Reklama

Reklama

Nie pora wątpić w Kamila Stocha

​121 pkt wywalczone przez siedmiu skoczków w trzech konkursach Puchar Świata to wynik wyjątkowo słaby. Polska jest na siódmym miejscu w Pucharze Narodów na starcie sezonu olimpijskiego. Z biciem na alarm trzeba się jeszcze wstrzymać.

- Proszę pana, w skokach czas płynie inaczej - powiedział z uśmiechem Kamil Stoch. Rozmawialiśmy w Innsbrucku, podczas Turnieju Czterech Skoczni w styczniu 2014 roku. Eksplozja formy mało znanego Austriaka Thomasa Dietharta zrobiła porażające wrażenie na wszystkich. Stoch jechał na 62. TCS w roli faworyta, ale po niemieckich konkursach nie miał już szans na zwycięstwo.

Skoki narciarskie. Cierpliwy jak Kamil Stoch

Miesiąc później w Soczi miały się zacząć igrzyska. Diethart wygrał TCS z przewagą 74,4 pkt nad Stochem. Pytałem Polaka, czy to go w jakimś stopniu niepokoi? Powiedział, że nie. Nie chciałem wierzyć, ale przyszłość miała przyznać rację polskiemu skoczkowi.

Reklama

Skoki to sport trudny, mało zrozumiały, w którym sukces od porażki dzieli niedostrzegalna granica ułamków sekundy. Dużo dzieje się poza granicą naszej percepcji, dlatego sami zawodnicy często nie są w pełni świadomi co się z ich formą dzieje. Oceniamy wszystko po fakcie, według długości lotu.

Skoki są dla cierpliwych. Stoch uczył się tej cierpliwości do 25. roku życia. Złościł się, gdy przegrywał, wielu z nas pamięta jego łzy przed kamerami po nieudanym konkursie na normalnej skoczni mistrzostw świata w Val di Fiemme w 2013 roku. Pięć dni później na dużym obiekcie zdobył tytuł mistrzowski. Od tamtego momentu zaczęło się pasmo jego sukcesów.

Skoki narciarskie. Kamil Stoch olimpijski

Zimę olimpijską 2014 roku Stoch zaczął od 37. pozycji w Kilngenthal. W czterech konkursach otwierających sezon tylko raz lądował w czołowej dziesiątce. Na starcie nic więc nie wskazywało na sukcesy, które nadeszły. Kamil zdominował igrzyska w Soczi, a na koniec sięgnął po Kryształową Kulę. Cztery lata później, gdy drugi raz wygrywał klasyfikację Pucharu Świata i zdobył trzecie złoto olimpijskie w Pjongczangu, zaczął zimę od drugiej pozycji w Wiśle. Potem w Ruce i Niżnym Tagile wywalczył zaledwie jedno miejsce w dziesiątce.

Nie będę przekonywał, że tegoroczne wyniki Stocha i innych polskich skoczków nie mają prawa niepokoić kibiców. 121 pkt zdobyte przez siedmiu zawodników Michala Doleżala w trzech konkursach to wynik mizerny. W Pucharze Narodów Polska jest na siódmym miejscu, tak nisko nie była od lat. Od zimy 2016/2017 nasi skoczkowie tylko raz lądowali w drużynowej klasyfikacji sezonu poza podium.

Słabe skoki w Niżnym Tagile i w Ruce to sygnał dla Doleżala. Za tydzień Puchar Świata zjedzie do Wisły. Na swojej skoczni Polacy powinni wypaść znacznie lepiej. Tam wszystko ma szansę wrócić do normy.

Dariusz Wołowski

ZOBACZ TEŻ:

Kamil Stoch: - Nie wiem co się stało

Michal Doleżal: - W niedzielę zrobimy co możemy

Dawid Kubacki: - Trzeba to przegryźć

Słaby start sezonu polskich skoczków. W Ruce tak samo jak w Niżnym Tagile

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje