Reklama

Reklama

Łukasz Kruczek przed 64. Turniejem Czterech Skoczni

Trener polskiej kadry skoczków narciarskich Łukasz Kruczek przyznał, że konkurs inauguracyjny w Oberstdorfie bywa największym wyzwaniem dla zawodników w Turnieju Czterech Skoczni.

64. edycja tradycyjnych zawodów rozpocznie się w poniedziałek kwalifikacjami do zawodów w niemieckim Oberstdorfie.

Reklama

Szkoleniowiec krótko scharakteryzował cały turniej: - Cztery konkursy rozgrywane w krótkich odstępach czasu na różnych skoczniach. Dosyć duże wyzwanie logistyczne, gdyż trzeba się przemieszczać, a na przestrzeni 10 dni mamy tylko jeden dzień wolny.

Według niego, każde z czterech zawodów są charakterystyczne na swój sposób, choć różnice między skoczniami w przeszłości były większe. - Teraz obiekty są zbliżone, choć mimo wszystko każdy jest inny - zaznaczył.

Lider polskiej kadry Kamil Stoch ocenił, że wszystkie cztery areny TCS - także w Garmisch-Partenkirchen w Niemczech oraz austriackich Innsbrucku i Bischofshofen - są dosyć przyjemne.

- Nie są ani zbyt trudne, ani zbyt łatwe, natomiast zawsze powtarzam, że jeżeli jest się w dobrej dyspozycji, to każda skocznia może być bardzo przyjazna - przyznał.

Jak dodał, na wszystkich obiektach skacze się podobnie, panuje miła atmosfera, a największym wyróżnikiem TCS spośród innych zawodów jest to, że do końcowych wyników sumuje się nie dwie, a aż osiem prób.

Kruczek poinformował, że do TCS kadrowicze przygotowują się jak do każdych innych konkursów. - Tu nie ma żadnej różnicy, to są dla nich normalne zawody wliczane do punktacji Pucharu Świata, chociaż oczywiście bardzo prestiżowe - podkreślił.

Już tradycyjnie przełom roku to rywalizacja w Ga-Pa, więc skoczkowie podobnie jak w latach ubiegłych nie będą mieli okazji do świętowania.

- To są ich normalne dni pracy. Sylwester jest dniem kwalifikacji, a Nowy Rok - konkursowym. Zawodnicy nie są ludźmi, którzy się normalnie bawią, nie po to tam jadą. Oni są profesjonalistami i w ten sposób podchodzą do swoich zadań - zwrócił uwagę trener.

Jego słowa potwierdził podwójny mistrz olimpijski z Soczi. - Jest oczywiście oficjalna kolacja, ale generalnie nie różni się od takiej spożywanej codziennie na każdym zgrupowaniu czy zawodach, choć atmosfera jest może nieco bardziej podniosła, miła. Dla nas to nic specjalnego, więc jak zwykle kładziemy się do łóżek około 10 czy 11 wieczorem. Oczywiście są tacy, którzy czekają do 12, aby powitać Nowy Rok, ale zazwyczaj zaraz po północy idą spać, ponieważ już o 9 rano trzeba być gotowym do treningu - tłumaczył Stoch.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje