Reklama

Reklama

MŚ w Lahti. Tajner: Nasze dziewczynki są za ciężkie

Apoloniusz Tajner w rozmowie z Interią w Lahti wyjaśniał, dlaczego na MŚ nie pojechały polskie skoczkinie, co nie pozwoliło wystawić drużyny w konkursie mieszanym. - Były za słabe sportowo, żeby je tu przywozić. Nasze dziewczynki są też za ciężkie - powiedział prezes PZN-u.

W niedzielnym konkursie mieszanym w Lahti zwyciężyli Niemcy, przed Austrią i Japonią, a na skoczni pojawiły się największe gwiazdy, ze Stefanem Kraftem, Andreasem Wellingerem, czy Peterem Prevcem na czele.

Reklama

W polskich mediach i wśród kibiców rozgorzała dyskusja, dlaczego do Lahti nie zabrano naszych skoczkiń, co pozwoliłoby wystawić drużynę mieszaną. Poprosiliśmy prezesa Tajnera o zajęcie stanowiska w tej sprawie, bo to związek podjął taką decyzję. W kadrze, pod opieką Sławomira Hankusa, trenują: 21-letnia Magdalena Pałasz oraz młodziutkie: 16-letnia Kinga Rajda i 15-latka Anna Twardosz.

- Co do ilościowego składu na MŚ, podjęliśmy decyzję 30 grudnia. Wstępnie nie zakładaliśmy startu naszych dziewczyn w skokach, ponieważ analizowaliśmy ich wyniki sportowe pod kątem różnicy w metrach, różnicy poziomu sportowego - powiedział prezes PZN-u.

- Analizowaliśmy je także co do masy ciała, bo nasze dziewczynki są za ciężkie. Ale myślę, że bardzo szybko uda się nam coś z tym zrobić - zaznaczył.

- Patrzyliśmy też, jakie wyniki zawodniczki osiągną na MŚ juniorów. Gdyby tam zaprezentowały poziom zbliżony do najlepszych, mogliśmy nawet w ostatniej chwili te dziewczynki posłać. W Lahti bywają wiatry, trudne warunki, co te zawodniczki, jeszcze niedojrzałe technicznie, mogło narazić na jakieś upadki. Były po prostu za słabe poziomem sportowym, żeby je tu przywozić. Uważam, że nie była to błędna decyzja - podkreślił Tajner.

- Patrzyliśmy więc nie tylko pod kątem, czy mogą zająć siódme, czy ósme miejsce, skacząc z doskonałymi zawodnikami jak Stoch i Kot w jednej drużynie. Zdaliśmy sobie natomiast sprawę, że to może być potencjalna szansa zajęcia do ósmego miejsca na igrzyskach i zbliżenia przygotowań dziewcząt do kadry skoczków - przyznał.

Prezes zapewnił, że nie jest rozczarowany po sobotnim konkursie skoczków na średnim obiekcie w Lahti. - Widziałem to wszystko na żywo, więc rozumiem sytuację. W Lahti mamy trzy próby, dwa konkursy indywidualne i jeden drużynowy. Można zająć trzy razy czwarte miejsce. Cieszy, że trzech zawodników zajęło miejsca do ósmego, a w "20" znalazła się cała czwórka - powiedział Tajner.

- Mam nadzieję, że kibice tak reagują, jak dziennikarze, wy, którzy tu jesteście. Krytyka została zignorowana i czekamy dalej - stwierdził.

- Sztabem kieruje Stefan Horngacher, jest też Adam Małysz. Oni sobie już wszystko z chłopakami omówili. Mamy dalej szansę, nikt nie atakuje, nikt nie ciśnie. Nie ma ani euforii, ani zdołowania, jest sytuacja taka, jaka powinna być przed bojem - zaznaczył Tajner.

Z Lahti Waldemar Stelmach

Dowiedz się więcej na temat: Apoloniusz Tajner | MŚ w Lahti | skoki narciarskie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje