Reklama

Reklama

Maciej Kot - eksplozja uśpionego talentu

Przez lata był w cieniu wielkich mistrzów Adama Małysza i Kamila Stocha. Teraz jego talent wreszcie eksplodował. W Lillehammer Maciej Kot po raz pierwszy w karierze stanął na podium Pucharu Świata w konkursie indywidualnym. Na taki sukces czekał dziewięć długich lat. Kto by pomyślał, że niespełna dwa lata temu rozważał zakończenie sportowej kariery.

Wszystko zmieniło się, kiedy "Biało-czerwonych" objął Austriak Stefan Horngacher, który zastąpił na stanowisku trenera Łukasza Kruczka. Już w lecie Maciej Kot pokazał, że ta zmiana i jemu wyszła na dobre. Zawodnik AZS Zakopane wygrał klasyfikację generalną Letniej Grand Prix z dużą przewagą, a złożyły się na to zwycięstwa w pięciu konkursach. Skoki narciarskie na igielicie to jednak nie to samo, co na śniegu. Polscy kibice, po dwóch latach bez sukcesów, czekali z niecierpliwością na start nowego sezonu i na efekty pracy Horngachera. To co demonstrują Orły przeszło najśmielsze oczekiwania. Kamil Stoch wraca na szczyt. Wyborną formę z lata utrzymuje Maciej Kot. Pozostali nasi reprezentanci również prezentują się bardzo dobrze. W Klingenthal po raz pierwszy w historii "Biało-czerwoni" wygrali konkurs drużynowy PŚ nokautując takie potęgi jak Niemcy, Austria czy Norwegia.

"Nowa myśl szkoleniowa, nowa organizacja i też zmiana naszej mentalności, podejścia do treningów, zawodów i samych sukcesów. To pociągnęło za sobą całą masę zmian, jeśli chodzi o organizację i nawet techniczne wykonywanie skoków. Teraz rzeczywiście skaczemy w trochę inny sposób. Nad innymi rzeczami się koncentrujemy. Myślę, że to przynosi rezultaty i atmosfera w grupie jest naprawdę bardzo dobra, wiemy co mamy robić. Każdego dnia ciężko pracujemy. Mam nadzieję, że to wszystko będzie skutkować tym, że po sezonie będziemy mogli usiąść i powiedzieć, że jesteśmy z niego zadowoleni" - mówił Maciej Kot po powrocie z Lillehammer.

Indywidualnie Maciej Kot był blisko podium w Kuusamo, Klingenthal i pierwszym konkursie w Lillehammer. Prześladowała go "piątka". Takie lokaty zajmował w Finlandii, Niemczech i Norwegii. Niewiele brakowało, żeby wreszcie poprawił swój najlepszy wynik w karierze ustanowiony jeszcze w sezonie 2013/2014. Wydawało się, że tej bariery nie złamie także podczas drugiego konkursu na skoczni Lysgardsbakken, bo po pierwszej serii był... piąty. Tym razem jednak było inaczej. Maciej Kot w końcu wywalczył upragnione podium! Lepszy okazał się od niego jedynie kolega z reprezentacji Kamil Stoch. Dublet "Biało-czerwonych"! Poprzednio taka sytuacja miała miejsce trzy lata temu w Engelbergu, kiedy wygrał Jan Ziobro, a Kamil Stoch był drugi.

"Długo na to podium czekałem, więc ten smak jest tym lepszy. Cierpliwość została wynagrodzona. Do tego podium w towarzystwie kolegi z reprezentacji, to coś wspaniałego. Mamy wszyscy wysokie oczekiwania, ale staram się do tego podchodzić spokojnie, bo to dopiero początek sezonu. Jeszcze sporo do poprawy i do zrobienia, bo najważniejsze konkursy dopiero przed nami. Trzeba o tym pamiętać i inteligentnie rozkładać siły i podchodzić do tego, co teraz się dzieje, ze spokojem i dystansem" - podkreślił Maciej Kot.

Lata pracy, wyrzeczeń, wzlotów i upadków, wreszcie przyniosły efekty. Aż trudno teraz uwierzyć, że niespełna dwa lata temu Maciej Kot rozważał zakończenie sportowej kariery. Na szczęście nie rzucił nart w kąt.

Swoją przygodę ze skokami zaczął w wieku 10 lat pod okiem trenera Kazimierza Długopolskiego. Zadebiutował w Pucharze Świata w 2007 roku, a do kadry powołał go Hannu Lepistoe. Zdobywał medale mistrzostw świata juniorów, ale talentu nie potwierdzał w seniorach. Przez cztery pierwsze sezony nie zdobył ani jednego punktu. Dopiero w 2011 roku w Lillehammer w końcu mu się to udało (19. miejsce). Potem było już lepiej, ale bez błysku. Miał opinię solidnego zawodnika, który regularnie punktuje w zawodach i robi "swoje" w drużynówce. To z kolegami z zespołu cieszył się z brązowego medalu mistrzostw świata w konkursie drużynowym w 2013 roku w Val di Fiemme. Rok później na igrzyskach olimpijskich w Soczi Polacy z Maciejem Kotem w składzie zajęli czwarte miejsce. Indywidualnie w olimpijskich konkursach był 7. i 12.

Sezonu poolimpijskiego nie wspomina miło. Słabe wyniki, a także głośno wypowiadana krytyka pod adresem trenera Łukasza Kruczka, spowodowały, że został odsunięty od pierwszej reprezentacji. Nie pojechał na mistrzostwa świata do Falun. To właśnie wtedy jego kariera sportowa znalazła się na zakręcie. Nie poddał się. W kolejnym sezonie odżył, zdobył pucharowe punkty, choć znów brakowało mu spektakularnych osiągnięć.

Sympatyczny, elokwentny, często udzielający się w mediach społecznościowych sportowiec, teraz pokazuje na co go naprawdę stać.

Reklama

Autor: Robert Kopeć


Dowiedz się więcej na temat: maciej kot | Stefan Horngacher | PŚ w skokach narciarskich

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy