Reklama

Reklama

Łukasz Kruczek ocenił drużynowy konkurs skoków na MŚ

- Zawodnicy mieli proste zdanie - skakać normalnie. Tego się trzymaliśmy. Wystarczy skakać normalnie, to święta zasada naszej dyscypliny - podkreślił Łukasz Kruczek, trener naszej "brązowej" drużyny z mistrzostw świata w Falun.

- Każdy z nas skakał normalnie i mamy elegancki wynik - powiedział po zawodach Piotr Żyła.

Reklama

Biało-czerwoną drużynę oprócz niego tworzyli: Klemens Murańka, Jan Ziobro i Kamil Stoch. Z ośmiu oddanych łącznie przez nich skoków, tylko jeden - Ziobry w pierwszej serii - można nazwać słabszym. W pozostałych Polacy prezentowali się dobrze lub nawet bardzo dobrze, jak Murańka w drugiej, a Stoch w pierwszej swojej próbie.

Zawody zdominowali Norwegowie, a drugie miejsce zajęli Austriacy.

- Jak popatrzymy na cały przebieg konkursu, to, może poza Norwegami, każda drużyna zaliczyła wpadkę. U nas mówi się, że najsłabszy był skok Jaśka, ale w sumie to nie do końca prawda. Na progu owszem popełnił duży błąd, ale w locie zachował się bardzo dobrze i wywalczył co tylko się dało - ocenił szkoleniowiec.

- Wiedzieliśmy, że jest w nas na tyle mocy, by ten medal zdobyć. Nie chcieliśmy jednak mówić o tym przed zawodami - dodał Ziobro.

Od zwycięzców "Biało-czerwoni" zgromadzili o 22,4 pkt mniej. Srebrny medal był jednak blisko. Do Austriaków zabrakło 5,1 pkt.

- Przyznaję, że po finałowym skoku Kamila pojawiła się zarówno radość, jak i lekkie rozczarowanie. Skok był na tyle dobry, że dał medal, ale po chwili pomyślałem +kurczę, troszkę zabrakło+. Patrząc jednak na to na spokojnie, to na tego typu imprezach medal sam w sobie jest najważniejszy - powiedział Kruczek.

Polacy tym samym powtórzyli osiągnięcie sprzed dwóch lat. W Val di Fiemme, w dramatycznych okolicznościach, również zajęli trzecie miejsce.

- Chyba dzisiejszy sukces smakuje lepiej, bo zdecydowanie trudniej wywalczony. W Predazzo oczywiście też nie było łatwo. Konkurs się skończył i byliśmy bez medalu. Ten brąz pojawił się chwilę później (po dyskwalifikacji Austriaków - przyp. red.). Tutaj natomiast mierzyliśmy się z wielkimi oczekiwaniami i dlatego jest cenniejszy - przyznał trener.

Po pierwszej serii w Falun jego podopieczni byli na czwartej pozycji. Na skoczni panowały trudne warunki i wcześniejsze zakończenie konkursu nie było wykluczone.

- Tylko przez moment się tego obawiałem, bo tak naprawdę w drugiej serii warunki były lepsze. Jak się już zaczęła, to wiedziałem, że zostanie przeprowadzona do końca - podkreślił Kruczek.

W serii finałowej apetyty polskich kibiców na dobry wynik wzrosły już po pierwszej grupie skoczków, gdy Żyła doleciał do 123. metra i zespół awansował na trzecie miejsce. W jeszcze lepsze nastroje licznie zgromadzonych fanów w biało-czerwonych barwach wprowadził Murańka. Miał najlepszą próbę w swojej grupie - 128 m i Polska w klasyfikacji zawodów znalazła się na drugiej pozycji.

- W pewnym sensie skok Klimka dał nam ten medal. Konkurs jednak nie był spokojny. Szybko się zmieniał wiatr, na zeskoku były turbulencje. Wszystko się mogło zdarzyć i na rozstrzygnięcie trzeba było czekać do ostatniego skoku - zaznaczył Kruczek.

Z drużyny, która stała na podium w Predazzo zostali tylko Stoch i Żyła. Murańka i Ziobro na imprezie tej rangi debiutowali.

- Dwa razy w tym sezonie w konkursach drużynowych nie byliśmy w drugiej serii i ciężko było zebrać odpowiednią grupę. Do tych mistrzostw nie mieliśmy czterech zawodników, którzy byliby w stanie walczyć o czołowe lokaty. Do Falun zabrałem tych, którzy w moim odczuciu byli w najlepszej formie - przyznał szkoleniowiec.

Mistrzostwa dla "Biało-czerwonych" zaczęły się nie najlepiej. Oczekiwań nie spełniał Stoch, który na normalnym obiekcie był 17., a na dużym 12.

- W konkursach indywidualnych trochę zawiedliśmy, ale jako drużyna jesteśmy silni. Na pewno będziemy wyjeżdżać z Falun w innych nastrojach niż gdybyśmy tego medalu nie mieli - podsumował Kruczek.

Z Falun - Wojciech Kruk-Pielesiak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje