Legenda polskich skoków "zwalnia" Maciusiaka. "Dostanę po łapach". Wiadomość dla Stocha
- Znowu dostanę po łapach, jak powiem prawdę... Ale muszę coś powiedzieć i to szczerze, bo ktoś powie, że nie znam się na tym. Maciej Maciusiak nie nadaje się na to stanowisko. Tutaj musi być człowiek z autorytetem - mówi w rozmowie z Interią Wojciech Fortuna, mistrz olimpijski z 1972 roku z Sapporo, który ma swoje spostrzeżenia na temat zmian. Te, jego zdaniem, są konieczne. - Jeśli tego nie zrobimy, to nie ruszymy z miejsca, a Kacper Tomasiak ciężaru nie udźwignie.

Artur Gac, Interia: To wszystko, co widział pan w obrazku telewizyjnym z pożegnania Kamila Stocha pokazało, że stanięto na wysokości zadania?
Wojciech Fortuna: - Ja myślę, że niczego szczególnego nie brakowało. Moment odejścia został przez Kamila zapowiedziany, wiedzieliśmy że to wydarzy się w Planicy i wszyscy byli przygotowani. Bardzo mi się to podobało, koledzy go pożegnali, zrobiono szpaler z nartami. Każdy mu składał gratulacje, padło trochę pięknych słów. Kamil jest znany i lubiany.
Kończy się kolejna epoka w polskich skokach, druga po erze Adama Małysza. Kamil to zawodnik bardziej utytułowany, choć myślę sobie, że nie aż tak kochany jak Małysz.
- Dobrze pan powiedział. Przede wszystkim to, że Kamil to najbardziej utytułowany polski skoczek. Dlatego wciąż nie mogę zrozumieć, dlaczego na 100-lecie Polskiego Związku Narciarskiego (w 2019 roku - przyp.) kapituła wybrała Adama Małysza numerem jeden. Bo przecież srebro to nie jest złoto. Ja zawsze tego będę pilnował i zawsze o tym mówię, że najbardziej utytułowanym polskim skoczkiem w historii jest Kamil Stoch z Zębu - zdobył trzy tytuły mistrza olimpijskiego. Wystarczy na to, żeby jednogłośnie tak pomyśleć. Nie wiem, dlaczego tak wybrano. Byłem na tej uroczystości, zająłem trzecie miejsce w historii polskiego narciarstwa i przepełniło mnie zadowolenie. Odebrałem gratulacje i pomyślałem sobie, że zaraz tu przyjdzie Adam Małysz, a tu słyszę, że wywołują Kamila. Sądziłem, że się pomylono, bo to niemożliwe. Cóż, ja mam optykę jasną i nikt jej nie zmieni, żadna kapituła.
Przy wszelkich nagrodach dwie kwestie musiałyby być rozdzielone: wynikowo numer jeden to Kamil Stoch, a jeśli chodzi o fenomen, który ze skoków narciarskich stworzył polski sport narodowy, to oczywiście Adam Małysz.
- Taka jest prawda. Tym bardziej ubolewam, że te tak popularne skoki narciarskie ostatnio trochę straciły. I nie mówię tylko o wynikach, ale też zmianach regulaminowych, typu nieustanne ruchy z belką, z czym idzie się pogubić. Oglądam zawody Pucharu Świata i widzę, że niewiele jest ośrodków, gdzie ludzi nie brakuje, czego przykładem jest Skandynawia.
W tym sezonie kadra A pod wodzą Macieja Maciusiaka miała swój moment tylko na igrzyskach olimpijskich. Trzy medale to genialny sukces, ale praktycznie cała reszta to była porażka, a nawet klęska. Nieprawdopodobne jest również to, co stało się z naszą kadrą tuż po igrzyskach, gdy w jednej chwili wróciła do beznadziejnego poziomu. Stąd pytanie, które dziś jest gorącym zagadnieniem: czy trener Maciusiak powinien zachować posadę?
- No i znowu dostanę po łapach, jak powiem prawdę... Ale muszę coś powiedzieć i to szczerze, bo ktoś powie, że nie znam się na tym. Proszę pana, Maciusiak nadaje się na takie stanowisko tak, jak ja na biskupa. Ja biskupem nigdy nie będę, a on trenerem pewnie też za długo nie będzie. Absolutnie nie nadaje się na to stanowisko. Może pracować z młodzieżą w Witowie, Chochołowie lub w Łabajowie, a tutaj musi być człowiek z autorytetem. Na tym traci nawet Małysz. Tutaj musi przyjść ktoś, kto ma autorytet. Nie wiem, czy to prawda, że wraca Stefan Horngacher. Osobiście myślę sobie, że nie wiem, jak to teraz wyjdzie, bo przypomnijmy sobie, że dwóch naszych zawodników na "do widzenia" Horngachera opowiadało na niego głupoty. Kto wróci? Nie mam zielonego pojęcia. Ja tylko przysłuchuję się, ale każda zadyma jest zła.
Z tego, co można zrozumieć odnośnie Horngachera, którego losy ustalił Jakub Balcerski ze sport.pl, to bardziej chodzi o funkcję typu dyrektor sportowy, kogoś kto miałby zarządzać całością. Natomiast z wypowiedzi prezesa Małysza w Planicy mniej wskazuje, że Austriak miałby jeden do jeden zastąpić Maciusiaka.
- Już był dyrektor sportowy, czyli Małysz. Mieliśmy piękną propozycję Alexandra Stoeckla, w którego po cichu wierzyłem, że obejmując to stanowisko wiele zmieni, a wiemy, w jakich okolicznościach się skończyło. Tu przede wszystkim musi przyjść trener, który jest świętością. Jak nie było na treningu mojego trenera, bo musiał jechać do Krakowa, to nie miałem dla kogo skakać. Jeżeli nie przyjdzie odpowiedni kandydat, to nie będzie przyszłości. Ja myślę, iż sam Kacper Tomasiak czuje to, że jego trenerem jest Wojciech Topór.
Lada moment będą wybory na prezesa PZN. Jak pan myśli, Adam Małysz będzie dążył do reelekcji? Czy powinien przekazać stery w inne ręce?
- Kompetencje niejeden ma większe i powiem tak: Adam był lepszym skoczkiem niż jest prezesem. Myślę, że sam ma trochę za uszami z sezonem olimpijskim i tym, co działo się wcześniej. Więc powinien sobie to odpuścić, by całkiem się nie rozmienić na drobne. Bo ktoś mu kiedyś to tak wytknie, że aż przykro będzie tego słuchać. Ja rozmawiam z różnymi fachowcami, to nie tak, że sam sobie dochodzę do pewnych wniosków. I powiem szczerze, że jest mi nawet przykro, iż takie rzeczy muszę powiedzieć. Jeśli jednak tego nie powiem, to ktoś za chwile skwituje "było, minęło" lub zarzucą mi, że nie mam swojego zdania, bo się na tym nie znam.
- Potrzeba zmian, bo jeśli tego nie zrobimy, to nie ruszymy z miejsca. I znów czterech będzie jechało na Tomasiaku, a on takiego ciężaru na plecach nie udźwignie. Nie ma o tym mowy na dłuższą metę. Gdyby nie Kacper, to pewnych spraw nie dałoby się przykryć. A tak niektórzy próbują mówić: "co wy chcecie, skoczkowie przywieźli trzy medale, to nie jest dobrze?".
- Proszę jeszcze o dodanie jednego, dla Kamila Stocha.
Proszę.
- Najszczersze gratulacje od mistrza olimpijskiego dla najlepszego polskiego skoczka i jednego z najlepszych na świecie. Za te piękne lata, które nam zaserwował. Gdy skakał Kamil, moja żona zawsze wiedziała, że w tym czasie nie odchodzę od telewizora.
Rozmawiał Artur Gac, Interia
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl














