Mistrz olimpijski mógł nie być jedyny. Pachniało aferą w Oslo, wychodzą kulisy
Za nami jeden z najgorszych weekendów kończącego się powoli sezonu Pucharu Świata w skokach narciarskich. Zmagania w Oslo storpedowała pogoda, która choćby w niedzielę pozwoliła tylko na rozegranie jednej serii. Ze względu na niebezpieczne warunki, nie wszyscy zawodnicy zameldowali się na belce startowej. Swoją próbę odpuścił Philipp Raimund, czyli złoty medalista olimpijski z obiektu normalnego. Okazuje się, że lista mogła być dłuższa. Litości dla FIS nie mieli selekcjonerzy czołowych reprezentacji.

Nie tylko Polacy chcieliby jak najszybciej zapomnieć o marcowym weekendzie ze skokami na Holmenkollbakken. Przykre chwile w stolicy Norwegii przeżywali także organizatorzy zmagań. Zamiast dalekich lotów, wielu zawodników najadło się strachu ze względu na groźne podmuchy wiatru. Sama za siebie mówiła rezygnacja Philippa Raimunda. Mistrz olimpijski z Predazzo obawiał się groźnego upadku, w związku z czym wczoraj nawet nie pojawił się na belce startowej. To był prawdziwy cios dla FIS.
"Nie będę skakał w tym gó***e" - wypalił przerażony w pewnym momencie. "Pomyślałem o mojej dziewczynie. Pierwszą rzeczą, jaka przyszła mi do głowy, było: Co by powiedziała? A potem przyszło mi na myśl, jak zawsze powtarza, że najważniejsze jest, żebym był bezpieczny i żebym bezpiecznie wylądował, bez względu na pogodę" - mówił później dla norweskiej telewizji NRK. Kilkanaście godzin po zawodach dowiedzieliśmy się, iż nie tylko on miał negatywne myśli.
Zrobiło się niebezpiecznie w Oslo. Lanisek oraz Prevc też mogli nie skakać
Szczegóły przedstawił niemiecki portal "skispringen.com". Mocnych wypowiedzi udzielili Andreas Widhoelzl oraz Robert Hrgota, czyli odpowiednio szkoleniowcy Austriaków oraz Słoweńców. "Muszę skrytykować FIS. Byli zdeterminowani, żeby rozegrać serię tylko po to, żeby były oficjalne wyniki, zasadniczo lekceważąc przy tym bezpieczeństwo zawodników. Musieliśmy to zaakceptować, ale nie było to fajne" - przekazał pierwszy z panów dla ORF.
Drugi wprost wyznał, że niewiele brakowało do tego, żeby nie dał zgody na skok Anze Laniskowi oraz Domenowi Prevcowi. Dla międzynarodowej federacji byłaby to prawdziwa katastrofa, zważywszy na to, iż próbę odpuścił także Philipp Raimund. "Nie byłem pewien, czy dać im zielone światło" - wyznał szczerze w rozmowie z RTV. Ostatecznie obaj pokazali się publiczności. Laniskowi zabrakło zresztą naprawdę niewiele do końcowego triumfu. "Anze stracił zwycięstwo zaledwie o jedną dziesiątą punktu, ale wszystko mogło się zdarzyć" - podsumował Hrgota.
Kolejny weekend ponownie odbędzie się w Norwegii, tym razem na mamucie w Vikersund. Tekstowe relacje na żywo w Interia Sport.













