Reklama

Reklama

Maciej Kot w Wiśle: Nie mogę powiedzieć, co testujemy

Maciej Kot zwyciężył wraz z kolegami w sobotnim konkursie drużynowym letniej Grand Prix w Wiśle. W niedzielę był 11. w konkursie indywidualnym. - Jest blisko czołówki, więc nie ma powodów do niepokoju - podsumował swoje występy na skoczni im. Adama Małysza.

Kot nie jest zmartwiony faktem, że nie załapał się do czołowej dziesiątki.

Reklama

- Nie było tu wielkich oczekiwań wynikowych. Można powiedzieć, że w ogóle nie było oczekiwań. Taki był plan, żeby skakać zadaniowo i eliminować błędy psychiczne, które pojawiały się w zimie - wyjaśnił.

- Pod tym względem to był naprawdę dobry weekend. Pojawiły się całkiem niezłe skoki, poziom był stabilny. Jeszcze jest dużo pracy do zrobienia, żeby osiągnąć zadowalający poziom skoków. Jest blisko czołówki, więc nie ma powodów do niepokoju - podkreślił.

Co najbardziej ucieszyło naszego skoczka? - Najważniejszy element, czyli pozycja dojazdowa, była dobra w każdym skoku. W sobotę miałem trochę gorszy dzień fizycznie. Cały czas jesteśmy w treningu, do tego doszedł upał, który dodatkowo męczy. Na niedzielę trochę zmodyfikowałem rozgrzewkę, żeby inaczej rozłożyć siły - powiedział Kot.

- Kamil z Piotrkiem i Dawidem pokazali, że mimo tych treningów można walczyć. Kiedy zaczniemy zmniejszać dawki treningowe przed zimą, przyjdzie świeżość i wszystkie parametry powinny iść do góry - zaznaczył.

Polscy skoczkowie, jak wszystkie drużyny, pracują nad ulepszaniem sprzętu, by na tym poziomie też mieć przewagę nad innymi.

- Pierwszą fazę testów skończyliśmy. Drugi moment, gdy będzie można coś przetestować, będzie we wrześniu lub październiku, ale nie chcemy też zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę. Oczywiście nie mogę powiedzieć, co testujemy. Chcemy iść cały czas do przodu - podkreślił Kot.

Z Wisły Waldemar Stelmach

Dowiedz się więcej na temat: maciej kot | skoki narciarskie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje