Uwagę kibiców podczas inauguracji Letniego Grand Prix w Wiśle zwrócił przede wszystkim debiutujący w tym cyklu Kamil Waszek. Dla 19-latka był to weekend pełen skrajnych emocji. W sobotę podczas treningów zaprezentował się z bardzo dobrej strony, kończąc jedną z serii na 15. miejscu. W konkursie nie zdołał jednak awansować do drugiej serii po spóźnionym skoku. Mimo to trener Maciej Maciusiak docenił jego postawę podczas treningów i dał mu szansę występu również w niedzielnej rywalizacji.
Niedzielny konkurs przyniósł kolejne zaskoczenie. Już po zakończeniu zawodów pojawiły się informacje o możliwej dyskwalifikacji Polaka. Chwilę później zostały one oficjalnie potwierdzone. Powód wykluczenia należał do rzadko spotykanych.
Najdłuższy skok konkursu i dyskwalifikacja. Kamil Waszek ujawnił powód
Choć dzień wcześniej po konkursie nie krył sportowej złości i rozczarowania, tym razem był zdecydowanie spokojniejszy. Zapytany o przyczynę dyskwalifikacji wyjaśnił, że problem dotyczył sprzętu.
Skoki były całkiem fajne, ale narty nie pasowały do szablonu. Szpice w nartach - coś się tam nie zgadzało i trzeba będzie to poprawić, a potem skakać dalej. Wydaje mi się, że takie już wyjechały z fabryki i po prostu trzeba to zmienić. Skaczę na tych nartach chyba od obozu w Planicy albo zaraz po nim
- Nie, do nikogo nie mam żalu. W końcu to jest lato i, tak jak mówią trenerzy, ten okres traktujemy jako część treningu oraz sprawdzian tego, w jakim miejscu jesteśmy. Generalnie poprawimy narty i skaczemy dalej. Nie ma ani złości, ani żadnych pretensji - dodał.
Jeszcze przed dyskwalifikacją Waszek zachwycił kibiców zgromadzonych pod skocznią im. Adama Małysza. W pierwszej serii uzyskał aż 137 metrów, co było najdłuższym skokiem całego konkursu. Mimo że startował jako pierwszy z reprezentantów Polski, przez długi czas utrzymywał prowadzenie, a po pierwszej serii zajmował wysokie trzecie miejsce.
- Wczoraj byłem trochę zestresowany. Dzisiaj już odpuściło i do zawodów podszedłem na luzie. No i całkiem fajnie to wyszło. Skok w pierwszej serii był naprawdę dobry. Warunki na pewno pomogły, ale sam skok też był udany. W drugiej serii skok również nie był najgorszy, mimo że lekko mnie przypięło, ale nie tak jak wczoraj, więc pod tym względem było w porządku - wyznał.
Młody Polak podsumował starty. "To było cenne doświadczenie"
W drugiej próbie Waszek uzyskał 128 metrów. Przed ogłoszeniem dyskwalifikacji dawało mu to szóste miejsce w klasyfikacji konkursu.
- W drugim skoku myślałem, że w ogóle wyląduję na niebieskiej linii. Już w locie pomyślałem: "O kurczę, chyba braknie", ale udało się to wyprostować. Wiedziałem, które zajmuję miejsce, ale na punkty nie patrzyłem. W sumie mnie to nie interesowało. Podszedłem do tego normalnie. Nie miałem czegoś takiego, że "teraz odrobię" albo "teraz wszystkim pokażę". Po prostu oddałem chyba całkiem niezły skok - dodał.
Debiut w zawodach tej rangi był dla młodego zawodnika również nowym doświadczeniem pod względem atmosfery panującej na belce startowej.
- Jak jest w elicie? Było przyjemnie. U góry panowała fajna atmosfera, choć było cicho. Powiedział mi "powodzenia", ja życzyłem tego samego i wszystko było w porządku - wyjaśnił Polak.
Mimo że ostatecznie został zdyskwalifikowany, Waszek podkreślał, że z całego weekendu wyciągnął cenną lekcję.
To było bardzo cenne doświadczenie. Pierwszy start i już wiem, jak działa stres, jak potrafi mnie przyblokować i zepsuć skok. Z drugiej strony drugi dzień pokazał, że można sobie z tym poradzić. W tym sensie było to dla mnie bardzo wartościowe
Z Wisły - Natalia Kapustka, Interia Sport.

















