Reklama

Reklama

MŚ w Seefeld. Adam Małysz: Jesteśmy wśród pokrzywdzonych

- Niedosyt - tak wyniki naszych skoczków na dużej skoczni podczas MŚ w Seefeld ocenił Adam Małysz. Dyrektor PZN ds. skoków i kombinacji norweskiej uważa, że jury powinno skrócić rozbieg. Taka decyzja jednak nie zapadła i przez to niektóre ekipy zostały pokrzywdzone. - Myślę, że my też do nich należymy - powiedział Małysz w TVP Sport.

Najwyższe miejsce spośród naszych reprezentantów zajął Kamil Stoch, który był piąty. Adam Małysz nie krył, że nie jest zadowolony z występu "Biało-Czerwonych".

- Szanse były bardzo duże do samego końca. Zresztą Kamil oddał bardzo fajny drugi skok. Trochę zabrakło tego pierwszego - powiedział.

- Nie możemy być zadowoleni, bo wiemy że chłopaków stać na bardzo dużo, więc będziemy też wymagać. Ale teraz trzeba w stu procentach się skoncentrować na niedzielnym konkursie drużynowym - dodał.

Reklama

- Podczas rozgrzewki fajnie skakali i liczyłem na zdecydowanie lepszy rezultat, ale to jest sport. Wygrywają ci, którzy w danym momencie są najlepsi. Ten który zawsze miał pecha i psuł skoki, w końcu został mistrzem świata - powiedział o Niemcu Markusie Eisenbichlerze.

- Kamil zepsuł na progu. Dojechał wycofany, później poszło za agresywnie do przodu, a mimo wszystko wytracił prędkość i nie miał prędkości w powietrzu, żeby odlecieć. Cóż, analiza na pewno będzie w hotelu. Przypomnę tylko, że w Lahti było podobnie. Coś nie zajarzyło na średniej skoczni, później była stuprocentowa koncentracja i dwa medale. Tak że mamy szanse, stać nas na to i będziemy walczyć do końca - powiedział Adam Małysz.

Nasz były znakomity skoczek jest zdania, że jury powinno skrócić rozbieg.

- Podobna sytuacja była w Zakopanem, gdzie były bardzo dalekie skoki. Teraz jak patrzyliśmy, gdzie była zielona linia, gdzie Killian Peier musi skoczyć, to chyba było to wręcz niemożliwe. To daje dużo do myślenia. Wiem, że to jest piękno tego sportu, żeby przeskakiwać skocznie, ale dla zawodnika to jest często niebezpieczne, dlatego dziwię się troszkę jury, że pozwoliło na tak dalekie skoki, bo mimo wszystko te kraje, które potrafią coś zadziałać mocnym odbiciem i z niskich belek, troszkę zostały dzisiaj pokrzywdzone. Myślę, że my też do nich należymy. Gdy rozbiegi są wysokie, to te kraje, które potrafią zdecydowanie lecieć, a nie mają takiego odbicia, mają przez to przewagę. Ale cóż, to są zawody, nie my o tym decydujemy. My możemy tylko robić wszystko w tym kierunku, żeby było dobrze - skomentował Adam Małysz.

Czy więc trener Stefan Horngacher nie powinien poprosić o obniżenie rozbiegu? - To było ryzyko, bo warunki ciągle się zmieniały - powiedział Adam Małysz. - Od tego jest jury, aby podejmować decyzje, gdy są tak dalekie skoki. Nie można tego przerzucać na trenerów.

MZ

Dowiedz się więcej na temat: Adam Małysz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje