Reklama

Reklama

MŚ w lotach. Kamil Stoch o odwołaniu kwalifikacji: Dobra decyzja

- Było sporo loterii, kręcenia wiatrem i to była dobra decyzja sędziego - powiedział Kamil Stoch, komentując odwołanie kwalifikacji do konkursu indywidualnego mistrzostw świata w lotach w Oberstdorfie.

Zawodnicy w czwartek oddali zaledwie po jednym z zaplanowanych trzech skoków. Z powodu zbyt silnego wiatru udało się przeprowadzić tylko jedną sesję treningową. Druga oraz kwalifikacje zostały odwołane.

Reklama

- Było sporo loterii, kręcenia wiatrem i to była dobra decyzja sędziego. Jeden skok udało się oddać i ja jestem zadowolony. Mam nadzieję, że teraz wróciłem na dobre tory, tak jak przed i w trakcie Turnieju Czterech Skoczni. Co, by nie mówić, trochę byłem wymęczony, ale teraz znowu głowa się odświeżyła, a co za tym idzie ciało też reaguje na bodźce z mózgu - skomentował Stoch.

Triumfator niedawnego TCS zajął drugie miejsce w treningu. Pierwszy był Norweg Daniel Andre Tande.

- Miejmy nadzieję, że w kolejnych dniach pogoda nam dopisze i będziemy mogli oddać więcej skoków. Oberstdorf to dla mnie szczególne miejsce i bardzo chętnie zawsze tu wracam. Tym bardziej, że zawsze osiągam tu dobre rezultaty - powiedział Austriak Stefan Kraft.

Polskę reprezentować będzie czterech zawodników: Stoch, Stefan Hula (14. w treningu), Piotr Żyła (16.), Dawid Kubacki (20.). Maciej Kot był dopiero 29. i musiał pogodzić się z decyzją trenera Stefana Horngachera o wycofaniu go z rywalizacji. Tym bardziej, że szkoleniowiec ma prawo w konkursie indywidualnym wystawić tylko czterech podopiecznych.

- Ta decyzja była chyba trudniejsza dla Stefana, ale szczerze mówiąc żadnej innej się nie spodziewałem, bo wiedziałem, że nie te czwartkowe treningi miały o wszystkim zaważyć. Musiałbym pewnie wygrać serię treningową, żeby startować. Trzeba patrzeć na całokształt, a Stefan, Dawid, Kamil i Piotrek skakali od pewnego czasu lepiej ode mnie - przyznał.

Kot nie ma zamiaru się jednak załamywać i podejmuje rękawicę, by dalej walczyć o udział w niedzielnym konkursie drużynowym. W piątek i sobotę będzie startować jako przedskoczek.

- To na pewno boli, ale wcześniej się z tą sytuacją pogodziłem. Przyjechałem tu z chęcią rywalizacji o to miejsce, ale także z planem B, jeśli się to nie uda. Ważne jest dla mnie cały czas być z grupą, trzymać kontakt i pokazać trenerowi, że cały czas walczę i jestem gotowy do powrotu, bo jeszcze ważne konkursy przed nami. Droga nie jest zamknięta - uważa drużynowy mistrz świata sprzed roku.

Podkreślił jednocześnie, że najważniejsza jest dla niego świadomość, że przegrał miejsce w sprawiedliwej walce. - Każdy z nas miał jednakowe szanse i warunki przygotowań. Chodzi mi o całokształt. To nie jest ujma na honorze, bo inni skaczą naprawdę dobrze - zaznaczył.

Po kontuzji, jakiej nabawił się w trakcie Turnieju Czterech Skoczni, do rywalizacji wraca Niemiec Richard Freitag.

- Byłem trochę zdenerwowany przed dzisiejszym dniem, bo nie wiedziałem, na czym stoję. Od dwóch tygodni nie skakałem, a tutaj od razu jest mamuci obiekt, więc to normalne, że pojawił się stres. Na szczęście nic mnie nie bolało i zamierzam tu powalczyć. Trzeba jednak pamiętać, że na starcie jest wielu dobrych zawodników - zaznaczył niedawny lider Pucharu Świata.

Kwalifikacje zostały przeniesione na piątek na godz. 14.30. Na razie prognozy nie są jednak pomyślne. Wiatr ma wiać z prędkością 13 km/h, czyli tak samo jak... w czwartek.

Dowiedz się więcej na temat: MŚ w lotach narciarskich | Kamil Stoch | Stefan Kraft | maciej kot

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje