Reklama

Reklama

Mistrzostwa Polski w Wiśle. Smutna strona polskich skoków

Kadrowicze Stefana Horngachera zajęli sześć pierwszych miejsc w mistrzostwach Polski w Wiśle. Do zawodów zgłoszono zaledwie 35 zawodników, a ostatecznie sklasyfikowano 31. "Narybek" często nie ma gdzie trenować. - To jest trochę smutne - komentuje "na gorąco" Adam Małysz.

Po raz pierwszy w karierze po mistrzostwo Polski sięgnął Stefan Hula. Za nim uplasowali się: Piotr Żyła, Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Maciej Kot i Jakub Wolny. Do dziesiątki załapali się jeszcze: Stanisław Biela, Andrzej Stękała, Karol Niemczyk i Krzysztof Biegun.

Reklama

- Mistrzostwa były udane, mimo loterii z wiatrem. Gdyby były przeliczniki, wyglądałoby to trochę inaczej. Można by było także korygować rozbiegi - mówił Małysz.

- Młodzi chłopcy nie mają szans z naszą czołówką, bo ta jest daleko z przodu - komentował Orzeł z Wisły. - Nie było zaskoczenia jeśli chodzi o podium. Każdy zapomniał o Stefanie Huli, który skacze bardzo stabilnie. Kamil Stoch trochę zepsuł drugi skok. Też miał pecha z wiatrem. Piotrek Żyła zawsze w zawodach zaskakuje. Dawid Kubacki skakał dobrze, ale nogi nie chodziły tak, jak powinny. Odczuł ostatni ciężki trening. Maciej Kot skacze nieźle, ale cały czas nie może się przebić. Jego skoki są bardzo rożne - oceniał kadrowiczów Małysz.

Rok temu na starcie mistrzostw Polski w Zakopanem znalazło się 37 zawodników. Wczoraj w Wiśle sklasyfikowano zaledwie 31. Pięciu, w tym rewelacja Pucharu Kontynentalnego Tomasz Pilch, udało się już w drugi dzień świąt na zawody do Engelbergu, więc zabrakło ich na MP.

- Pięciu do Engelbergu... Było więcej zgłoszonych, ale się okazało, że były problemy z licencją albo wiek ich nie puszczał... Ciężko coś zrobić - bezradnie rozkładał ręce Małysz, oceniając liczbę skoczków w mistrzostwach Polski.

- Jest przestój między juniorami a seniorami. Zaczęła się robić tam dziura - powiedział nasz były skoczek.

Młodzi zawodnicy często nie mają gdzie trenować. Na skoczniach w Szczyrku nie ma śniegu, a na małych obiektach w Zakopanem trwa odwieczny problem, m.in. z wyciągiem, a skocznie potrzebują modernizacji.

- To jest trochę smutne. W takich warunkach nawet ciężko "nastrzelać" tego śniegu. Kluby i szkoły mają trochę pretensji, że te skocznie nie są gotowe. W Wiśle jest o tyle szczęście, że śnieg jest od listopada, bo był Puchar Świata. W Zakopanem są trochę inne warunki, bo tam zawsze wcześniej i dłużej był mróz i śnieg - mówił Małysz.

Wielka Krokiew rzeczywiście nadaje się do skakania, ale małe skocznie pod Tatrami już nie.

- W Zakopanem drzewo się zwaliło przy tych wichurach na wyciąg i znowu nie będzie on uruchomiony. Jakieś fatum nad tym wyciągiem leży czy fruwa. Jest plan rozbudowy tych skoczni, ale prawdopodobnie w 2020 roku, więc będziemy musieli jeszcze trochę poczekać - przyznał Małysz.

- Jeśli chodzi o Europę i tak jesteśmy nawet z przodu, bo mamy dwie duże skocznie. W niektórych krajach jest dużo gorzej. Ale żeby była młodzież, trzeba przygotowywać te małe skocznie - zaznaczył.

Z Wisły Waldemar Stelmach

Dowiedz się więcej na temat: skoki narciarskie | Adam Małysz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje