Nie mieli litości dla Thurnbichlera, "szpila" w austriackiego trenera. Poszło o Stocha
Reprezentacja Polski w skokach narciarskich na mistrzostwa świata w Trondheim mogła zabrać aż sześciu skoczków. Trener Thomas Thurnbichler uznał jednak, że nie ma takiej potrzeby i zostawił w Polsce Kamila Stocha. Ta decyzja odbiła się oczywiście bardzo głośnym echem. Na komentarz zdecydował się także duet komentatorski Eurosportu podczas sobotnich kwalifikacji. Ich słowa w kierunku Austriaka słyszała cała Polska.

Można z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że mistrzostwa świata w Trondheim mogły być tymi ostatnimi dla Kamila Stocha. To wydaje się dość oczywiste, gdy spojrzymy na wiek naszego mistrza, a także fakt, że już po ubiegłym sezonie nosił się on z decyzją o zakończeniu sportowej kariery.
Uznał jednak, że po stworzeniu indywidualnego sztabu szkoleniowego jest w stanie wrócić na swój najwyższy poziom i znów walczyć o czołowe miejsca w Pucharze Świata. Celem na sezon 2024/2025 było z pewnością zbudowanie dyspozycji właśnie na światowy czempionat w Trondheim.
Komentatorzy Eurosportu metaforycznie zrugali Thurnbichlera
Mogłoby się wydawać, że skoro Polska do Norwegii mogła wystawić w Norwegii sześciu skoczków, to przy braku wyraźnej różnicy poziomów Stoch w kadrze się znajdzie. Tak się jednak nie stało i do Norwegii z Thurnbichlerem poleciało pięciu naszych zawodników. - Powodem, dla którego zabieramy pięciu zawodników, jest to, że sztab trenerski chce stworzyć atmosferę pracy bez nadmiernej rywalizacji wewnętrznej. Poziom stresu na tak dużej imprezie i tak jest już wystarczająco wysoki - tak wybór uzasadniał Austriak.
Ten wybór odbił się oczywiście bardzo głośnym echem, co dziwić nie może. Stoch jest absolutną legendą naszego sportu, a także jednym z najlepszych skoczków w historii. Do sprawy w trakcie sobotnich kwalifikacji do konkursu mistrzostw świata na skoczni normalnej odnieśli się w sposób metaforyczny, ale bardzo dosadny Igor Błachut oraz Michał Korościel.
Do refleksji komentatorów skłoniła dłuższa przerwa przed skokiem niemniej legendarnego Simmona Ammana. - Zdecydowali szefowie szwajcarskiej kadry, że Simmon powinien jechać na mistrzostwa, mimo że w Pucharze Kontynentalnym nie stawał na podiach. Myślę, że niezależnie od tego, czy on rzeczywiście był lepszy od jakiegoś chłopaka, który był ewentualnym kolejnym wyborem, to jest to jakiś bardzo miły gest i ukłon w stronę wielkiego mistrza, który przez lata stanowił o sile i marce szwajcarskich skoków narciarskich, zupełnie nie à propos to powiedziałem - rozpoczął Błachut na antenie Eurosportu.
- Właśnie chciałem wyjaśnić, bo może nie wszyscy siedzą w skokach tak głęboko jak ty. Na przykład reprezentacja Polski postanowiła nie zabierać nikogo, mimo że wcześniej miał wielki wkład w sukcesy reprezentacji - odparł Korościel. - Znalazłbym jeszcze parę argumentów, które by przemawiały za tym, żeby takiego hipotetycznego zawodnika tutaj oglądać - skwitował współkomentator.
Stocha w Trondheim nie zobaczymy, a jego koledzy z reprezentacji jak na razie nie pokazali, że "atmosfera pracy bez nadmiernej rywalizacji wewnętrznej" sprzyja wyraźnej poprawie ich formy. Być może widać jakieś promyki nadziei, ale zmiana musi przyjść natychmiast, bo już w niedzielę o godzinie 17:00 pierwszy konkurs czempionatu. Relacja tekstowa na żywo na Sport.Interia.pl.











