Reklama

Reklama

MŚ w Seefeld. Stefan Horngacher o stłumionych emocjach przez pierwszą serię

Dramaturgia konkursu indywidualnego na normalnej skoczni w MŚ w Seefeld, zakończonego złotym medalem Dawida Kubackiego i srebrnym Kamila Stocha, w dużym stopniu wpłynęła na emocje trenera reprezentacji Polski Stefana Horngachera.

Po pierwszej serii chyba wszyscy zdążyli odtrąbić katastrofę i pogodzić się z dalekimi lokatami "Biało-Czerwonych", ale w finale miały miejsce wydarzenia, przez które piątkowy konkurs zostanie zapamiętany, jako jeden z najbardziej dramatycznych w historii. Ostatecznie Dawid Kubacki z 27. miejsca zaliczył spektakularny awans po tytuł mistrza świata, a Kamil Stoch z 18. lokaty wskoczył na drugi stopień podium.

Nieprawdopodobną huśtawkę nastrojów, podobnie jak sami zawodnicy, którzy po konkursie sprawiali wrażenie mocno oszołomionych, przeżył trener Orłów Stefan Horngacher. 49-letni austriacki szkoleniowiec, po pierwszej serii zdenerwowany i wściekły na loteryjne warunki i poczynania jury, po konkursie nawet nie potrafił wyrazić pełni radości, gdy stanął przed kamerą TVP Sport.

Reklama

- To był jeden z najbardziej wariackich konkursów. Może za dziecka taki widziałem, ale w dorosłym życiu czegoś podobnego nie doświadczyłem - stwierdził Horngacher i dodał coś, co tłumaczyło jego powściągliwość w okazywaniu emocji.

- Pierwsza seria zabiła we mnie jakiekolwiek nadzieje na sukces w tym konkursie. Nawet jak Dawid stał długo w okolicach podium, to nie czułem momentu, by to skończyło się złotem lub srebrem. Jestem bardzo zaskoczony, ale i szczęśliwy - wyartykułował opiekun "Biało-Czerwonych", który wciąż nie określił się, czy po tym sezonie przedłuży kontrakt z polską federacją.

Art

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje