Reklama

Reklama

MŚ w Lahti. Stefan Horngacher, twórca sukcesu polskich skoczków

Stefan Horngacher doprowadził polskich skoczków do złota mistrzostw świata w konkursie drużynowym. Twórca historycznego triumfu po sobotnim konkursie w Lahti nie chciał zabierać głosu.

Po ogromnym sukcesie Kamila Stocha, Macieja Kota, Piotra Żyły i Dawida Kubackiego, cichy i skromny austriacki szkoleniowiec nie pchał się przed kamery, ale pozwolił, by w błyskach fleszy występowali przede wszystkim jego podopieczni, główni aktorzy sobotniego widowiska na skoczni Salpausellka w Lahti.

Reklama

W drużynowej rywalizacji o trzy medale walczyły cztery ekipy, każda pod wodzą austriackiego trenera. Polacy z Horngacherem, Norwegowie z Aleksandrem Stoecklem, Austriacy pod przewodnictwem Heinza Kuttina i Niemcy prowadzeni przez Wernera Schustera.

Na oczach rodaków trenera zespół Horngachera triumfował w wielkim stylu. - Robi u was dobrą robotę - mówił w rozmowie z Interią w Lahti Martin Schmitt, doceniając klasę austriackiego szkoleniowca, który przez wiele lat związany był z drużyną Niemiec.

16 lat temu, na poprzednich MŚ w Lahti, Adam Małysz zdobył dwa medale w konkursach indywidualnych. A Horngacher? Indywidualnie nie odnosił w karierze spektakularnych sukcesów, ale na tych samych mistrzostwach, na których brylował nasz skoczek, zdobył złoto z drużyną Austrii na średniej skoczni. Po latach powtórzył ten sukces, już jako trener Polaków, na dużym obiekcie.

W 2002 roku zakończył karierę skoczka i rozpoczął pracę szkoleniowca. Niedługo później trafił do Polski, gdzie prowadził kadrę B. Już wtedy los skojarzył go między innymi ze Stochem i Żyłą. W 2005 roku wywalczyli oni drużynowe srebro na mistrzostwach świata juniorów. 18-latkowie pod wodzą Horngachera byli dopiero u progu kariery. Po 12 latach, jako doświadczeni skoczkowie, zdobyli złoto mistrzostw świata w Lahti.

Po rozstaniu z naszym krajem austriacki trener na kilka lat związał się z Niemcami, gdzie trenował młodych skoczków, był też asystentem Schustera w kadrze tego kraju. Niespełna rok temu znów zjawił się w Polsce, by objąć reprezentację po Łukaszu Kruczku.

Austriak wrócił do Polski w wielkim stylu. Poprawił to, co wydawało się niemożliwe do zmiany, na przykład wyrzucając z repertuaru Piotra Żyły słynny "garbik i fajeczkę". Wyeliminował wiele technicznych mankamentów naszych skoczków, a co nie mniej ważne, odbudował atmosferę w kadrze.

Stoch, Kot, Żyła, Kubacki i inni poszli za Horngacherem bez wahania. Specjalista od sprzętu i nowinek technicznych z pierwszych sukcesów swojej ekipy mógł cieszyć się już po kilku miesiącach pracy, gdy Kot wygrał letnią Grand Prix.

Sezon zimowy to pasmo kolejnych zwycięstw. Stoch wygrał Turniej Czterech Skoczni i wszystkie konkursy indywidualne w Polsce. Żyła był drugi w TCS. Zawody Pucharu Świata zaczął wygrywać Kot, a polski zespół zwyciężył w dwóch z trzech konkursów drużynowych.

Przyszły mistrzostwa świata w Lahti, gdzie po brąz sięgnął Żyła, a polska drużyna potwierdziła wczoraj, że ten sezon należy do niej. Liderzy Pucharu Narodów w sobotnim konkursie byli klasą dla siebie.

Kuttin, Stoeckl i Schuster musieli obejść się smakiem, patrząc na paczkę Horngachera na najwyższym stopniu podium w centrum fińskiego miasta.

Z Lahti Waldemar Stelmach

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama