Od lat rywalizuje z Tomasiakiem, dziś bije rekordy. A nie może skakać w swoim kraju
Hektor Kapustik w zakończonym sezonie Pucharu Świata wielokrotnie zaskakiwał kibiców znakomitymi skokami. W imponującym stylu pobił m.in. rekord swojego kraju w długości lotu, za co pogratulował mu jego idol - Kamil Stoch. Na co dzień 18-letni zawodnik nie ma łatwego zadania - w jego kraju skoki praktycznie nie istnieją. - Ostatni raz skakałem na Słowacji cztery lata temu - powiedział w rozmowie z Interią Sport. Najbliższy czas zapowiada się dla niego szczególnie wymagająco, tym razem z powodu zobowiązań poza skocznią.

Chociaż początek Pucharu Świata nie był najłatwiejszy dla 18-letniego Hektora Kapustika, dalsza część sezonu pokazała, że stać go na dobre skoki. Ostatecznie cykl zakończył na 46. miejscu w klasyfikacji generalnej.
Szczególnie zadowolony może być z występu na igrzyskach olimpijskich, gdzie osiągnął najlepszy wynik w historii swojego kraju. Świetnie radził sobie także na obiektach mamucich - jego obecny rekord, który jest jednocześnie rekordem kraju, wynosi 235,5 m.
Hektor Kapustik podsumował sezon. "Zmieniliśmy wszystko"
Natalia Kapustka, Interia Sport: Zakończony sezon był twoim debiutanckim cyklem w Pucharze Świata. Spodziewałeś się, że potoczy się w ten sposób?
Hektor Kapustík: Początek był dość trudny, pojawiało się sporo wzlotów i upadków, ale z czasem było coraz lepiej.
Co się zmieniło, że w tym sezonie zrobiłeś tak duży postęp?
- Zmieniliśmy właściwie wszystko w naszym zespole - od trenera, przez nastawienie, aż po plany treningowe i zgrupowania. Wszystko wyglądało inaczej.
Zakopane było dla ciebie wyjątkowym miejscem - właśnie tam zdobyłeś pierwsze punkty w Pucharze Świata. Jak wspominasz ten konkurs?
Szczerze mówiąc, spodziewałem się, że pierwsze punkty zdobędę właśnie tam. To dla mnie niemal domowa skocznia, bo na Słowacji praktycznie ich nie mamy. Powiedziałam trenerowi, że bardzo się cieszę, że stało się to właśnie tam i w pewnym sensie się tego spodziewałem, bo dobrze znam ten obiekt
Po pierwszej serii nawet byłeś blisko czołówki.
- Sam skok w drugiej serii nie był zły, ale warunki były bardzo trudne. Za to pierwsza próba była naprawdę udana. Ósme miejsce to coś niesamowitego - zdecydowanie się tego nie spodziewałem.
Czy pomogła także polska publiczność i atmosfera zawodów?
- Oczywiście. Myślę, że Zakopane to jedno z miejsc z największą liczbą kibiców, a atmosfera w Polsce jest zawsze fantastyczna.
Jednym z najważniejszych wydarzeń sezonu były igrzyska olimpijskie. Czy stawiałeś sobie przed nimi konkretne cele?
- Nie do końca - skupiłem się po prostu na swoich skokach i myślę, że poszło całkiem dobrze. Ogólnie jestem zadowolony ze swojego występu na igrzyskach.
Szczególnie drugi konkurs był bardzo emocjonujący. Po pierwszej serii byłeś 31., ale przez dyskwalifikacji Daniela Tschofeniga awansowałeś do finału. Jak wspominasz ten moment?
To wszystko działo się bardzo szybko. Musiałem biec, bo nie było czasu, gdybym tego nie zrobił i gdyby mój trener mentalny nie złapał windy, nie zdążyłbym na swój skok
Rówieśnik Tomasiaka pobił rekord Słowacji. Dostał gratulacje od Stocha "Bardzo wyjątkowe"
W tym sezonie zapisałeś się w historii słowackich skoków - jako pierwszy przekroczyłeś granicę 200 metrów. Takie odległości stają się dla ciebie czymś normalnym?
- Zdecydowanie nie. Każdy skok powyżej 200 metrów wciąż traktuję jako coś wyjątkowego. To niesamowite uczucie, a sam rekord był czymś naprawdę niezwykłym - bardzo się z tego cieszyłem.
Jak zaczęła się twoja przygoda ze skokami narciarskimi? Słyszałam, że na początku nawet zrezygnowałeś.
- To prawda. Gdy miałem pięć lat, przyszedłem na pierwszy trening w Bańskiej Bystrzycy z moim przyszłym trenerem, Igorem Pole, ale byłem zbyt przestraszony, żeby skoczyć. Nie zjechałem nawet z progu najmniejszej skoczni i zrezygnowałem, zanim tak naprawdę zacząłem. Rok później wróciłem i zacząłem trenować normalnie i od tamtej pory, czyli od szóstego roku życia, skaczę.
Kto jest dziś twoim idolem i inspiracją w skokach narciarskich?
- Wciąż ci sami, których zawsze wymieniam - Stefan Kraft, Kamil Stoch i Ryoyu Kobayashi.
W tym sezonie Kamil Stoch miał okazję powiedzieć ci kilka miłych słów. Co to dla ciebie znaczyło?
To było dla mnie bardzo wyjątkowe. Jako dziecko kibicowałem mu w Planicy, w Zakopanem - wszędzie, gdzie tylko mogłem pojechać. Czekałem na zdjęcia, autografy, na wszystko. Dlatego to, że w tym sezonie pogratulował mi mojego nowego rekordu życiowego, było dla mnie naprawdę szczególne
Poza skokami trenowałeś także kombinację norweską?
- Tak, ale w zeszłym roku zakończyłem starty w kombinacji norweskiej.
Zdecydowałeś się skupić wyłącznie na skokach narciarskich?
- Po prostu nie czułem tego sportu aż tak bardzo. Latem podjąłem decyzję, żeby w 100% poświęcić się skokom i dziś widać, że to był dobry wybór.
Ty, Kacper Tomasiak i Ilja Mizernych jesteście z rocznika 2007. Czujesz, że wasze pokolenie zaczyna odgrywać coraz większą rolę w skokach?
- Tak, myślę, że zachodzi zmiana pokoleniowa. To dla mnie wyjątkowe, bo rywalizuję teraz z zawodnikami, którym kiedyś kibicowałem. Rozmawiałem o tym ostatnio z Halvorem Egnerem Granerudem - bardzo się ucieszył, gdy powiedziałem mu, że kiedyś czekałem pod hotelem na zdjęcie z nim. Zapytał nawet, czy udało mi się je zrobić - odpowiedziałem, że tak. Wszyscy zawodnicy są bardzo otwarci i życzliwi, co jest naprawdę fajne.
Kacpra Tomaszka znasz jeszcze z czasów juniorskich?
- Szczerze mówiąc, nie znamy się aż tak dobrze. Po prostu rywalizowaliśmy ze sobą - najpierw w zawodach Orlen Cup i Lotos Cup, a teraz w Pucharze Świata.
W tym kraju skoki praktycznie nie istnieją. "Ostatni raz skakałem na Słowacji cztery lata temu"
Jak obecnie wygląda sytuacja skoków narciarskich na Słowacji?
- Jest bardzo trudno. Ostatni raz skakałem na Słowacji cztery lata temu. Na co dzień trenuję za granicą - w Słowenii, Polsce albo tam, gdzie jest to najbliżej i możliwe do zorganizowania z trenerem.
Czy skoki są popularne na Słowacji? Kibice się tym interesują?
- Po tym sezonie myślę, że część starszych kibiców wróciła do śledzenia skoków, pojawili się też nowi.
Czy da się utrzymać ze skoków na Słowacji? Jak wygląda wsparcie finansowe?
- To bardzo trudna kwestia. Skoki na Słowacji mają problemy finansowe. To trochę sytuacja na granicy - albo będę się dalej poprawiał, albo będę musiał pomyśleć o pracy poza sezonem.
Czy są młodzi zawodnicy, którzy chcą zacząć trenować?
Trudno powiedzieć. Może po tym sezonie pojawi się więcej chętnych, ale problemem jest brak infrastruktury - nie mamy skoczni, trenerów ani klubów. Jest jeden klub, w którym jestem praktycznie tylko ja i moja siostra, oraz jeszcze jeden z Tamarą i jej zespołem. Bez zaplecza bardzo ciężko się rozwijać
Twoja siostra też skacze. To dla was dodatkowa motywacja?
- Tak, rywalizujemy między sobą. Kiedy ona osiąga dobry wynik, ja chcę zrobić to samo i odwrotnie. To taka zdrowa rywalizacja.
Jaki jest Hektor poza skokami? Co lubisz robić w wolnym czasie?
- W trakcie sezonu to głównie czas dla rodziny i znajomych, a teraz dochodzi też szkoła. Latem uwielbiam jeździć nad morze - kocham ocean. Lubię snorkeling, może też surfing.
Na jakim jesteś etapie edukacji?
W tym roku kończę szkołę średnią, więc to dla mnie dość wymagający okres











![Lech Poznań - GKS Katowice. O której i gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MM2DCGMTAVLD4-C401.webp)




