Liczby nie kłamią. Tak zgasł Kamil Stoch, nagle wpadł w dołek
Kamil Stoch przystępował do ostatniego sezonu w karierze pełen nadziei i z radością na twarzy. Powtarzał, że chce kończyć karierę na własnych warunkach. Nie przypuszczał chyba jednak, że dojdzie aż do takiego zderzenia z rzeczywistością. Lato dawało przecież nadzieję na to, że 38-latek może jeszcze zaskoczyć świat skoków narciarskich. I nawet początek sezonu tego nie wykluczał. Niestety Stoch zgasł i nie wiadomo, czy jeszcze wygrzebie się z dołka, w jaki wpadł.

W skrócie
- Kamil Stoch z entuzjazmem rozpoczął ostatni sezon kariery, jednak po obiecującym początku nagle stracił formę.
- Mimo prób powrotu do wysokiej dyspozycji oraz wsparcia kibiców, Stoch nie zdołał przełamać złej passy.
- Statystyki potwierdzają spadek skuteczności, a przyszłość Stocha w najważniejszych zawodach stoi pod znakiem zapytania.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Początek ostatniej zimy w karierze Kamil Stoch miał naprawdę bardzo udany. To była jedna z jego lepszych inauguracji w karierze. Tylko kilka razy w karierze zaczynał lepiej sezon.
W Lillehammer i Falun widzieliśmy Stocha jak za najlepszych lat. Była wielka dynamika i świetna technika, a przede wszystkim dalekie skoki. Coś jednak zgasło w Ruce, gdzie 38-latek zajął dopiero 37. miejsce. Niespełna tydzień później nie przebrnął kwalifikacji w Wiśle, a tam tysiące kibiców kupiło bilety po to, by pożegnać wielkiego mistrza. Na szczęście kolejnego dnia wystąpił w serii finałowej, ale zajął dopiero 27. pozycję.
Piękne słowa spikera przed skokiem Kamila Stocha. Uśmiech tłumiony ambicjami
Zapytany w Klingenthal, co bardziej na niego wpłynęło, to co się wydarzyło w Ruce, czy to, co się stało w Wiśle, odparł: - Nie wiem. To już nie ma znaczenia.
"Cieszmy się z każdego skoku Kamila Stocha, jaki możemy przeżyć na żywo, bo to ostatni start tego wielkiego skoczka w Klingenthal. To jest bowiem jego ostatni sezon w karierze" - mówił na Vogtland Arena spiker jeszcze przed pierwszym skokiem Stocha w piątek w Klingenthal.
W treningach, czy w serii próbnej Stoch potrafił oddawać dobre skoki. Tak w okolicach "15". Kiedy jednak przychodziło do serii punktowanych, coś się w nim zacinało, choć jeszcze w sobotę nie było tak źle, bo skończyło się na 20. miejscu.
- Zrobiłem mały krok do przodu, a najbardziej cieszę się z tego, że trzymałem się ścisłego planu na ten konkurs. Wykonałem zadanie - mówił Stoch po sobotnich zawodach.
Widać było u naszego skoczka większy luz, bo w Wiśle tak spinał się w locie, że aż gubił szyję. Ramiona bardzo szybko szły w kierunku głowy, a tak sztywny lot nie wróży niczego dobrego. W sobotę w Klingenthal wrócił jednak uśmiech.
On cały czas był tylko został niepotrzebnie stłumiony ambicjami. Czuję, że jest w porządku, ale nie chcę zapowiadać, co będzie. Najważniejsze, żeby teraz trzymać się planu i robić wszystko ściśle według wytycznych krok po kroku
Liczby nie kłamią. Jest źle
I przyszła niedziela. Już w kwalifikacjach nie było dobrze. Stoch otrzymał noty od 14,5 pkt do 15,5 pkt. W konkursie było nieco lepiej, ale do finału zabrakło zaledwie 0,3 pkt.
Nasz mistrz nie miał już ochoty, by tłumaczyć, co się stało. Tak pożegnał się z Klingenthal, a spiker nawet nie miał okazji powiedzieć, że to jego ostatni skok. Oby to była chwilowa zadyszka 38-latka, bo liczby nie kłamią. W czterech pierwszych konkursach tego sezonu zdobył 73 pkt., a w pięciu kolejnych 15. Tymczasem zaraz trzeba będzie ustalić skład na Turniej Czterech Skoczni, a za moment na igrzyska.
Z Klingenthal - Tomasz Kalemba, Interia Sport













