Adam Małysz podjął kluczową decyzję pod koniec kwietnia tego roku. Ogłosił wtedy, że nie będzie się ubiegał o drugą kadencję prezesury w Polskim Związku Narciarskim. Chciał odpocząć od natłoku obowiązków i medialnego zgiełku.
Nikt nie zatrzymywał go siłą. W środowisku pojawiły się jednak głosy, że tak wybitnej postaci nie można zostawić poza strukturami federacji. Kibice uwierzyli, że "Orzeł z Wisły" zostanie w PZN, tyle że w nieco innej roli.
Nowe rozdanie w PZN bez Adama Małysza. "Ewidentnie nadepnąłem komuś na odcisk"
- Spadł na niego olbrzymi hejt, a teraz trzeba będzie wiele spraw w związku przeorganizować. To jest moja deklaracja, że będę robił wszystko, aby Adam Małysz z nami współpracował - mówił w maju Andrzej Wąsowicz, prezes Śląsko-Beskidzkiego Związku Narciarskiego, cytowany przez serwis Sportowy24.pl.
- Myślę, że da sobie około roku na podratowanie zdrowia, tak jak nauczyciel, który czasami też powinien udać się na dłuższy urlop. Musi odpocząć - dodawał doświadczony działacz.
Sęk w tym, że Małysz nie otrzymał ze związku żadnej propozycji współpracy. Ani wtedy, ani potem. A nowy-stary sternik PZN, Apoloniusz Tajner, nawet nie odbierał od niego telefonu. Tłumaczył, że nie widzi takiej konieczności.
- Nie dzwoniłem już do prezesa. Jeśli nie ma potrzeby kontaktowania się ze mną, to ja nie mam potrzeby rozmowy z nim - odpowiada teraz Małysz w rozmowie z WP Sportowe Fakty.
A do deklaracji zapowiadających oferty współpracy podchodzi z chłodnym dystansem.
- To raczej było rzucone "na odczep się" - twierdzi czterokrotny mistrz świata. - Myślę, że nikt by mi nie zaproponował żadnej funkcji. Z tego co słyszałem, są plany bardzo mocnej zmiany struktur związku. Wszystko, co ja wprowadziłem, ma być zupełnie odwrócone. Ewidentnie nadepnąłem komuś na odcisk.
Czym Małysz zamierza się zająć w najbliższej przyszłości? Zapowiada aktywność na styku sportu i biznesu. Ambitne projekty na tym gruncie realizować ma z Janem Winklem, niedawnym sekretarzem generalnym PZN.














