest sporo. Szkolenie całe rozwalone, poszczególne dyscypliny padły albo są bardzo słabe. W skokach też szału nie ma. Cała nadzieja, że Tomasiak jakoś to pociągnie i znów będziemy mieli, choć tego jednego zawodnika, który będzie miał sukcesy. A może przesadzam, może za mało we mnie wiary. W Maciusiaka też nie wierzyłem, a na igrzyskach zrobił wynik.












