Mamy kolejny medal, u skoczków radość. To pomoże Kacprowi Tomasiakowi
Kadra polskich skoczków narciarskich, choć miała swoje treningi przed sobotnim konkursem olimpijskim na dużej skoczni (14 lutego) w Predazzo, to z wypiekami na twarzy oglądała rywalizację w łyżwiarstwie szybkim w Mediolanie, gdzie o medal walczył Władimir Siemirunnij. Było gorąco, bo mieliśmy do czynienia z polsko-czeską rywalizacją.

W Mediolanie szalał Władimir Siemirunnij. On po swoim biegu prowadził, ale po Polaku jechały jeszcze trzy pary. Z grona sześciu zawodników wyprzedził go jedynie jeden. To Czech - Metodej Jilek.
Po przejeździe Siemirunnija w polskim obozie skoczków zapanowała radość, ale Michal Doleżal, który jest trenerem Kamila Stocha, przestrzegał przed Metodejem Jilkiem. I się nie mylił.
Maciej Maciusiak: chcieliśmy tego medalu w Mediolanie
- Jak Władek jechał, to jeszcze byliśmy w pokojach, ale kiedy na lodzie pojawiła się reszta zawodników, to byliśmy na rozgrzewce. Kibicowaliśmy jednak mocno. Gratulacje dla Władka. Nie mamy często okazji, by oglądać łyżwiarstwo szybkie. "Dodo" nam powiedział, że Czech będzie mocny i rzeczywiście wyprzedził on naszego zawodnika. Mamy kolejny medal i z tego się cieszymy - mówił Maciej Maciusiak, trener polskiej kadry skoczków, po piątkowym treningu.
Chcieliśmy tego medalu w Mediolanie, bo też zmniejszy zainteresowanie Kacprem Tomasiakiem. Rozmawialiśmy o tym nawet z rodzicami Kacpra. Oni wyczekiwali medalu poza skocznią, by uwaga nie koncentrowała się tylko na ich synu. To my rozwiązaliśmy worek z medalami, ale kibicowaliśmy też innym. Mam nadzieję, że tych medali jeszcze przybędzie
Po piątkowym treningu przyznał on, że Polaków z pewnością nie będzie w gronie wielkich faworytów na dużej skoczni, ale jednak zaznaczył, że igrzyska rządzą się swoimi prawami.
Z Predazzo - Tomasz Kalemba, Interia Sport













