Decyzja o wyrzuceniu przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) kombinacji norweskiej z programu zimowych igrzysk olimpijskich w 2030 roku wywołała szok w świecie sportu. To dyscyplina, która była od początku w ZIO, a do tego jest nazywana matką narciarstwa klasycznego. MKOl ma jednak za nic tradycję, bo liczy się biznes.
W mocnych słowach o decyzji MKOl wypowiadał się na łamach Interia Sport Wojciech Marusarz, trener kadry w kombinacji norweskiej.
- To dla nas szok, ale też skandal. Trudno pogodzić się z sytuacją, kiedy wyrzuca się z programu igrzysk po ponad 100 latach dyscyplinę, która jest rdzeniem sportów zimowych. A tymczasem działacze z MKOl ją wyautowali. To jest niezrozumiałe - mówił.
Kacper Tomasiak już wygrywa, sensacja na podium w Szczyrku
MKOl wyrzucił kombinację norweską z programu zimowych igrzysk olimpijskich. "To wisiało w powietrzu"
MKOl stwierdził, że kombinacja norweska była najbardziej niepopularnym sportem wśród publiczności w czterech kolejnych zimowych igrzyskach w latach 2014-2026. Świadczą o tym badania.
"Na ostatnich zimowych igrzyskach olimpijskich kombinacja norweska zajęła ostatnie miejsce w 11 z 14 badanych wskaźników popularności" - pisał MKOl w komunikacie.
Ponadto, według MKOl, sukcesy koncentrowały się na zbyt małej liczbie narodów. Na zimowych igrzyskach w Rosji, Korei Południowej, Chinach i Włoszech 36 medali w sumie w dwunastu konkurencjach trafiło do zawodników z tylko pięciu krajów.
Dyscyplinie nie pomogło nawet to, że od kilku lat rywalizują w niej kobiety, co znacznie poszerzyło horyzonty. Do tego w ostatnich juniorskich czempionatach po medale sięgało coraz więcej krajów.
Obawiałem się losu kombinacji norweskiej, bo słuchy o tym, że może wypaść z programu igrzysk, krążyły już od kilku lat. To zatem cały czas wisiało w powietrzu. Zresztą taką samą sytuację miał snowboard alpejski, ale ten na szczęście się wybronił
Obawy o skoki narciarskie. Adam Małysz nie ma wątpliwości. "Skoki są niewygodne dla MKOl"
Po wyrzuceniu z programu igrzysk kombinacji norweskiej pojawiły się poważne obawy o to, czy skoki narciarskie nie podzielą losu dwuboju. Kto wie, czy wyrzucenie z programu ZIO kombinacji norweskiej nie jest kłopotem dla skoków narciarskich. Do tej pory skocznie służyły bowiem dwóm dyscyplinom. Teraz będą tylko jednej. Gdyby zatem kolejni gospodarze musieli budować ten drogi obiekt, to wówczas powstanie dylemat, czy lepiej jednak nie będzie zrezygnować ze skoków na igrzyskach.
Dochodziły mnie słuchy, że skoki są dosyć niewygodne dla MKOl ze względu na kosztowne obiekty do zbudowania. Nie wszędzie się da je zbudować. Wiele zależy też od warunków. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, że nie zrobią tego błędu, bo jednak skoki mają dużą oglądalność w Europie i jest to dosyć popularna dyscyplina
Tyle że MKOl grzebie przy skokach. Już przed ostatnimi igrzyskami skreślone z programu zostały interesujące konkursy drużynowe. Zastąpiono je rywalizacją duetów. MKOl uznał je za bardziej widowiskowe, ale też bardziej dostępne, bo jednak słabszym krajom łatwiej zebrać dwóch skoczków niż czterech. Teraz MKOl podjął decyzję o wprowadzeniu do programu ZIO 2030, które odbędą się we Francji, rywalizacji kobiecych duetów.
- Teraz na pewno poważne zadanie stoi przed FIS, żeby tego nie spierdzielić. Trzeba zrobić wszystko, żeby skoki się cały czas rozwijały. Muszą udowodnić, że jeśli były nawet takie myśli o tym, by tych skoków nie było na igrzyskach, to trzeba zrobić wszystko, by te pomysły poszły w niepamięć - zakończył Małysz.














