Nagła rezygnacja Kubackiego, zawiadomił trenera. Teraz wychodzi, co się stało
Przed konkursem Pucharu Świata w Oslo w składzie reprezentacji Polski doszło do niespodziewanej zmiany: Dawida Kubackiego zastąpił Aleksander Zniszczoł. Maciej Maciusiak lakonicznie przekazał, że pierwszego z zawodników w kraju zatrzymały "sprawy osobiste". Po czasie głos zabrał sam zainteresowany i wyjaśnił, co się stało, że nagle zrezygnował z wyjazdu. Uspokoił kibiców.

Już wszystko jasne. Decyzją trenera Macieja Maciusiaka to Kamil Stoch, Piotr Żyła, Klemens Joniak, Dawid Kubacki oraz Aleksander Zniszczoł powalczą na skoczni w finale sezonu w Planicy (26-29 marca). Dla części zawodników to okazja na powrót do rywalizacji w Pucharze Świata. W tej grupie jest "Mustaf", który ostatni raz w kadrze A znalazł się w Lahti na początku marca.
Do Oslo też miał lecieć, lecz nagle zrezygnował z wyjazdu. Dzień przed pierwszymi treningami oraz kwalifikacjami do sobotniego konkursu w Norwegii Polski Związek Narciarski ogłosił, że miejsce Kubackiego zajmie jednak Zniszczoł. Maciusiak, pytany o ten zwrot akcji, odpowiedział wówczas dość lakonicznie.
W środę, w godzinach popołudniowych, otrzymałem informację od Dawida Kubackiego. To są sprawy osobiste, nie komentujemy ich więcej. Ustaliliśmy, żeby lepiej został w kraju
Przed wyjazdem do Planicy Dawid Kubacki zabrał głos w temacie tamtych wydarzeń. Wyjaśnił, skąd wzięła się jego absencja. Musiał pilnie zostać w domu. Przy okazji uspokoił kibiców.
To dlatego Kubacki zrezygnował z wyjazdu do Oslo. "Taką decyzję podjąłem z trenerem"
Komunikat o "sprawach osobistych", które zatrzymały Dawida Kubackiego w Polsce, poruszył kibiców. Część z nich, mając w pamięci przeszłe wydarzenia dotyczące zdrowotnych kwestii w rodzinie skoczka, zmartwiła się nie na żarty. Okazuje się jednak, że wszystko jest pod kontrolą. Zawodnik pytany w "Trzeciej Serii" w TVP Sport o to, czy już w porządku, odpowiedział jasno.
"Tak, ustabilizowało się. Na siłę dałbym radę pojechać do Oslo, ale zostałem przypilnować dzieciaków. Taką decyzję podjąłem z trenerem" - wyjaśnił. Zasygnalizował również, że w tamtym czasie nie był zupełnie odcięty od skoków.
"Miałem okazję trochę poskakać w Zakopanem przed Pucharem Kontynentalnym, co wydaje mi się, że też mi pomogło. Te skoki wyglądały tutaj już lepiej. Mimo wszystko, czas solidnie wykorzystałem" - zadeklarował.
Istotnie, w ostatnich zawodach PK spisał się bardzo dobrze. Po skokach na 131,5 i 130,5 m zajął 4. miejsce, najlepsze z wszystkich startujących w tamtych zawodach Polaków. Trzeci był Lukas Haagen, drugi Jules Chervet, a pierwszy Clemens Aigner, który zresztą okazał się zwycięzcą całego cyklu.
To dobry prognostyk na przyszłość. Dawid Kubacki nart w kąt absolutnie nie odkłada i wierzy, że w przyszłości stać go będzie na walkę o czołowe lokaty w Pucharze Świata. "Wierzę, że mogę wrócić do naprawdę dobrego skakania i przy tym również na szczyt" - optymistycznie zadeklarował w "Trzeciej Serii".
Nie zniechęca go, że i w tym i w poprzednich sezonach szło mu słabiej. Wie, że nie warto się poddawać w trudniejszych chwilach. "W swojej karierze wielokrotnie miałem takie momenty, że robiło się Bóg wie co, żeby poszło, a dalej nie szło. Gdybym w tamtym momencie powiedział sobie 'dobra, dość, koniec, szlus, bo to nie pójdzie', to później nie wygrałbym w Turnieju Czterech Skoczni, nie zrobiłbym mistrza świata i nie wróciłbym z medalami olimpijskimi. Zawsze warto wierzyć w siebie i pracować nad sobą" - podsumował.













