Niebywałe kulisy weta zarządu PZN wobec Małysza. Gra o Horngachera. "Jest mi głupio"
- Proszę pana, no jest takie ryzyko, bo przecież nikt Stefana nie zmusi, żeby poczekał do czerwca. Natomiast myślę, że jeżeli mu zależy, żeby przyjść, a z tego co wiem, to jemu na tym zależy, to dla niego te półtora miesiąca nie robi różnicy. Tak nam się przynajmniej wydaje - mówi w rozmowie z Interią Rafał Kot, członek zarządu PZN, o gorącej od wczoraj sprawie weta względem Adama Małysza, który chciał możliwie szybko zakontraktować Stefana Horngachera.

Artur Gac, Interia: Prezes Adam Małysz nagłośnił, że jego wola włączenia Stefana Horngachera do sztabu kadry została wstrzymana przez zarząd PZN. Postanowiliście, by do czerwca, do ukonstytuowania się nowego zarządu, nie wykonać tego ruchu. Pan, jako członek zarządu, myśli w 100 procentach tak samo, jak całe gremium?
Rafał Kot: - Jako zarząd jesteśmy naprawdę jednomyślni. Kontaktowaliśmy się, rozmawialiśmy między sobą i tutaj jesteśmy jednomyślni. Tylko trzeba rozróżnić dwie sprawy. Jeżeli mamy mieć w czerwcu wybory, to jeszcze nie wiemy, kto będzie startował na prezesa, ani kto dokładnie będzie kandydował do zarządu. I to jest takie podrzucanie kukułczego jaja.
- Absolutnie jesteśmy za tym - wszyscy członkowie zarządu - żeby Stefan Horngacher przyszedł. Chcemy go. Tylko nie chcemy, że tak powiem, narzucać tego już przyszłemu zarządowi i, co najważniejsze, przyszłemu prezesowi. Natomiast tutaj szafowanie takim argumentem, że przecież trzeba kadry powołać. Kadry się powoła, bo kadry będą raczej jasne i tutaj nie będzie jakichś sporów z trenerami.
Panie Rafale, ale historia jest inna. Tu nie chodzi o żadne podrzucanie kukułczego jaja. Tu chodzi po prostu o to, że taki fachowiec, jak Horngacher może tych dwóch miesięcy nie czekać. Tylko zwiąże się z inną federacją, pewną, która zakontraktuje go teraz albo w ciągu najbliższych kilkunastu dni, a nie będzie czekał na to, co się w czerwcu w Polsce wydarzy.
- Proszę pana, no jest takie ryzyko, bo przecież nikt Stefana nie zmusi, żeby poczekał do czerwca. Natomiast myślę, że jeżeli mu zależy, żeby przyjść, a z tego co wiem, to jemu na tym zależy, to dla niego te półtora miesiąca nie robi różnicy. Tak nam się przynajmniej wydaje.
Nie rozumiem tego. On chce przyjść, a przede wszystkim pan mówi, że jako zarząd też go chcecie, tylko zamierzacie zwlekać do czerwca, więc kompletnie nie widzę w tym ciągu pełnej racjonalności. Dlaczego teraz nie wykonać tego ruchu? Przecież takich fachowców na rynku nie ma na pęczki.
- No tak, natomiast... Wie pan, tam trzeba uzgodnić jeszcze pewne sprawy jak ma pracować, co ma robić i sprawy finansowe. Tego nie mogę wyjawić, ale niestety tutaj chcemy, żeby to było podjęte przez przyszły zarząd.
Co chce pan dać do zrozumienia? Gdybyście się na ten moment zdecydowali na jego przyjście, byłoby to bardzo drogie i bardzo obciążające dla budżetu PZN?
- Tutaj też nie mogę powiedzieć w stu procentach, bo Adam Małysz twierdzi, że te pieniądze są. Natomiast... No nie mogę wyjawiać tajemnicy, co zostało wstępnie uzgadniane ze Stefanem. Tak żeśmy się umówili. Nie mogę tego puścić i koniec.
Jakoś się umówiliście się z Horngacherem?
- Mówię o tych rozmowach, które były prowadzone przez Adama. Mniej więcej wiemy, o co tam chodzi i wszystko, bo Adam też nam to przedstawiał w rozmowach zakulisowych. I po prostu chcemy, żeby to podjął przyszły zarząd.
Niebywałe. Sam pan zdaje sobie sprawę, jak realnym zagrożeniem jest to, że Horngacher wybierze pracę w innej federacji. Jeśli rzeczywiście tak się stanie, to przecież wam będzie piekielnie ciężko wybrnąć z tej sytuacji.
- To przyszłemu zarządowi będzie też ciężko, ale...
No nie tylko przyszłemu zarządowi, tylko wam, bo to wy teraz podejmujecie decyzje.
- Proszę pana, jest jeszcze taka sprawa, że ja wnioskowałem na tych naszych zakulisowych rozmowach, żeby to wszystko na spokojnie omówić 22 kwietnia, czyli w najbliższą środę. Mamy zarząd i wtedy będziemy rozmawiać. Rzeczywiście, tak jak pan mówi, porozmawiamy i podejmiemy...
Pana kolega z zarządu Wojciech Gumny już wczoraj mi powiedział, że nie ma odwrotu i 22 kwietnia na pewno żaden zwrot akcji nie nastąpi.
- To się tak... Myślę, że jeżeli tak powiedział, to pewnie zwrot akcji jakiś nie nastąpi, ale może nastąpić zwrot akcji jeśli chodzi o pewne szczegóły tego wszystkiego.
Dokładnie zapytałem go, czy jest opcja, że tego dnia nagle się okaże, iż zmienicie stanowisko, na co odpowiedział: "To nie jest możliwe. Decyzja jest ostateczna". Więc pana stanowisko też jest niezmienne?
- Tak, jesteśmy jednomyślni. Po prostu, proszę pana, jest mi głupio, bo z reguły zawsze starałem się wyczerpująco mówić o pewnych rzeczach. Niestety mamy takie ustalenia między sobą, że do środy nasze stanowisko jest takie, a po środzie będzie coś więcej wiadome. Musimy tam porozmawiać o pewnych szczegółach, bo są takie inne sprawy. No nie mogę powiedzieć. Ale jedno panu powiem: wszyscy jesteśmy za tym, żeby Horngacher do nas przyszedł. Ani jeden członek nie chce inaczej. Pan ma takie racje, a my wiemy, co się za tym kryje, jeżeli chodzi o inne sprawy.
Nie chce pan mówić o tych innych sprawach, to ja na bazie doświadczenia zapytam tak: czy jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze?
- Nie mówię tak, nie mówię nie.
Rozmawiał Artur Gac
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl












