Norweski skoczek uderza w FIS. Ma już dosyć milczenia. "Zostałem z niczym"
Jeszcze długo będzie ciągnął się za Norwegami skandal związany z tegorocznymi mistrzostwami świata. FIS nie miała dla nich litości za manipulacje przy kombinezonach i zawiesiła wszystkie czołowe nazwiska. Na liście znalazł się między innymi Robert Johansson. Doświadczony zawodnik nieco ponad tydzień po konkursie kończącym sezon Pucharu Świata przerwał milczenie i ujawnił na jak dużym zakręcie znajduje się obecnie jego kariera.

Od jednego z największych skandali w historii skoków narciarskich minął już prawie miesiąc. Nie oznacza to jednak, że sprawa rozeszła się po kościach. FIS stanęła na wysokości zadania i gdy przyłapała Norwegów na nielegalnym modyfikowaniu kombinezonów, błyskawicznie zdecydowała się na ich zawieszenie aż do zakończenia śledztwa. Skandynawskie gwiazdy nie wystąpiły choćby przed własną publicznością czy na tradycyjnych lotach w Planicy.
Początkowo w Norwegii na moment odetchnięto z ulgą, gdy międzynarodowa federacja wydała komunikat o ich odwieszeniu. Optymiści błyskawicznie znów pogrążyli się jednak w rozpaczy. Bo owszem, Marius Lindvik i spółka mogą skakać, ale tylko w warunkach treningowych. Szczegółowo sprawie przyjrzał się Tomasz Kalemba z Interia Sport, który na początku kwietnia opublikował wyjaśniający artykuł.
Robert Johansson został z niczym. Czuje żal do FIS, do tego mocne słowa prawników
Zawodnicy są coraz bardziej zdenerwowani. W końcu pod wielkim znakiem zapytania stanęły ich dalsze kariery. Nie inaczej jest z Robertem Johanssonem. Ma on już 35 lat, w związku z czym dłuższa przerwa może być dla niego zgubna w skutkach. Gwiazdor ostatnio udzielił portalowi "gd.no" szczerego wywiadu. Podkreślił w nim, że nie dzieje się u niego zbyt dobrze.
"Rzuciłem wszystko, by latać z Japonii do USA i załapać się na końcówkę Pucharu Świata. Zdobyłem to miejsce startowe, a wylądowałem w pociągu z Asker do Lillehammer, nie rozumiejąc nic. Zostałem z niczym. Teraz żyję z oszczędności" - przyznał, cytowany przez "skijumping.pl". Sportowiec nie ukrywa żalu do FIS. "Mam nadzieję, że zrozumieją, że to był błąd. Nikomu nie życzę tego, co mnie spotkało" - dodał.
W sprawie wypowiedzieli się także prawnicy, którzy mają za zadanie przywrócenie skoczków do rywalizacji. "FIS ma szczegółowy regulamin dotyczący postępowania w takich sprawach. Zignorowali wszystkie wymogi. Aby kogoś tymczasowo zawiesić, musi najpierw zostać postawiony formalny zarzut. Chodzi o zapewnienie sportowcom bezpieczeństwa prawnego" - stwierdzili. Z pewnością nie będą to ostatnie głosy ze Skandynawii. Kolejne mocne opinie wydają się kwestią czasu.
Zobacz również:











