Nie było zatrzymania na granicy. Przygoda autobusu z polskimi skoczkami
Falun będzie kolejnym przystankiem Pucharu Świata w skokach narciarskich. Szwedzi zorganizowali ekipom przejazd z Lillehammer, a karawana kilku autobusów ruszyła z Norwegii o godzinie 8.00. Jeden z pojazdów, w którym podróżowała m.in. polska kadra skoczków, dotrze do Falun z dużym opóźnieniem wobec pierwotnego planu.

Lillehammer i Falun dzieli prawie 400 kilometrów. Pokonanie tej trasy organizatorzy oceniali na siedem godzin. Razem z planowaną przerwą. Tyle że ostatni autobus w całej karawanie, w którym jechała m.in. reprezentacja polskich skoczków narciarskich, miał jeszcze jedną dodatkową przerwę.
Wszystko działo się mniej więcej nieco ponad godzinę od wyjazdu z Lillehammer. Autobus z naszymi zawodnikami został zatrzymany i następnie zawrócony z autostrady. Okazało się, że kierowca nie zjechał do kontroli, jak autobusy, które jechały przed nim. W pewnym momencie pojazd został zatrzymany przez służby drogowe i zawrócony.
Musiał stanąć na wagę, a następnie służby sprawdzały wymaganą dokumentację. Wszystko zajęło grubo ponad godzinę. Na szczęście nie było wielkich problemów i można było kontynuować podróż, a kierowca oczywiście przyznał się do błędu.
Polacy z opóźnieniem przyjadą do Falun. Ale nie ma powodów do obaw
Autobus z Polakami dotrze jednak na miejsce później, niż planowano. W polskich mediach już pojawiła się informacja, że autobus z polskimi skoczkami miał problemy na granicy norwesko-szwedzkiej. Nic takiego jednak nie miało miejsca, więc zaniepokojonych sytuacją naszej kadry uspokajamy.
Przypomnijmy, że Falun wraca po ponad 11 latach do Pucharu Świata w skokach narciarskich. Ostatni raz rywalizacja na tamtejszych skoczniach odbywała się w czasie mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w 2015 roku. W 2027 roku MŚ odbędą się właśnie w Falun.












