Nie tylko Wisła i Zakopane. W Polsce istniało 300 skoczni, skakano też na Pomorzu
Skoki narciarskie, choć dziś uchodzą za sport niszowy, jeszcze kilkadziesiąt lat temu rozwijały się w różnych zakątkach świata. Niedaleko Polski funkcjonowały legendarne miejsca, w tym słynny Harrachov, który nie był jedynym dużym obiektem w okolicy. Istniała także skocznia, na której już 30 lat temu osiągano odległości przekraczające 150 metrów, a na jej rozbiegu pojawiały się nazwiska, należące dziś do światowej czołówki. To tylko fragment dawnych dziejów skoków, które odkrywają pasjonaci. "Obecnie jesteśmy niemal pewni, że na świecie funkcjonowało około dziewięciu tysięcy skoczni" - zdradza w rozmowie z Interią Artur Bała.

Sezon Pucharu Świata w skokach narciarskich zbliża się wielkimi krokami. W ramach tego cyklu zawodnicy rywalizować będą na 19 obiektach w 9 krajach. Niegdyś dyscyplina rozwijała się także w wielu innych miejscach, gdzie powstawały różnorodne konstrukcje do skakania. Za odkrywaniem zapomnianych skoczni stoi grupa pasjonatów "inSJders". Wyruszają w podróże po całym świecie, szukając obiektów, które kiedyś były arenami sportowych zmagań, a dziś popadają w zapomnienie.
- W tym roku przekroczyłem liczbę dwustu odwiedzonych obiektów, jednak moim rekordowym rokiem pozostaje 2022. To było trochę szalone, bo udało mi się wtedy zobaczyć aż 618 skoczni. Trudno będzie kiedyś pobić ten wynik, musiałbym chyba spędzić miesiąc albo dwa w Norwegii. Łącznie mam już na koncie ponad 3140 Muszę jeszcze dopisać te odwiedzone w miniony weekend, więc zbliżam się do liczby około 3150. Myślę, że to już konkretna liczba. - powiedział skoczniołaz Artur Bała.
Skocznie narciarskie na świecie. W Polsce istniało ponad 300 obiektów
Natalia Kapustka, Interia Sport: Jak sądzisz, ile zapomnianych skoczni może pozostać jeszcze do odkrycia?
Artur Bała, skoczniołaz, członek grupy "inSJders": Myślę, że wciąż jest ich sporo, bo cały czas pracujemy nad tym, aby ta liczba się zwiększała. Mamy ekipę, która zajmuje się szeroko pojętym researchem, zarówno internetowym, jak i środowiskowym, i nieustannie działamy, żeby odnaleźć jak najwięcej obiektów. Dowiadujemy się, gdzie skocznie znajdowały się historycznie, i dzięki temu liczba znanych obiektów na świecie cały czas rośnie.
Obecnie jesteśmy już niemal pewni, że na świecie funkcjonowało około dziewięciu tysięcy skoczni. Prawdopodobnie będzie ich jeszcze więcej. Jeśli dalej będziemy mieli szczęście do dobrego researchu i jeśli ludzie nadal będą nam pomagać, to myślę, że możemy dojść nawet do dziesięciu tysięcy.
W samej Polsce obiekty były rozsiane tak naprawdę po całym kraju.
- W Polsce historycznie skoczni było ponad trzysta. Dziś funkcjonuje dwadzieścia pięć czynnych, profesjonalnych obiektów, ale w przeszłości ta liczba była zdecydowanie większa. Niestety, ze względu na zmiany polityczne i różne wydarzenia w historii naszego kraju, wiele skoczni zniknęło. Skocznie istniały zarówno na Pomorzu, jak i w środkowej Polsce, nawet w okolicach Poznania. Właściwie w każdym regionie można było je spotkać. Obecnie jedyne czynne obiekty znajdują się na terenach górskich, głównie w Tatrach i Beskidach. W Karkonoszach nie mamy już ani jednej działającej skoczni. Mimo że w ostatnich kilkunastu latach byliśmy potęgą skoków narciarskich, to jesteśmy krajem z relatywnie bardzo małą liczbą tych czynnych skoczni. A jednak udało nam się wychować tylu świetnych zawodników.
Skocznia w Králikach na Słowacji. "Mini mamut" niedaleko Polski, dziś tak wygląda
Najbliżej naszego kraju obiektem kojarzonym z dalekimi skokami jest oczywiście Harrachov. Nie on jednak jeden potrafił robić wrażenie swoimi rozmiarami. Równie interesujący obiekt znajdziemy także na Słowacji. Co warto nim wiemy?
- Skocznia w Kralikach na Słowacji to jest legendarny w naszych kręgach obiekt, gdyż odbyła się tam nasza pierwsza założycielska wyprawa w roku 2014. Skocznia ta jest naprawdę wielkim obiekt, zaskakująco dużym, gdyż umożliwiała skoki w granicach 150 metrów jeszcze przed 2000 rokiem.
Już w 1996 roku upadła tam odległość 150 metrów. W tym czasie nawet w Willingen nie wiedzieli, że tyle można skakać. Dopiero kilka lat później powiększyli skocznię do podobnych rozmiarów. W 2001 roku odbyły się tam Mistrzostwa Słowacji Międzynarodowej, podczas których wystartował młody Manuel Fettner i osiągnął też ponad 150 metrów
- Niestety obecnie to miejsce strasznie niszczeje, jest zarośnięte i nie widać żadnych perspektyw, żeby tam cokolwiek się w tym temacie zmieniło. Już prędzej jest szansa, ale też myślę niewielka, na reaktywację skoczni w Szczyrbskim Jeziorze na Słowacji. W Králikach problemem jest przestarzały profil, brak infrastruktury i to, że przywrócenie obiektu do użytku wymagałoby ogromnych nakładów finansowych, na które Słowacja raczej nie może sobie pozwolić.

- Dopóki aktywnie działała rodzina Mesíkov, w tym Martin Mesík, który jak na warunki słowackie był naprawdę solidnym skoczkiem, zainteresowanie tym miejscem było duże. Później jednak seniorzy słowackiej kadry zakończyli kariery, a nowego pokolenia skoczków właściwie nie było. Rodzina Mesików nadal działa, ale obecnie w miejscowości Selce, skąd pochodzi i tam opiekują się kompleksem skoczni, W efekcie nie miał kto z tych obiektów korzystać. Skocznie przestano przygotowywać, a gdy przez kilka lat nie są użytkowane, bardzo szybko niszczeją i zarastają. Przywrócenie ich do pierwotnego stanu jest później niezwykle trudne. Konieczne byłoby gruntowne oczyszczenie terenu, a według obecnych standardów tak naprawdę w grę wchodzi jedynie pełna przebudowa, by można było tam skakać współczesnym sprzętem i zgodnie z aktualnymi wymaganiami.
Ostatnie skoki oddano tam w 2010 roku. Startowała wtedy młoda reprezentacja Austrii z udziałem Stefana Krafta. Choć odległości nie były wybitne, to ciekawostką jest, że Kraft ma w swojej karierze zapisany start właśnie na skoczni w Králikach.
- Obok istniała także mniejsza, około 90-metrowa skocznia. To bardzo ciekawy przypadek, bo była ona w większości robiona ze śniegu. Nie była klasycznym obiektem ziemnym, tylko dorabianym ze śniegu, a mimo to pozwalała na skoki w okolicach 100 metrów. Można ją uznać za jedną z największych śniegowych skoczni w historii, na której rozgrywano nawet mistrzostwa krajowe.
Niezwykłe obiekty na świecie. Tak wygląda odkrywanie zapomnianych skoczni narciarskich
A jak w praktyce odkrywa się takie miejsca? Skąd bierzesz informacje, że gdzieś w lesie, w górach albo na obrzeżach miasta stoi zapomniany obiekt?
- W przeszłości, bo działamy już od kilkunastu lat, opieraliśmy się głównie na starych mapach oraz rozmowach z ludźmi w miejscowościach, do których przyjeżdżaliśmy, aby odwiedzić jedną ze skoczni, o której mieliśmy już informacje. Dzięki takim rozmowom często dowiadywaliśmy się o kilku kolejnych obiektach i w ten sposób nasza lista się rozrastała. Obecnie technologia pomaga nam znacznie bardziej i możemy wejść dużo głębiej w temat. Korzystamy z geoportali poszczególnych krajów, które pozwalają odkrywać skocznie wcześniej nam nieznane, między innymi dzięki laserowemu cieniowaniu terenu. To dość skomplikowane narzędzie, ale dla nas ogromnie pomocne, bo dzięki niemu widzimy, jak zmieniał się teren danego wzgórza, na przykład gdzie prowadzono prace ziemne. Skocznia ma charakterystyczny kształt i na takich danych jest to bardzo dobrze widoczne.

Jaki był najdalszy zakątek świata, w którym udało Ci się odnaleźć ślady skoczni?
- Nasza wyprawa do Kanady i USA była myślę jedną z najbardziej legendarnych. Powstał z niej nawet film. Udało nam się odwiedzić wiele interesujących miejsc. Głównym punktem była skocznia Copper Peak w Ironwood, bo to właśnie tam świętowałem odwiedzenie mojej tysięcznej skoczni. Piękną przygodą była też wizyta w Thunder Bay w Kanadzie, gdzie Adam Małysz debiutował na Mistrzostwach Świata w 1995 roku. Zajął wtedy jedenaste miejsce na dużej skoczni, a Tommy Ingebrigtsen w sensacyjnym stylu zdobył tam złoty medal. Dwa lata po tych mistrzostwach skocznie zostały jednak zamknięte i ogrodzone. Do dziś ten teren wygląda dokładnie tak, jak w momencie zamknięcia, ponad dwadzieścia lat temu.

- Musieliśmy tam trochę ryzykować, bo nie dostaliśmy formalnego pozwolenia na wejście. Teren jest pilnowany, od czasu do czasu podjeżdża ochrona, więc istniało ryzyko, że zostaniemy przyłapani. Spędziliśmy na miejscu siedem godzin, więc była to wyprawa z prawdziwego zdarzenia. Obiekty były zarośnięte, ale kultowe i wyjątkowo ciekawe do eksploracji. To była naprawdę świetna przygoda.
Skocznie można też spotkać w bardziej egzotycznych miejscach, w krajach. Gdzie natrafiłeś na największe zaskoczenie?
Skocznie znajdowały się w 48 krajach na świecie. Oczywiście najwięcej w Europie, ale trafiają się również bardzo nietypowe przypadki, takie jak Korea Północna. To kraj specyficzny, wiadomo niedostępny i ściśle kontrolowany, a jednak udało nam się tam zlokalizować kilka skoczni dzięki dokładnym poszukiwaniom w Internecie.
- To jedno z naszych ciekawszych odkryć ostatnich lat. Poza pierwszą, około 35-metrową skocznią w miejscowości Masikryong, okazało się, że powstały tam także całkiem duże obiekty 90-metrowe. Niestety, z powodu braku informacji nie wiemy, czy kiedykolwiek zostały użyte.
Wyjątkowa skocznia na Islandii. Tam oddano najdłuższy skok świata
Wiele mówiliśmy o zapomnianych skoczniach, ale obok nich są też obiekty, które zachwyciły cały świat. I właśnie jeden z takich miałeś okazję zobaczyć na własne oczy.
- Islandia to kraj bardzo zróżnicowany terenowo, a jednocześnie miejsce, w którym przez lata istniała całkiem spora liczba skoczni. Sprzyja temu zarówno górzysty charakter, jak i świetne warunki śniegowe. To właśnie tam Red Bull znalazł idealną lokalizację na największą skocznię w historii i udało się ją zbudować, tworząc warunki do oddania najdłuższego skoku w dziejach. Kiedy planowaliśmy wyprawę, jeszcze nie wiedzieliśmy, że taki obiekt powstanie. Mieliśmy jednak szczęście wyjazd zaplanowaliśmy na czerwiec, czyli dwa miesiące po tym, jak Ryoyu oddał skok na 291 metrów. W efekcie zwiedziliśmy cały kraj i wszystkie istniejące tam dawne skocznie, a w bonusie zobaczyliśmy też największą skocznię świata, która w tamtym momencie wciąż jeszcze się nie roztopiła.
Była to konstrukcja typowo śniegowa, wybudowana na bardzo skalistym zboczu przez Austriaka, z którym zresztą spotkaliśmy się w zeszłym roku. To ogromny pasjonat, trudno było uwierzyć, że ktoś był w stanie stworzyć coś takiego w takim miejscu. Niesamowite jest też to, że znaleziono skoczka gotowego podjąć się tego wyzwania. Będąc tam na miejscu, naprawdę trudno mi było wyobrazić sobie oddanie skoku w takich warunkach. Dlatego właśnie Islandia i to konkretne miejsce są jednym z naszych największych osiągnięć.













