Kuriozalne sceny w USA. Walka o występ Polaka trwała do ostatnich chwil
Ledwo opadł kurz po walce o medale olimpijskie w Predazzo, a rozpoczął się kolejny weekend z zawodami Pucharu Kontynentalnego. Maciej Kot i Jakub Wolny wyruszyli do USA, gdzie mieli wystartować na skoczni w Iron Mountain. "Biało-czerwoni" mieli ogromne problemy podczas podróży, a starszy z nich stracił część swojego sprzętu. Kot w ostatniej chwili starał się skompletować niezbędne wyposażenie, a w tle organizatorzy toczyli walkę z aurą. Rezultat mógł być tylko jeden.

Zmagania skoczków narciarskich na zimowych igrzyskach olimpijskich dobiegły końca. Skocznie w Predazzo ponownie okazały się wybitnie szczęśliwe dla Polaków, którzy z Włoch wywożą aż trzy medale - srebro i brąz indywidualnie Kacpra Tomasiaka oraz srebro z konkursu duetów, w którym wraz z Tomasiakiem wystartował również Paweł Wąsek.
Na powrót do rywalizacji w ramach Pucharu Świata będzie trzeba jeszcze chwilę poczekać. Nadzieją dla spragnionych emocji kibiców są zawody Pucharu Kontynentalnego, które tym razem dotarły za ocean. W amerykańskim Iron Mountain zaplanowano aż cztery konkursy.
Polska w USA ma tym razem wyjątkowo skromną obsadę. Wraz z Wojciechem Toporem na zawody w Iron Mountain udali się Maciej Kot oraz Jakub Wolny. Cel eskapady był jasny - Kot ma szansę na wywalczenie dla Polski dodatkowego miejsca w poolimpijskich zawodach Pucharu Świata. Wolny natomiast ma zadbać o zabezpieczenie szóstego miejsca dla Polski w kończących sezon PK zawodach w Zakopanem.
Maciej Kot w poszukiwaniu nowego sprzętu. W tle walka organizatorów z naturą
Zanim jednak Polakom udało się zameldować na amerykańskiej skoczni, już w trakcie podróży napotkali ogromne problemy. Pierwszy lot "biało-czerwonych" został anulowany, przez co noc musieli spędzić we Frankfurcie. Kolejna próba została podjęta w czwartek, a finalnie na miejscu zameldowali się w nocy z czwartku na piątek polskiego czasu. Na domiar złego zaginęła część bagażu Kota, przez co ten musiał szukać pomocy na miejscu.
Jak informował na portalu "X" Dominik Formela z portalu "skijumping.pl" polska ekipa na miejscu zameldowała się o 2 w nocy czasu lokalnego. "Maćkowi nie doleciały 2 bagaże. Mamy kombinezon i narty. Potrzeba butów, wkładek oraz kasku z goglami" - informował dziennikarz cytując Wojciecha Topora. Czasu było niezwykle mało, bo pierwszy konkurs zaplanowano na godzinę 13 czasu lokalnego (godzina 20:00 w Polsce).
Z pomocą dla Kota przyszli Niemcy, którzy zaoferowali pomoc przy butach i wkładkach. Jeżeli chodzi o kask i gogle do akcji wkroczyli przedskoczkowie oraz Kazachowie. Sam Maciej Kot za pośrednictwem Instagrama pytał swoich obserwatorów, który z kasków bardziej mu pasuje.
Sytuacja Macieja Kota była co najmniej absurdalna. Chyba z jeszcze większymi problemami od Polaka zmagali się organizatorzy. Aura im wyjątkowo nie pomagała, najpierw obiekt nawiedziła śnieżyca, a w tle cały czas wiał porywisty wiatr. Chcąc ratować sytuację start konkursu przeniesiono na godzinę 22:00 polskiego czasu, lecz finalnie organizatorzy skapitulowali. Jak informował Formela, wiatr momentami osiągał prędkość 9 m/s, co wykluczało jakąkolwiek rywalizację.
Odwołanie piątkowego konkursu paradoksalnie jest dobrą informacją dla polskich skoczków. Taki obrót wypadków sprawia, że zwiększają się szanse na występ Kota w jego zaginionym sprzęcie. Na sobotę zaplanowano aż dwa konkursy - kolejno o 17:30 oraz 20:00 polskiego czasu.
Zobacz również:














