Legendarny trener już dzwonił w sprawie Tomasiaka. Mocne słowa
- Uczniowie opowiadali mi, że gdy Kacper wchodził do szatni i się przebierał, to z nikim nie rozmawiał, tylko w 100 proc. koncentrował się na zbliżającym się treningu. Zawsze wiedział, czego chce. Rezygnował z życia prywatnego, rodzinnego i różnych wyjazdów, by realizować plan - mówi w rozmowie z Interią Iwona Męcner, dyrektorka Szkoły Mistrzostwa Sportowego Szczyrk, której absolwentem jest wicemistrz olimpijski Kacper Tomasiak.

Piotr Jawor, Interia: Gdzie oglądała Pani poniedziałkowy konkurs skoków?
Iwona Męcner: - W internacie urządziliśmy strefę kibica i oglądaliśmy całą naszą społecznością, bo podobno współdzielona radość smakuje najlepiej.
Kiedy dotarło do Pani, że wasz absolwent został wicemistrzem olimpijskim?
- Kiedy zobaczyłam oficjalne wyniki, ale wielka nadzieja pojawiła się w sercu już po pierwszej serii. Czwarte miejsce było świetną pozycją startową, bo wiedzieliśmy, że Kacper to bardzo chłodno myślący człowiek. On już tak ma, że świetnie wykonuje powierzone zadania. Jakiekolwiek "spalenie się" nie wchodzi w rachubę.
Od zawsze taki był?
- Jako germanistka uczyłam go w klasach 7-8, a następnie w szkole średniej. Zawsze był spokojny, skoncentrowany i wyważony. Do tego niezwykle pomocny, gdy ktoś potrzebował wsparcia. To ten typ, który mało mówi, a dużo robi.
To zasługa szkoły czy wychowania?
- Myślę, że dom to fundament i podstawa. Rodzice Kacpra świetnie go wychowali i prowadzili. Szkoła za to pomogła zrealizować marzenia. Był bardzo dobrym uczniem, ale w zwykłej szkole byłoby mu znacznie trudniej. Pewnie dałby sobie radę, ale u nas nie musiał się martwić wieloma rzeczami. Miał od nich wolną głowę i mógł się realizować.
zadzwonił do mnie nawet trener Hannu Lepisto i mówił, żebyśmy cieszyli się tą chwilą, bo taki medalista olimpijski czasem rodzi się raz na 20 lat
I teraz może być przykładem dla innych uczniów.
- Medal olimpijski to wielka rzecz. Został osiągnięty dzięki ciężkiej pracy i samodyscyplinie. Kacper na pewno na ten medal zasłużył. Inni uczniowie opowiadali mi, że gdy wchodził do szatni i się przebierał, to z nikim nie rozmawiał, tylko w 100 proc. koncentrował się na zbliżającym się treningu. Zawsze wiedział, czego chce. Rezygnował z życia prywatnego, rodzinnego i różnych wyjazdów, by realizować plan.
Dla waszej szkoły olimpijski medal też jest bardzo cenny, bo - jak wiele placówek - macie swoje kłopoty.
- Tak, borykamy się z problemami finansowymi, ale tu świetną pracę wykonało starostwo powiatowe. Mamy infrastrukturę na światowym poziomie, co daje nam ogromne możliwości. Mamy halę, skocznie, siłownię, fizjoterapeutę. Możliwości rozwoju są bardzo duże. Po sukcesie Kacpra zadzwonił do mnie nawet trener Hannu Lepisto, który bywał w naszej szkole na konsultacjach. Mówił, żebyśmy cieszyli się tą chwilą, bo taki medalista olimpijski czasem rodzi się raz na 20 lat. Jest w nas nieopisana radość, bo to pierwszy indywidualny medal olimpijski w historii naszej szkoły.
Rozmawiał: Piotr Jawor














