Reklama

Reklama

MŚ w Lahti. Złoto i brąz polskich skoczków podkreśleniem znakomitego sezonu

Trudno było wymarzyć sobie lepsze zakończenie mistrzostw świata w Lahti niż złoty medal polskiej drużyny skoczków, pierwszy taki w historii. A przecież już za rok igrzyska olimpijskie. - I'm hungry for more - powiedział po ogromnym sukcesie Maciej Kot.

Oprócz skoczka z Zakopanego po złoto w Finlandii sięgnęli: Kamil Stoch, Piotr Żyła i Dawid Kubacki.

Reklama

"Biało-czerwoni" wygrali sobotni konkurs o mistrzostwo świata w wielkim stylu. Prowadzili od pierwszego do ostatniego skoku, a rywale tylko momentami mogli mieć nadzieję na doścignięcie będących klasą dla siebie Polaków.

Cztery lata temu w Val di Fiemme reprezentacja Polski w tym samym składzie sięgnęła po brąz MŚ. Wtedy pierwotnie sklasyfikowano naszą drużynę na czwartym miejscu. Dopiero po ponownym przeliczeniu punktów okazało się, że Orły zdobyły medal. - Tym razem mogliśmy cieszyć się od razu, a nie po zmianach decyzji - mówił w Lahti przeszczęśliwy Kubacki.

To trzecie mistrzostwa świata z rzędu, z których drużyna polskich skoczków przywozi medal konkursu drużynowego. Dwa lata temu w Falun brąz zdobyli Stoch i Żyła, a miejsce Kubackiego i Kota zajęli Jan Ziobro i Klemens Murańka.

Przed konkursem w Lahti jedynie Kot nie owijał w bawełnę i mówił otwarcie, że liczy się tylko złoto. Po zawodach zapewniał, że to nie jest ostatnie słowo. - I'm hungry for more - stwierdził.

Stoch i Żyła to już multimedaliści mistrzostw świata. Na trzech ostatnich imprezach każdy z nich zdobył cztery medale, po trzy w drużynie i po jednym indywidualnie. To właśnie popularny "Wiewiór" wywalczył w czwartek pierwszy medal dla Polski w Lahti, by dwa dni później zdobyć z kolegami kolejny, ten z najcenniejszego kruszcu.

Gdyby rezultaty sobotniego konkursu przeliczyć na wyniki indywidualne, Stoch zająłby drugie miejsce, Kot - piąte, Żyła - ósme, a Kubacki - jedenaste. W konkursie na dużej skoczni wszyscy "Biało-czerwoni" zmieścili się w czołowej ósemce, a na obiekcie normalnym tylko Żyła był poza dziesiątką. Te wyniki potwierdzają znakomitą formę Polaków w Lahti i są podkreśleniem kapitalnego sezonu w ich wykonaniu.

Do tej pory stutysięczne fińskie miasto kojarzyło się polskim kibicom skoków z medalami Adama Małysza sprzed 16 lat. W sobotę Lahti znów wyryło się w sercach Polaków jako miejsce bezdyskusyjnego triumfu reprezentacji naszego kraju.

Z Lahti Waldemar Stelmach

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje