Małysz naprawdę ogłasza. To może być koniec. Komunikat poszedł w Polskę
Niewykluczone, że Polski Związek Narciarski czekają w najbliższym czasie poważne zmiany, by nie powiedzieć trzęsienie ziemi. Już za kilka miesięcy może bowiem nastąpić koniec pracy Adama Małysza w roli prezesa federacji. Sam zainteresowany potwierdził to w rozmowie z portalem WP Sportowe Fakty, dzieląc się swoimi refleksjami i rozterkami. - Muszę się głęboko zastanowić, czy jest sens, bym dalej był prezesem Polskiego Związku Narciarskiego. Wybory mamy już w czerwcu - przyznał "Orzeł z Wisły".

W 2011 roku zakończył karierę skoczka, po czym oddał się na moment swojej drugiej wielkiej pasji, jaką są rajdy samochodowe. Szybko wrócił jednak do dyscypliny, która przysporzyła mu rzeszę fanów, obejmując w 2016 roku funkcję dyrektora-koordynatora do spraw skoków narciarskich i kombinacji norweskiej w Polskim Związku Narciarskim. Aż w końcu w 2022 został jednogłośnie wybrany na nowego sternika naszej federacji, przejmując pałeczkę od swojego byłego trenera - Apoloniusza Tajnera po jego długiej 16-letniej kadencji.
Droga, którą przebył Adam Małysz, wydaje się w pełni naturalna. Choć czym innym jest bicie kolejnych rekordów na światowych skoczniach, a czym innym praca w gabinecie dyrektora, pełna ścigających terminów, dokumentów do podpisania i decyzji, które trzeba podjąć.
Adam Małysz ujawnia. Możliwa zaskakująca decyzja
Adam Małysz zdaje się mieć już dość takiego funkcjonowania i nie wyklucza rozstania się z fotelem prezesa wraz z końcem obecnej kadencji, która wygasa już za kilka miesięcy, co jasno ogłosił w rozmowie z portalem WP Sportowe Fakty.
Muszę się głęboko zastanowić, czy jest sens, bym dalej był prezesem Polskiego Związku Narciarskiego. Wybory mamy już w czerwcu
A zapytany o powody takich dywagacji, dodał: - Wiele jest elementów, które zupełnie mi się nie podobają, a nie jestem już na tym etapie życia, bym musiał robić rzeczy, które nie sprawiają mi przyjemności. Poza tym nie chcę być na świeczniku, gdy nie robię tego z pasją. To jest bardzo trudne.
Adam Małysz podkreślił przy tym, że mocno dał mu się we znaki pełen napięć zamęt związany z tegorocznymi igrzyskami olimpijskimi, ale nie tylko. Życie prezesa nie jest bowiem łatwe, dlatego "Orzeł z Wisły" odczuł na sobie zderzenie z zupełnie nową dla siebie rzeczywistością.
- Oj tak. I nie chodzi tylko o ostatnie trzy tygodnie, ale całe cztery lata. Działaczowskie życie, wewnętrzne gierki i siedzenie za biurkiem nie do końca jest w moim stylu. Jestem zły, że nie miałem czasu pojeździć z chłopakami na zawody, by pomagać im na miejscu. Muszę przyznać, że w roli dyrektora sportowego stojącego pod skocznią czułem się dużo lepiej - przyznał otwarcie Adam Małysz.
Czas pokaże, jaką decyzję podejmie ostatecznie prezes Polskiego Związku Narciarskiego, który miał ostatnio sporo powodów do radości z powodu medali, które przywieźli z Włoch Kacper Tomasiak, a także Paweł Wąsek.












