Nokaut Austriaków przed igrzyskami, Horngacher miał co świętować. Później wielkie rozczarowanie
Rywalizacja Pucharu Świata w skokach narciarskich zakończyła się w dalekiej Japonii. Starty w Azji nie zawsze cieszyły się dużym zainteresowaniem wśród zawodników. Bywały sezony, w których wielu z nich wybierało spokojne przygotowania do najważniejszych imprez. Tak było między innymi przed igrzyskami olimpijskimi w 2002 roku w Salt Lake City. Większość skoczków pozostała wówczas w Europie, na czym skorzystała reprezentacja Austrii, w tym Stefan Horngacher, który w Japonii miał powody do świętowania. Podbudowani sukcesami Austriacy na igrzyskach musieli jednak zmierzyć się z brutalną rzeczywistością.

Po niezapomnianym dla polskich kibiców weekendzie na Wielkiej Krokwi rywalizacja Pucharu Świata przeniosła się do Japonii. Dla zawodników był to szczególnie ważny przystanek, ponieważ właśnie tam zakończył się okres kwalifikacyjny do nadchodzących igrzysk olimpijskich. Z tego względu podczas zawodów nie można było narzekać na brak silnej obsady, zwłaszcza że część czołowych skoczków zdecydowała się na odpoczynek podczas zawodów rozgrywanych w Zakopanem. W tym sezonie równych sobie nie miał Domen Prevc, który zwyciężył zarówno w sobotnich, jak i niedzielnych zawodach.
Bywały jednak sezony, kiedy rywalizacja w Azji cieszyła się niewielkim zainteresowaniem. Tak było przed igrzyskami w Salt Lake City, gdy zawodnicy rywalizowali m.in na skoczni w Hakubie. Po raz pierwszy Puchar Świata zawitał tam w styczniu 1997 roku w ramach próby przedolimpijskiej. Na dużej skoczni najlepszy okazał się Adam Małysz, a podium uzupełnili Noriaki Kasai i Masahiko Harada. Szczególne miejsce w historii obiektu zajmuje jednak konkurs rozegrany 24 stycznia 2002 roku, który przebiegał pod wyraźne dyktando jednej reprezentacji.
Sukces Austriaków w Japonii. Stefan Horngacher z ostatnim podium w karierze
Obsada ostatnich konkursów przed igrzyskami olimpijskimi była wyjątkowo skromna. Na starcie zabrakło również polskiej kadry olimpijskiej, która w tym czasie przygotowywała się w austriackim Ramsau. W Japonii "Biało-Czerwoni" wystąpili w składzie: Marcin Bachleda, Krystian Długopolski, Grzegorz Śliwka oraz Wojciech Tajner.
Na liście startowej zawodów widniało 63 zawodników z 14 krajów. Z czołowej piętnastki Pucharu Świata do Japonii przyjechało zaledwie czterech skoczków. W kwalifikacjach najlepszy wynik uzyskał Andreas Widhoelzl, a do konkursu awansowali jedynie dwaj Polacy - Bachleda i Śliwka.
Pierwsza seria konkursu była popisem austriackich skoczków. Liderem po skoku na 131 m został Andreas Widhoelzl, który wyprzedzał o 4,7 pkt swojego rodaka, Martina Kocha (129,5 m). Trzecie miejsce zajmował Stefan Horngacher, który osiągnął 131,5 m, choć przy lądowaniu przysiadł.
W finałowej serii czołówka pozostała bez zmian. Horngacher w drugim skoku osiągnął 123 m, co zapewniło mu miejsce na podium. Skaczący tuż po nim Koch skoczył nieco krócej - 122,5 m - jednak przewaga po pierwszej serii sprawiła, że obaj Austriacy uzyskali taką samą notę. Dominację w zawodach przypieczętował Widhoelzl, który w finale poszybował aż na 135 m. Był dla niego to triumf po blisko dwóch latach przerwy. Na całe podium Austria czekała natomiast aż dziesięć lat.
Drugie miejsce Stefana Horngachera, byłego szkoleniowca polskich skoczków, było jego ostatnim większym sukcesem w karierze. Sezon 2001/2002 był dla Austriaka ostatnim w roli zawodnika Pucharu Świata. Ostatni skok oddał w marcu 2002 roku w Oslo, gdzie konkurs zakończył pod koniec trzeciej dziesiątki. W trakcie kariery Horngacher łącznie 15 razy stawał na podium zawodów Pucharu Świata, w tym dwukrotnie na jego najwyższym stopniu - w Bad Mitterndorf oraz w Zakopanem.
Skoki narciarskie. Błysk przed igrzyskami, później bolesny brak medalu
Podbudowani dobrymi startami w Japonii Austriacy z pewnością liczyli na powtórzenie tych wyników podczas konkursów olimpijskich. Stało się jednak inaczej. W trakcie igrzysk skoczkowie walczyli o trzy medale: w zawodach indywidualnych na skoczniach K-90 i K-120 oraz w konkursie drużynowym.
Na normalnej skoczni nie miał sobie równych Simon Ammann, który uzyskał 98 m i 98,5 m. Miesiąc wcześniej w Willingen zaliczył niebezpieczny upadek i przez dłuższy czas nie startował w Pucharze Świata, jednak zdołał wrócić na najważniejszą imprezę. Srebrny medal wywalczył Sven Hannawald (97 m i 99 m), a brąz przypadł Adamowi Małyszowi (98,5 m i 98 m). Najwyżej sklasyfikowanym Austriakiem był Stefan Horngacher, który zajął 11. miejsce. Dominator zawodów w Hakubie, Andreas Widhoelzl, uplasował się dopiero na 24. pozycji.
Rywalizacja na dużej skoczni przyniosła równie spore emocje. Po pierwszej serii ex aequo na prowadzeniu znajdowali się Simon Ammann i Sven Hannawald, a trzeci był Adam Małysz. Niemiec nie zdołał utrzymać równowagi w drugiej próbie, przez co spadł w klasyfikacji końcowej na 4. miejsce. Zwycięstwo ponownie odniósł Ammann, za nim uplasował się Małysz, a podium uzupełnił Fin Matti Hautamäki.
Z dobrej strony pokazał się także Stefan Horngacher, który rywalizację zakończył na 5. miejscu. W czołowej dziesiątce uplasował się również Martin Koch, natomiast Andreas Widhoelzl zajął 21. pozycję.
W konkursie drużynowym o tytuł mistrza olimpijskiego rywalizowało 13 reprezentacji. Różnica między pierwszym a drugim miejscem wyniosła zaledwie 0,1 punktu. Złoto zdobyli Niemcy, srebro przypadło Finlandii, a brąz Słowenii. Genialnie prezentujący się w Japonii Austriacy zajęli 4. miejsce, tracąc niespełna 20 punktów do podium. Z igrzyskach w Salt Lake City wyjechali bez medalu, ale z dużym zawodem.













