Reklama

Reklama

Łukasz Kruczek liczył się z dymisją

Trener polskich skoczków narciarskich Łukasz Kruczek przyznał, że po nieudanym początku sezonu liczył się z dymisją. Zachował jednak stanowisko, a trzy miesiące później jego podopieczni zdobyli dwa medale mistrzostw świata.

W czwartek w Predazzo Kamil Stoch triumfował indywidualnie, a w sobotę razem z kolegami stanął na najniższym stopniu podium konkursu drużynowego. Medal MŚ w zmaganiach zespołowych polscy skoczkowie zdobyli po raz pierwszy w historii. Kruczek przyznał, że ma on dla niego wyjątkową wartość.

- Medal indywidualny pokazuje doskonałość jednego zawodnika. Medal w konkursie drużynowym pokazuje natomiast potencjał całego zespołu. Cieszyć oczywiście należy się z obu i nie chcę umniejszać sukcesu Kamila, ale z punktu widzenia szkoleniowego ten drugi pewnie jest cenniejszy - ocenił.

Reklama

Liderem reprezentacji jest Stoch, ale zawodnik przy każdej okazji powtarza, że sukcesy w drużynie są możliwe tylko wtedy, gdy wszyscy reprezentują wysoki poziom. Kruczek się z nim zgadza i przywołuje czasy, gdy rywalizował Adam Małysz.

- Mieliśmy świetnego Adama i całą resztę przeciętnych zawodników, do których sam się zaliczałem. Wtedy medal w drużynie pozostawał tylko w sferze marzeń - podkreślił.

Na jego spełnienie "Biało-czerwoni" mieli szansę przed dwoma laty w Oslo, kiedy zaczął ujawniać się olbrzymi potencjał Stocha. Ostatecznie jednak zajęli piąte miejsce i nie kryli rozgoryczenia decyzją sędziów, którzy zawody zakończyli już po pierwszej serii.

- Wtedy może nie mieliśmy potencjału, żeby wskoczyć na podium dzięki jakości sportowej. Warunki na skoczni były jednak tak loteryjne, że mogliśmy liczyć na łut szczęścia - zaznaczył Kruczek.

Początek sezonu 2012/13 w wykonaniu Polaków był słaby. W Lillehammer i Kuusamo żaden nie zdołał ukończyć zawodów w pierwszej 20. W Finlandii rozegrano także zmagania drużynowe, a "Biało-czerwoni" zajęli wtedy 11. miejsce. Po sukcesach w Val di Fiemme Kruczek nie uważa jednak, że udało mu się wziąć rewanż na tych, co wtedy nawoływali do jego dymisji.

- To jest normalne w sporcie i ja się temu nie dziwiłem. Kto był w Kuusamo ten słyszał, że taka opcja też wchodziła w grę. Czasem jednak po prostu chyba tak jest, że efekty nie przychodzą tak szybko, jak by się chciało - powiedział.

Kolejnym, naturalnym celem skoczków są przyszłoroczne igrzyska olimpijskie w Soczi. Kruczek zapewnił, że po ostatnich sukcesach reprezentacja nie spocznie na laurach.

- Nasza sytuacja rzeczywiście jest komfortowa, ale to nie zwalnia nas z robienia dalszych postępów. Kto się nie rozwija, tylko zadowala tym co jest, szybko zostaje wyprzedzony przez rywali - podkreślił.

Z Val di Fiemme Wojciech Kruk-Pielesiak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje