Reklama

Reklama

Metamorfoza Dawida Kubackiego

Choć mało kto się tego spodziewał to Dawid Kubacki był najlepszym z Polaków podczas sobotniego konkursu drużynowego Pucharu Świata w Zakopanem. 24-letni nowotarżanin spisał się lepiej niż Kamil Stoch, oddając dwa skoki powyżej 130 metrów. - Jestem zadowolony ze swojej postawy - mówił brązowy medalista mistrzostw świata z Predazzo.

Kubacki był dwukrotnie najlepszy w swojej grupie, ale jego skoki nie dały Polakom miejsca na podium. Ostatecznie zajęliśmy czwarte miejsce. - Żeby wygrywać konkurs drużynowy trzeba oddać osiem bardzo dobrych skoków. Nie chcę mówić, że ktoś zawalił, bo cała czwórka dała z siebie wszystko. To nie wystarczyło to zajęcie dobrego miejsca - opowiadał Kubacki.

O niepowodzeniu zdecydował skok Kamila Stocha w drugiej serii. Lider naszej kadry skoczył o 6,5 m krócej niż Gregor Schlierenzauer i ostatecznie przegraliśmy z Austriakami. Gadatliwy i uśmiechnięty zazwyczaj od ucha do ucha Stoch, tym razem miał marsową minę. - Skoki były OK. W decydującej próbie popełniłem drobny błąd. Na najwyższym poziomie skakania takie błędy zawsze sporo kosztują i tak samo było i tym razem - mówił Stoch z nosem zwieszonym na kwintę.

Reklama

W drużynie jednak nikt nie miał mu za złe, że nie utrzymał trzeciego miejsca w klasyfikacji generalnej, choć tłumnie zgromadzeni kibice byli nieco zawiedzeni. - Kibice mają zawsze duże oczekiwania. My nie zawsze jesteśmy w stanie podołać - dodał Stoch

- Kamil był zły na siebie, miał ciężkie warunki, do tego wiał mocny wiatr i został trochę przytrzymany przez sędziów. Rozumiem go, bo oczekiwał od samego siebie lepszego skoku. Trudno, żeby się cieszył po nie do końca udanej próbie - uzupełnił Kubacki, którego oba skoki mogły się podobać, a ten drugi był bardzo bliski ideału. - Wszystko w powietrzu przebiegło OK, ale czy nie popełniłem jakiegoś błędu, dowiem się od trenera - dodał.

Widać, że forma 24-latka idzie w górę. Po kiepskiej postawie w Turnieju Czterech Skoczni, Kubacki powoli odbudowuje swoją pozycję w kadrze i wydaje się, że w tej chwili ma bardzo duże szanse, aby znaleźć się w pięcioosobowej kadrze na igrzyska olimpijskie w Soczi. Ostateczną decyzję Łukasz Kruczek podejmie po niedzielnym konkursie. Kubacki ze spokojem podkreśla, że nie udziela mu się przedolimpijska gorączka. - Niedzielnych zawodów nie traktuję jako ostatniej szansy, aby pokazać się trenerowi. Nie mam zamiaru niczego udowadniać. Skupiam się na swoich skokach i chcę, żeby były co najmniej tak udane jak w sobotniej drużynówce.

W gorszym humorze był Klemes Murańka, który nie poradził sobie z niekorzystnymi warunkami panującymi na skoczni. W swojej grupie zajął trzecie i szóste miejsce. - Skoki nie były złe, choć na pewno mogło być lepiej. Skakałem jednak w trudnych warunkach. W obu próbach dostawałem dodatnie punkty, co najlepiej pokazuje, że wiatr nie wiał mi pod narty. Do tego w drugiej próbie popełniłem drobny błąd techniczny, lekko spóźniłem wybicie - relacjonował 19-latek.

Kto wie, czy jednak Murańka nie zamknął sobie drzwi do kadry na igrzyska. W korespondencyjnym pojedynku z Kubackim przegrał 0:2. Czy będzie to miało znaczenie? Odpowiedź na to pytanie zna tylko Łukasz Kruczek.

Autor: Krzysztof Oliwa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy