Małysz zablokowany. Wielki zwrot akcji. Działacz odpowiada prezesowi
- Czy pan myśli, że te półtora miesiąca spowoduje, że będzie katastrofa? Więc ja panu gwarantuję: nie będzie żadnej katastrofy. Myśli pan, że w półtora miesiąca ktoś przyjdzie i cudowną różdżką uderzy w stół i nagle będziemy mieć grad medali we wszystkich dyscyplinach? Nie będzie tego, to będzie inny fachowiec. Fachowców jest teraz wszędzie dużo - mówi w rozmowie z Interią Wojciech Gumny, wiceprezes PZN w sprawie dotyczącej Stefana Horngachera.

Artur Gac, Interia: Rzeczywiście zapanowała taka jednomyślność w zarządzie Polskiego Związku Narciarskiego w sprawie wstrzymania procesu zatrudnienia Stefana Horngachera?
Wojciech Gumny, wiceprezes PZN: - A ja nie wiem, czy Horngachera. Nie komentuję, czy to był Horngacher, czy ktoś inny. Tak, zapanowała jedność, ale tu nie o jedność chodzi, tylko o tak zwaną kulturę w biznesie, w polityce, czy w sporcie. Wie pan, jak ktoś odchodzi, to nie można zostawiać kontraktów wieloletnich nowemu zarządowi, nowemu prezesowi, czy nowemu- staremu, bo jeszcze nie wiadomo, jak będzie. Taka polityka była stosowana cztery lata temu i osiem lat temu, taki jest standard.
Ja będę akurat operował nazwiskiem. Więc pytanie jest takie, czy Horngacher, który w tym momencie jest dostępny, będzie dostępny też za dwa miesiące?
- No tak, tylko w momencie jak podpisuje się kontrakty długoletnie, to zostawia się je nowemu zarządowi. Jest pewnego rodzaju etyka w biznesie, tak? Nikt nie mówi i nikt nie twierdzi, że my nie potrzebujemy takiej osoby. Tylko takie są zasady. Takie same były w poprzednich latach. Nie można dzisiaj zaciągnąć zobowiązania i zostawić go nowemu zarządowi. Nie można robić takich rzeczy, bo przyjdzie nowy zarząd i powie "przepraszam, zostawili nas tutaj z tym" i wtedy co? Ktoś następny może mieć inną wizję, więc takich rzeczy się nie robi.
W takim sporcie, jak skoki narciarskie, gdzie specjalistów pokroju Horngachera nie ma na pęczki, dwa miesiące to pewne ryzyko. Jeśli Austriak podejmie pracę w innej federacji, zostaniecie z gigantycznym problemem.
- A dlaczego z gigantycznym? Wie pan, mamy medale olimpijskie.
Medale olimpijskie mamy, ale cały sezon Pucharu Świata był do bani. Nie licząc igrzysk, praktycznie była jedna wielka katastrofa.
- Oczywiście, że tak, natomiast moje zdanie jest także zdaniem zarządu. Ja go nie wypowiadam tak sobie, tylko to jest zdanie wszystkich członków zarządu. I tak to będzie wyglądać.
Pan będzie kandydował na stanowisko prezesa?
- Nie, nie, nie.
Jeszcze się pan waha, czy już definitywnie?
- Nie, ja nie będę kandydował na stanowisko prezesa. Nie jest to moim marzeniem, choć to bardzo wielki zaszczyt, ale ja spełniam się w tym, co robię do tej pory. Wystarczy mi to i więcej nie potrzebuję.
A w przyszłym zarządzie, rozumiem, chciałby pan też pozostać?
- Wie pan co, jeszcze rozważam, choć myślę, że chciałbym, bo jest bardzo dużo pracy. Na tę chwilę to jeszcze nie jest moja decyzja. Pierwsze musimy mieć rankingi, których jeszcze nie mamy, musimy mieć podział głosów, bo też tego nie mamy. Dopiero jak to wszystko będziemy wiedzieć, będziemy podejmować decyzje, a najpierw musimy mieć podsumowanie. Myślę, że w najbliższym czasie na zarządzie takie podsumowanie się pojawi. Wówczas będziemy wszystko wiedzieć czym dysponujemy, jakie są podziały sił i tak dalej.
Zmierzam do tego, że was-działaczy nie ma znowu tylu, więc wyobrażam sobie, że w jakiejś skali nadal pozostaniecie działaczami. Wobec czego argument, by nie podejmować decyzji przed utworzeniem nowego zarządu, jest trochę dyskusyjny, bo w pewnym gronie to wy nadal będziecie stanowić o jego obsadzie.
- Pewnie tak, pewnie nie. Wie pan, zawsze będą zmiany. Ja panu powiem, że na pewno będą zmiany. Przyszły zarząd na pewno nie będzie taki sam jak jest teraz. To panu mogę zagwarantować.
Zacznie się wszystko od osoby prezesa?
- Mówię o zarządzie. Prezes powiedział, że się określi.
A życzyłby pan sobie, żeby prezes Adam Małysz chciał ubiegać się o reelekcję?
- Adam jest wybitnym sportowcem i moim kolegą, ale najpierw decyzja należy do niego.
Ale nie odpowiedział mi pan na pytanie.
- Będziemy popierać najlepszego kandydata.
Czyli odpowiada pan wymijająco. W każdym razie w tej przedmiotowej sprawie, o której właśnie rozmawiamy, wynika wprost z oświadczenia Adama Małysza, że nie poparliście go w sprawie Horngachera.
- Ale jak nie poparliśmy Horngachera? Nie było żadnej kłótni, nie było nic, my stosujemy się do tego, co było zawsze. Adam to wie i Adam to zrozumiał, napisał tylko takie oświadczenie i tyle. Nie ma tu żadnych rozbieżności między nami. Stanowisko było jasne, czytelne, jest zero napięć i konfliktów.
Czyli decyzja odnośnie poszerzenia sztabu najwcześniej zapadnie w czerwcu?
- Decyzję podejmie nowy zarząd.
Czyli w czerwcu.
- Tak jest, oczywiście. Nowy zarząd będzie sobie kierował wszystkim na kolejne lata. Trzeba przedstawić cały projekt i program, bo jak pan słusznie zauważył i ładnie to powiedział, ten sezon był do bani w skokach, do bani w biegach, do bani w kombinacji norweskiej i tak byśmy mogli wymieniać. Pola do różnego rodzaju działalności jest dużo i to teraz dla nas kluczowa rzecz, żebyśmy to poprawili, bo gdzieś coś brakuje.
Najbliższy zarząd PZN-u zaplanowany jest na 22 kwietnia. Jest opcja, że tego dnia nagle się okaże, że zmienicie stanowisko, a Małysz ogłosi Horngachera?
- To nie jest możliwe. Decyzja jest ostateczna. Ale wie pan, ja bym tu nie widział sensacji, choć wszyscy zrobili z tego aferę. Proszę pana, to jest półtora miesiąca czasu. Czy pan myśli, że te półtora miesiąca spowoduje, że będzie katastrofa albo nie będzie katastrofy? Więc ja panu gwarantuję: nie będzie żadnej katastrofy. Wszystko będzie funkcjonować, sztaby będą funkcjonować, zawodnicy będą trenować. A pan myśli, że w półtora miesiąca ktoś przyjdzie i cudowną różdżką uderzy w stół i nagle będziemy mieć grad medali we wszystkich dyscyplinach? W sporcie to tak nie działa. Zresztą pan jest większym fachowcem niż ja, więc nie muszę tego tłumaczyć.
Oczywiście cudownej różdżki nie będzie, tylko ja mam wątpliwości, czy za prawie dwa miesiące wasz wymarzony fachowiec będzie jeszcze dostępny na rynku.
- Proszę pana, nie będzie tego, to będzie inny fachowiec. Fachowców jest teraz wszędzie dużo i tyle. Na pewno sobie poradzimy.
Rozmawiał Artur Gac
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl












