Największy sukces kobiecych skoków w Polsce. Co dalej z trenerami?
To był niesamowity dzień dla kobiecych skoków narciarskich w Polsce. Anna Twardosz - jako pierwsza zawodniczka z naszego kraju - znalazła się w "10" na zimowych igrzyskach olimpijskich. To życiowy sezon Polki i chyba najlepszy w historii kobiecych skoków w naszym kraju. Wcale nie jest jednak pewne, że z kadrą będą dalej pracowali Marcin Bachleda i Stefan Hula. W przeszłości bowiem Polski Związek Narciarski po przełomowym wyniku, dokonywał zmiany, co zabolało wówczas obecnego szkoleniowca.

W skrócie
- Anna Twardosz jako pierwsza Polka znalazła się w pierwszej dziesiątce zimowych igrzysk olimpijskich w skokach narciarskich.
- Niepewna pozostaje przyszłość trenerów Marcina Bachledy i Stefana Huli mimo historycznego wyniku.
- W przeszłości po dużych sukcesach Polski Związek Narciarski dokonywał zmian na stanowisku trenera, co miało wpływ na obecną kadrę.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Wszyscy doskonale mamy w pamięci 2019 roku i mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym w Seefeld. Kamila Karpiel i Kinga Rajda ciułały punkty w Pucharze Świata, ale właśnie w tej imprezie nagle wystrzeliły.
Karpiel była w "30" w konkursie indywidualnym, a potem obie panie równały do panów i nasza drużyna mieszana sensacyjnie walczyła o medal. Skończyło się na szóstym miejscu.
Największy sukces kobiecych skoków w Polsce doprowadził do zmiany trenera
Wówczas trenerami kadry byli Marcin Bachleda i Sławomir Hankus. Wydawało się, że ich praca zostanie doceniona i jeszcze nabierze tempa. Polski Związek Narciarski postanowił jednak wtedy dokonać zmiany na stanowisku. Do Polski z Włoch wrócił Łukasz Kruczek. Początkowo był zapał i nawet bardzo dobre wyniki, bo Rajda była szósta w zawodach Pucharu Świata, ale z czasem drużyna kompletnie się posypała.
Do tego chwilę później PZN wprowadził przepis, według którego zawodniczki, których waga przekracza ustalone BMI, są automatycznie skreślane z kadry. Ucierpiała na tym Anna Twardosz, która dodatkowo zmaga się z depresją i bulimią. Kobiece skoki idą na dno.
- Nie ukrywam, że zabolało mnie to, co się wydarzyło kilka lat temu. Byłem jednak wytrwały i utrzymywałem się w tej kadrze jako asystent. Chcę pomóc tym dziewczynom, bo widzę w nich potencjał. Wiem, że je stać na dobre skakanie. To mi dało siłę, by wytrwać - mówił Bachleda w październiku 2024 roku w rozmowie z Interia Sport.
Przed nim jeszcze PZN ściągnął trenerskiego guru Austriaka Haralda Rodlauera. Ten nie osiągał wyników, ale pozwolił uwierzyć naszym paniom w siebie. Po roku odszedł, a jego miejsce zajął właśnie "Diabeł". Jego asystentem został Stefan Hula i obaj tworzą niesamowicie zgrany duet, który prowadzi nasze panie do niespotykanych do tej pory sukcesów.
Jaka przyszłość Bachledy i Huli? "Chcemy dalej pracować, ale to zależy od związku"
Jaka będzie jednak ich przyszłość? Czy PZN znowu zacznie kombinować? Takie pytania pojawiły się zaraz po tym, jak Twardosz odniosła życiowy sukces.
Zapytaliśmy zatem naszych trenerów, czy na igrzyska jechali walczyć o swoją przyszłość i czy ten wynik Twardosz może na niej zaważyć? Obaj zgodnie odpowiedzieli i niemal w tym samym momencie: - To pytanie nie jest do nas.
Chcemy dalej pracować z tą kadrą, ale to już zależy od związku. Trochę lat już przeżyłem w skokach i zawsze jest nutka niepewności, ale myślę, że będzie dobrze
W tej kadrze jest chemia i to widać. Zależy trenerom i zawodniczkom. Działają jak jeden organizm i to przynosi efekty. Oby zatem nie było kombinowania. Jedynym mankamentem jest to, że Bachleda i Hula trenują tak niewielką grupę. Oni sami życzyliby sobie, by miejsce w "10" Twardosz sprawiło, że niebawem będą mieli dziesiątkę zawodniczek w kadrze na niezłym poziomie.
Z Predazzo - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:















