Reklama

Reklama

Noworoczne konkursy skoków. "Od niektórych czuć alkohol"

Leniwie się podnosisz, szukasz butelki z wodą i zastanawiasz się, co zrobić z bólem głowy? To pomyśl, że w Nowy Rok niektórzy muszą stanąć jakieś 50 m nad ziemią, zjechać z prędkością ponad 100 km/h i pofrunąć ponad 100 m. – Ale zdarzało się, że 1 stycznia, tuż przed startem od niektórych zawodników czuć było alkohol – przyznaje w rozmowie z Interią Marcin Bachleda, były reprezentant Polski w skokach narciarskich.

Na przełomie roku rozgrywany jest prestiżowy Turniej Czterech Skoczni. Rodziny zawodników przeklinają te zawody, ale dla kibiców stały się tak nieodłącznym elementem jak "Kevin sam w domu" w czasie Bożego Narodzenia.

Reklama

W teorii Sylwester skoczków wygląda tak: spotykają się na kolacji, czekają na północ, wypijają po lampce szampana, oglądają pokaz sztucznych ogni i idą spać, bo nazajutrz o godz. 13.45 czeka ich konkurs.

- Wszyscy Polacy trzymają się tej reguły. No chyba, że ktoś nie przebrnie przez kwalifikację, to w noc sylwestrową może sobie pozwolić na lampę więcej - uśmiecha się Marcin Bachleda.

"Na rozbiegu mocno chwiało"

Otwarcie o piciu alkoholu przed startami opowiadał inny skoczek - Piotr Żyła. W programie Kuby Wojewódzkiego został zapytany, czy "skakał kiedyś po piwku".

- W skokach spróbowałem wszystkiego, tylko tyłem jeszcze nie skakałem [...] Ktoś mi powiedział, że Finowie skakali po alkoholu. Spróbowałem i nie wiem, jakim cudem udało mi się zapiąć narty. Na rozbiegu mocno mną chwiało. Nie, nie radzę tego nikomu. Piłeś? Nie skacz! - uśmiechał się Żyła.

Polacy przed skokami 1 stycznia mieszkają w hotelu w niemieckim Garmisch-Partenkirchen z gośćmi, ale zapewniają, że nie dają się wciągać w balangę. Kiedyś Nowy Rok świętowali z nimi koreańscy skoczkowie, ale też było spokojnie.

- Trenerzy nie musieli nas pilnować, na taki turniej jadą już odpowiedzialni ludzie. Zdarzyło się jednak, że tuż przed zawodami czuć było od rywali alkohol. No ale cóż, niektórzy może mają większą tolerancję na napoje wyskokowe - śmieje się Bachleda.

Tęsknota za domem

Większość zawodowych skoczków już zdążyła się przyzwyczaić, że na czas trwania kariery muszą zapomnieć o hucznych sylwestrowych zabawach. Gorzej jest z rodzinami, którym trudno pogodzić się, że mąż czy ojciec Nowy Rok znowu spędza na skoczni. Często jest też tak, że skoczków wyjeżdżają już drugiego dnia świąt.

- Ale każdy z nas wie, na co się pisze. Nie ma jednak co ukrywać - łatwiej w tej sytuacji jest kawalerom - przyznaje Bachleda.

Skoczkowie nieobecność rodzinom rekompensują dopiero w kwietniu, gdy jadą na urlopy. Lub - jak Bachleda - po zakończeniu kariery. 

Piotr Jawor

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje