Nocny chaos w norweskiej kadrze, teraz wychodzą kulisy. Wszystko trwało do 3 w nocy
Początek finału sezonu Pucharu Świata w Planicy okazał się pechowy dla dwóch norweskich skoczków. Gdy większość ekip była już na miejscu, wśród Norwegów trwała nerwowa walka z czasem. Finał tej historii rozegrał się w środku nocy, na kilka godzin przed rozpoczęciem treningów. - W pewnym momencie nie wierzyłem, że w ogóle uda mi się dzisiaj wystartować. Dlatego tym bardziej cieszę się, że w końcu dotarłem - przyznał Johann Andre Forfang w rozmowie z Interią Sport. Kulisy szalonej podróży zdradził także Halvor Egner Granerud.

Problemy Norwegów rozpoczęły się od wiadomości, którą Halvor Egner Granerud otrzymał od linii lotniczych. Okazało się, że ich lot został opóźniony o 12 godzin, a nowa trasa z lądowaniem w Lublanie kolidowałaby z drugim treningiem.
Rozpoczęło się więc poszukiwanie alternatywnego rozwiązania. Prawie wszystkie loty do Europy Środkowej były pełne, dlatego ostatecznie zawodnicy udali się trasą z Trondheim do Wenecji, z przesiadkami w Oslo i Madrycie.
"Wczoraj zaczęliśmy podróż o 4 rano, potem pojechałem na lotnisko, wróciłem i spałem od około 5:30 do 8:00. Potem miałem kilka minut snu w podróży, a później może godzinę w samochodzie z Wenecji do Kranjskiej Gory. W sumie przez ostatnie 48 godzin spałem prawdopodobnie około 8 godzin" - opowiedział Interii Halvor Egner Granerud.
Problemy Norwegów już na początku. Dwie godzin snu przed kwalifikacjami
Dla zawodników było to spore wyzwanie, ponieważ specyfika konkursów w Planica sprawia, że odbywają się one w godzinach porannych. Tego dnia zaplanowano treningi na godzinę 8:00, a następnie kwalifikacje o 10:00.
Jestem naprawdę zmęczony. Kiedy usiadłem na górze to moje oczy zaczęły się zamykać. Teraz wracam do hotelu na kilka godzin snu, gdyż w nocy spałem tylko dwie godziny
"To była jedna z najbardziej szalonych podróży w mojej karierze. Ledwo udało nam się znaleźć nową trasę, żeby tutaj dotrzeć. W pewnym momencie nie wierzyłem, że w ogóle uda mi się dzisiaj wystartować. Dlatego tym bardziej cieszę się, że w końcu dotarłem. Podróż tym razem kosztowała nas trochę więcej wysiłku" - dodał.
Przebieg całej podróży na bieżąco relacjonował na swoim profilu na Instagramie Halvor Egner Granerud. Widać było, że zawodnikom towarzyszy duże zmęczenie, ale mimo to podjęli walkę z czasem. Ostatecznie o 3 w nocy dotarli do hotelu w Kranjskiej Gorze.
"Jestem bardzo szczęśliwy, że udało nam się dotrzeć na miejsce, bo w pewnych momentach wczoraj było to naszym największym zmartwieniem. Myślę, że wszyscy są zadowoleni, że udało nam się dzisiaj oddać skoki. To daje dużo większą swobodę na jutro, choć prognozy nie wyglądają idealnie. Zobaczymy, ale przynajmniej mamy już kwalifikacje" - podsumował Granerud.
Czwartek na skoczni Letalnica nie był łatwy dla zawodników. Ze względu na intensywne opady śniegu i silne podmuchy wiatru udało się przeprowadzić tylko jedną serię treningową, a kwalifikacje rozpoczęły się ze znacznym opóźnieniem.
To był dość trudny dzień. Długi dzień oczekiwania nigdy nie jest łatwy, szczególnie gdy jesteś już trochę zmęczony i senny. Mimo to wszystko ułożyło się dobrze. To był wymagający dzień – dla całego zespołu też. Tyle czekania w skokach narciarskich nigdy nie jest przyjemne, ale na szczęście wszyscy czuli się bezpiecznie pod względem wiatru. Później pojawił się świeży, mokry śnieg, z którym wiemy, jak sobie radzić
Z Planicy - Natalia Kapustka, Interia Sport














