"Muszę to głośno powiedzieć". Trener Maciusiak już nie gryzie się w język
- Czasem czuliśmy się dziwnie, a rodziny cierpiały razem z nami - mówi trener Maciej Maciusiak w rozmowie z Interią po jednym z najdziwniejszych sezonów w polskich skokach. Z jednej strony była klapa w Pucharze Świata, z drugiej trzy medale na igrzyskach. Teraz Maciusiak siedzi i czeka na decyzję PZN ws. jego przyszłości i powrotu Stefana Horngachera. - Jestem z nim w bliskim kontakcie - przyznaje Maciusiak.

Dariusz Ostafiński, Interia: Ten miniony sezon, to był niezły rollercoaster. Krytyka, pochwały, znowu krytyka. Po pierwszych konkursach Pucharu Świata wszyscy chcieli pana zwalniać, potem nosili na rękach za igrzyska, a na końcu znowu było źle.
Maciej Maciusiak, trener reprezentacji Polski w skokach: - To ja zacznę od krytyki. Należało nam się, bo nie dawaliśmy powodów, żeby było inaczej. Czasem jednak czuliśmy się dziwnie, bo z mediów dowiadywaliśmy się, co dzieje się w naszej grupie. Czasem to wszystko szło też w złą stronę. Nie chodzi o mnie czy o zawodników, ale o rodziny, które cierpiały razem z nami. To nasi najbliżsi, nasi najwierniejsi kibice i na pewno na to nie zasłużyli.
To dobrze, że choć przy igrzyskach mogli odetchnąć.
- Proszę mi wierzyć lub nie, ale ten sezon mocno nas przeorał. Wiedziałem jednak, że choćby nie wiem, jak źle było w trakcie sezonu Pucharu Świata, to na igrzyska pojedziemy najlepiej przygotowani. Wykazaliśmy przy tym dużo cierpliwości i za to wszystko dostaliśmy zapłatę w postaci trzech medali. A jeśli chodzi o te upadki przed i po igrzyskach, to mamy sporo wyciągniętych wniosków. Porażki motywują nas do ciężkiej pracy, bo nie chcielibyśmy znów tego przechodzić.
Maciusiak o weteranach i naprawianiu Kubackiego
A może jest tak, że pan wyciągnął maksa, bo z tych starszych zawodników już nie da się niczego wycisnąć, bo dali z siebie wszystko i choćby nie wiadomo, jak bardzo by chcieli, to więcej się nie da.
- Nie zgodzę się. Piotr Żyła, Dawid Kubacki i Maciej Kot byli fizycznie dobrze przygotowani. Może w oczach opinii publicznej już nie są potrzebni, bo najlepsze lata mają za sobą, ale ja mam inne zdanie. Dopóki chcą i zdrowie im na to pozwala, to jestem za tym, żeby skakali i byli w kadrze. Chciałbym podkreślić, że każdy z nich odgrywa ważną rolę w procesie szkolenia. Oni są potrzebni młodym zawodnikom. Dla tych ostatnich jest zaszczytem, że mogą trenować z tymi doświadczonymi skoczkami. A ja i cały sztab zrobimy wszystko, żeby im pomóc wrócić na top.
Pan już raz naprawił Kubackiego. Tłumaczono mi, że wypłaszczył pan tor jego lotu i zrobił z niego gwiazdę. Jaki problem zrobić to samo po raz drugi?
- Jest wiele składowych. Przepisy, sprzęt, technika, to wszystko się zmienia i to bardzo szybko. Podam taki przykład. W sezonie letnim Dawid z Kamilem Stochem wygrali konkurs, ale w krótkim czasie zmieniło się tak wiele, że skacząc podobnie zimą, już nie byli w stanie tego powtórzyć. Jednak oczywiście da się zrobić drugi raz to samo. Tym bardziej że Dawid daje z siebie wszystko. To pracuś, profesjonalista. W skokach mówimy, że tych, co widać w telewizji, to już są full profesjonaliści. Jednak jest druga kwestia i muszę to głośno powiedzieć. My musimy się dostosować do danych przepisów, ale w sytuacji, gdy ktoś inny przegina i uzyskuje w ten sposób przewagę, to jesteśmy za to karceni.
Dużo ciekawych rzeczy pan powiedział. To najpierw zakończmy może temat Kubackiego. Rozumiem, że w sumie wszystko zmieniło się na tyle, że to jednak nie jest powtórka tej samej pracy, że wszystko trzeba zrobić od nowa?
- Nie do końca jest to robota od nowa, ale coś w tym jest. W trakcie sezonu mieliśmy sytuacje, gdzie zawodnicy próbowali wrócić do tego czucia z najlepszych lat i nic to nie dawało. Kamil Stoch mówił, że technicznie wygląda lepiej niż w Soczi, ale teraz ciężko mu do dziesiątki wskoczyć, a tam zdobywał złote medale. Czasem wracanie do tego co było, nie ma sensu. Łudzimy się, że pomoże, ale tak nie jest.
"Ten sport zginie". Trener Maciusiak ostro o "kombinatorach"
To teraz zapytam o kombinowanie. Co miał pan na myśli?
- Kto siedzi w skokach i obserwuje Puchar Świata na bieżąco, ten wie. Nie trzeba być nawet wielkim ekspertem, żeby to zobaczyć. Ja bym skwitował to tak, że potrzebujemy lepszej kontroli zamiast wymyślania coraz to nowych przepisów.
Skoro to taki problem i inni to robią, to dlaczego my nie możemy?
- Bo jak wszyscy zaczną myśleć tak samo, to ten sport zginie. My dostosowaliśmy się do reguł gry. Jesteśmy na granicy, ale jednak wciąż zgodnie z przepisami. I wolałbym, żeby inni wzięli z nas przykład, niż gdybyśmy to my mieli się dopasować do pozostałych.
Poniekąd poruszył pan temat nowinek. Ktoś mi powiedział, że powinniśmy mieć zagranicznego trenera kadry, bo będzie miał dostęp do nowinek, bo polscy szkoleniowcy są pod tym względem w lesie.
- To nie tak. Każdy szuka rezerw i my to także robimy. Współpracujemy z profesorami, z ludźmi nauki, więc nawet jeśli jesteśmy z tyłu, to nieznacznie. Jak chodzi o dostęp do materiałów, to mamy taki sam, jak wszyscy. Mamy swojego producenta butów. Jeśli chodzi o narty, to jest trzech producentów, ale wszyscy zewnętrzni. Na pewno ten sprzęt jest ważny i w tym technologicznym wyścigu potrzebujemy osoby, która z tym pomoże. Wiadomo, że jak świat idzie do przodu, to też musimy, bo jak nie, to stoimy w miejscu, czyli się cofamy. Na pewno jednak nie jesteśmy w żadnym lesie. W minionym sezonie potrafiliśmy sprawnie przeprowadzić akcję ze zmianą nart u Pawła Wąska, a to jest proces, bo w tym wszystkim jest wiele składowych. Buty, narty, kombinezon, wkładki w butach, mógłbym tak wymieniać.
Nie trzeba. Chciałem tylko sprawdzić, czy trzymacie rękę na pulsie.
- Trzymamy. Proszę pamiętać, że te wszystkie składowe muszą się jeszcze idealnie zgrać, żeby był efekt.
Trener Maciusiak zdradza plan na kolejny sezon
Na początku zapytałem, czy starsi zawodnicy się jeszcze nadają. Z drugiej strony nie raz słyszałem od Rafała Kota z PZN, że my tych młodszych nie mamy, że nie byłoby komu skakać.
- Nie mamy tylu zawodników co Austriacy, ale oni są. Jednak Puchar Świata to inna bajka. Tu faktycznie nam brakuje. Jedynie Kacper Tomasiak wszedł z futryną i w szybkim tempie osiągnął sukces. Pozostali potrzebują więcej czasu. I to normalne. Popatrzymy, ile Dawid Kubacki musiał przejechać, żeby osiągnąć spektakularne sukcesy. Adam Małysz i Kamil Stoch też nie od razu wbili się do czołówki. Także trzeba tych młodych wdrażać pomału i bez presji, a za trzy do pięciu lat powinno dać to pełen efekt.
Chce pan powiedzieć, że plan jest taki: wyciskamy z tych starszych, ile się da i czekamy na kolejny talent pokroju Kacpra Tomasiaka. Bo rozumiem, że chciałby pan w następnym sezonie dołożyć tego jednego młodego skoczka do reprezentacji A.
- Taki jest plan i cel, żeby ten jeden nowy się pojawił. Szansa jest, bo mamy drugiego Tomasiaka, Łukaszczyka, Waszek też zrobił postępy, a jest jeszcze Joniak, który zdobył już punkty w Pucharze Świata. Na igrzyskach zdobyliśmy medal w duetach najmłodszą kadrą w stawce i to nasz kierunek. I też bym chciał wlać trochę optymizmu w serca kibiców, bo mimo ogromnych problemów w poprzednim sezonie nie jest z polskimi skokami tak źle. Jakbyśmy innym zabrali wybitne jednostki, Niemcom Raimunda, a Słoweńcom Domena Prevca, to tam też nie byłoby tak kolorowo. Jedynie Austriacy są bardzo mocni i dysponują szeroką kadrą.
Cała prawda o zapaści Tomasiaka po igrzyskach
A co pan powie o zapaści Tomasiaka po igrzyskach. Cena sławy?
- Dużo się działo i było bardzo intensywnie po igrzyskach. Staraliśmy się go chronić, ale trzy dni trzeba było wykroić. Dla ministerstwa, a i wizyta u prezydenta była. A potem szybko na mistrzostwa świata. Na szczęście to już mieliśmy zorganizowane, plany zrobiliśmy na półtora miesiąca przed startem. Jednak zmęczenie było, a do Pucharu Świata musieliśmy wrócić. W Lahti nie było źle, bo mimo zmęczenia był dziesiąty. W Oslo też skakał dobrze, ale tam warunki panowały, jakie panowały i wyszło, jak wyszło. W końcu przyszły loty, gdzie nie do końca sobie poradził i zaliczył ten nieszczęsny upadek. Na szczęście bez konsekwencji. Całość należy jednak ocenić pozytywnie. Każdy się zastanawiał, czy Kacper da fizycznie radę, bo to był jego pierwszy sezon, a on w sumie niemal do końca pokazywał się w zawodach z niezłej strony.
Wie pan z pewnością, bo to już nawet publiczne informacje, że jest temat powrotu do polskich skoków Stefana Horngachera. Co pan na to?
- Bez komentarza. Jestem z nim w bliskim kontakcie, rozmawialiśmy, już po igrzyskach mieliśmy mniej więcej ustalone, jak to dalej robić, ale teraz trzeba się uzbroić w cierpliwość.
A w kwestii swojej przyszłości jest pan spokojny? Wie pan, kiedy ewentualnie nastąpi podpisanie nowej umowy na kolejny sezon?
- Nigdy nie można być spokojnym. Zasadniczo kwiecień w skokach, to jest taki czas, że my normalnie działamy, a zawodnicy trenują, choć oficjalnie nic nie wiadomo, bo jeszcze czekamy na decyzje, które musi podjąć zarząd. Oczywiście wiem, kiedy może być podpisana umowa. Więcej pan jednak ze mnie nie wydusi.












