Reklama

Reklama

Małysz: Na imprezę integracyjną nie było czasu

Jak wyglądało zgrupowanie sztabu skoczków narciarskich, jakie w Wiedniu zorganizował nowy pierwszy trener Thomas Thurnbichler, dlaczego kadra A została ograniczona do pięciu skoczków i skąd wybór Krzysztofa Miętusa na polskiego asystenta Thurnbichlera - o tym wszystkim opowiedział Interii dyrektor koordynator ds. skoków narciarskich i kombinacji norweskiej PZN Adam Małysz.

Adam Małysz: Thurnbichler zabrał nas na golfa. Trener też może uprawiać sport

Michał Białoński, Interia: Jakie ma pan wrażenia po zgrupowaniu trenerów PZN, jakie w Wiedniu zorganizował Thomas Thurnbichler i jego asystenci?

Adam Małysz, dyrektor koordynator ds. skoków narciarskich i kombinacji norweskiej  PZN: Przyjechaliśmy w poniedziałek na obiad. Po nim mieliśmy wykłady aż do wieczora. Thurnbichler i Marc Noelke pokazywali różne rozwiązania, prezentowali model współpracy. We wtorek już o siódmej rano była pobudka, śniadanie, a po nim poszliśmy pieszo na pobliskie pole golfowe. Przez godzinę próbowaliśmy tej gry, aby pokazać, że trener też może uprawiać sport (śmiech). Oczywiście sport innego rodzaju.

Reklama

Co było później?

- O godz. 9 zaczęły się wykłady, rozmowy, prezentacje. Z przerwą obiadową trwały do godz. 18. Następnie mieliśmy kolację, a w środę przed południem był czas na luźniejsze rozmowy i dyskusje. Padały odpowiedzi na pytania od trenerów i fizjoterapeutów. Fizjoterapeuci również mieli swoją prezentację, którą przygotowali razem z Thomasem i z Markiem Noelke.

Swoje zebranie mieli też serwismeni ze swym austriackim współpracownikiem, który mieszka w Krakowie (Mathias Hafele - przyp. red.). Omawiali sprawy sprzętowe, konieczność wniesienia w nich popraw. Było też podsumowanie poprzedniego sezonu. Każdy mógł się wypowiedzieć, co o nim myśli, o błędach, jakie zostały popełnione, skąd się pojawił kryzys. Wszyscy byli bardzo zadowoleni z tego spotkania. Jego kontynuacja nastąpi, pewnie w innej formie, na przykład podczas wspólnych zgrupowań kadr. Omawiane będzie to, co się wydarzyło podczas treningów i plan na przyszłość.

Ale Thurnbichler i jego ludzie "sprzedali" coś z praktycznej wiedzy, czego nasi trenerzy nie znali?

- Jak najbardziej tak. Deklaracja z ich strony i nacisk ze związku były takie, że kadra Thurnbichlera ma się zająć nie tylko kadrą skoczków, ale też rozwojem trenerów klubowych i szkolnych, ze szkół mistrzostwa sportowego. W SMS-ach jest cały czas dużo rzeczy do poprawy.

Thurnbichler na polskiego asystenta wybrał Krzysztofa Miętusa. Dlaczego akurat jego?

- Austriacy chcieli mieć jedną osobę w Zakopanem, a drugą w Beskidach, by miał kto się zająć skoczkami, którzy nie pojadą na zgrupowanie, czy na zawody. Na Krzyśka wypadło dlatego, że w Beskidach jest bardzo mało trenerów. On już ma rozeznanie, jak to funkcjonuje, bo był w kadrze juniorów.

Czy nastąpiła integracja wśród trenerów, żeby nie dochodziło do podziałów: Austriacy kontra Polacy?

- Na początku było dziwnie. Trenerzy się musieli poznać. Na koniec nie było już takiego podziału. Natomiast nie było szans na imprezę integracyjną. Terminarz był tak napięty, że szkoda mówić.

Podział na kadry A i B nastąpił. Kto oprócz czwórki olimpijczyków wszedł do tej pierwszej?

- Jest w niej jeszcze Kuba Wolny. Jadę na zgrupowanie w Krakowie. Zobaczę, jak to funkcjonuje.

Czyli pięciu, a nie sześciu zawodników w kadrze A?

- Miało być sześciu, ale trenerzy uznali, że szóste miejsce pozostawią luźne, by perspektywa awansu do kadry A była motywacją dla zawodników z kadry B i junorskiej.

Kamil Stoch zaczął trenować z Thomasem Thurnbichlerem na zgrupowaniu w Krakowie?

- Tak miało być. Skoczkowie pracują nad rozwojem ogólnym, akrobatyką.

Czytaj też: Nietypowy trening skoczków pod okiem Thurnbichlera! Żyła w locie, w krótkich spodenkach!

Adam Małysz: Nie przepadam za Włochami

Majówkę wraz z żoną spędził pan we Włoszech, m.in. w Wenecji. Pani Izabela nie naciąga do przeprowadzki na okres późniejszej młodości do Italii?

- Raczej nie. Powiem szczerze, że nie przepadam za Włochami.

Są zbyt ciepłe?

- Nie o to chodzi. 

Długopolski: Kamil Stoch przeżywa trudne chwile

Morze jeszcze za zimne, by się w nim moczyć?

- Nie sprawdzaliśmy. W Wenecji byliśmy tylko jeden dzień. Później pojechaliśmy na południe, do Toskanii. Tam żeśmy zwiedzali. I trochę kilometrów "rąbnąłem", jak zwykle. Ponad trzy tysiące kilometrów.

Co to jest dla byłego rajdowca.

- Zwłaszcza, że było bardzo ładnie i pogoda dopisała.

Rozmawiał: Michał Białoński, Interia

Czytaj także: Adam Małysz zdradził, jak spędza majówkę

Co z kadrą skoczków? Małysz przerwał ciszę po zarządzie PZN-u

Adam Małysz: Nie przypuszczałem, że Stoch z Żyłą mogą się tak zachować

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL